Żywiołaki umysłu zadają połowę obrażeń jednostkom odpornym na magię umysłu.
Oprawcy z Kontynentu grabią i kolonizują Złote Morza, a większość plemion nie stawia żadnego oporu. Doświadczony podróżnik Jocatis stara się zrozumieć tę tajemnicę - w tym celu przybywa na ziemie Ardorasan, rodu duchowych przywódców. Odcięta od reszty świata wyspa emanuje pradawną magią.
Człowiek
Lochy
CPU
Cytadela
CPU
Wrota żywiołów
Gra nie jest grywalna. Oczywiście oceniam przez pryzmat wybranych 200% i pewnie sam sobie w kolano tym wyborem strzelam, może nawet już na 160 będzie się fajnie grało, może nawet łatwo i przyjemnie. Na 200 się nie da. Co prawda jest tartak i ruda do zdobycia "od razu" obok zamku, ale to już koniec. Z przychodem 500 raczej pobudować coś sensownie ciężko, a te kilka skrzynek czy kupek podniesionych to za wiele nie da (chyba, że ktoś nie potrzebuje więcej wojska i startowymi 5cioma korsarami rozwali wszystko dookoła). Ja nie potrafię, więc to pwnie moja wina, nie mapy.
Jeżdżę więc wkoło po tej dosyć bezpłciowej (drzewko... palemka.... grzybek... kwiatek...) okolicy, wkurzając się, bo tu za mało jeszcze lizardów, żeby w miarę pozytywnie roztrzelać jakichś człapaków (pewnie losowych); a tu potrzebne muchoważki smocze, żeby skutecznie przyblokować (losowych) strzelaczy, to za tydzień dopiero; a tu z kolei wywreny nie poradzą sobie z losowymi harpiohagami, no chyba że moral dostaną, ale nie dostają, bo po co miałyby, w końcu medal jest przecież, postoję do jutra, poczekam, się jedną wywkę dokupi, dadzą radę...
I mija tak mnóstwo tygodni, objeżdżania tej strefy wkoło (zastanawiając się: czy tu juz dam radę, czy może jutro lub za tydzień... albo próbując do skutku, jak nie to autosave i dalej...), by w końcu większość lokacji zająć, bo nawet po tych kilku tygodniach niektóre strażniki robią więcej szkody, niż zysk z bronionych przez nich ochłapów... No chyba, że to mapa na poziom pro, to pewnie potrafią w pięć ważek i pakę lizardów (nawet nieulepszonych) przebić się do przeciwnika przez stado gorgon większych, albo też stado (trochę większe) gorgon mniejszych (nie takie rzeczy się na youtubie widywało...). Gorzej, jak przeciwnik okaże się wypasiony jakiś.
Gdzieś tak na czwartym okrążeniu świata spotkałem jego, Arlacha jakiegoś, on przyjaźnie odgryzł mi rękę; wyraziłem podziękowanie strzałkami (od tych lizardów), i nie miał nic do powiedzenia, oprócz "Hello, it's me", nawet hydr nie miał w armii jeszcze (co prawda mój też, ale on do tego mózgu zapomniał i jeszcze ślepy jakiś Troglodyt jeden, więc dostał w pałkę i tyle jego było...). A mój już tak był znudzony, że tylko z recenzenckiego, wiadomo, pojechał dalej i nic ciekawego go tam nie spotkało, a na koniec tylko ulga, że to już zamiast choćby cienia satysfakcji z wygrania... Mocno naciągane 3 max.
A ten koniec to znienacka bardzo, akurat Verdish łodzią podpłynęła niechcący to się przesiedli i od tyłu smoki podjechał z pominięciem bram, szkoda, że się dało, bo ani jednej Hydry nie zdążyłem kupić:(
Prosta mapa z rozwojem i dwoma prostymi przeciwnikami. Pierwszy tydzień gry całkiem przyjemny, pozwalający się wykazać. Połowa mapy jest zbędna, bo kluczników można obejść lądując statkiem na drugim brzegu wyspy. Fabuła może wyjaśnia dlaczego mam pokonać smoki, i kim są moi przeciwnicy, ale po paru ścianach tekstu opisujących wprowadzający lore zacząłem skipować. Przeciętna mapa do ogrania w godzinę-dwie.
Standardowy scenariusz poprawnie wykonany. Słaby sam początek, ponieważ zdarzają się przestoje. Odniosłem wrażenie, że wszystko można było zmieścić na mapie o jeden rozmiar mniejszy. Niedostępna magiczna latarnia. Finałowa walka powinna być dużo bardziej wymagająca. Moja ocena to trochę naciągana trójka.
Ot, przyjemna mapa. Na pewno poziomem nie odstaje od tych zaszytych w H3. Nie jest wybitna, ale na pewno nie jest słaba. Historia dobrze uszyta. Łatwa, choć Cytadelą wybitnie nie lubię grać.
Komputer dobry tylko do pierwszej ważnej potyczki. Potem to już gonienie oscypków i dożynki.
Technicznie rzecz biorąc, mapa dzieli się na:
- sporą strefę startową gracza z mocnymi strażnikami do większości obiektów + strefę AI z miastem tego samego rodzaju co nasze,
- strefę z AI z wrotami żywiołów, do której można zajrzeć przed morską wyprawą na cel misji, ale nie ma takiej potrzeby...
- strefę podziemną z AI z lochami, do której tym bardziej nie ma co zaglądać
- i wreszcie strefa z celem misji (4+ rdzawe smoki), do której są różne drogi dojścia, ale najszybszy jest drogą morską - tak więc niemal połowa mapy jest niepotrzebna. Można sobie zwiedzać i eksplorować każdy zakątek, ale po co? Po zajęciu cytadeli na północy mapy mamy podwójne przyrosty i w tym momencie jesteśmy już w stanie pokonać wszystko, zwycięstwo jest już przesądzone, nie da się przegrać xd Mi na 200% dojście do smoków zajęło 24 dni i straciłem na nich jakieś śmieszne 70 gnolli. Trochę rozczarowanko. Zwłaszcza, że początek mapy to był jakiś totalny hardkor, walki gówno-armią ze znacznie mocniejszymi strażnikami o jakąś jedną skrzynkę złota. I jeszcze ci randomowi strażnicy xD Wylosuj sobie takie 60 ulepszonych centaurów albo niziołków pod tartakiem i mapa na 200% jest niegrywalna. Ale możesz też trafić 60 chłopów... Czyli jaki był tego zamysł? Powtarzamy mapę do czasu trafienia akceptowalnych strażników? Aha.