One [czipsy Lay's] podobno zawierają dodatki smakowe robione z abortowanych dzieci... Polecam Przysnacki. Podobne plotki krążą o Pepsi, a to jest chyba ta sama firma... Poza tym kiedyś jadłem pierniki z syropem glukozowo-fruktozowym i później miałem zimne czoło... Polecam też słodycze firmy Roshen.
Najmroźniejsza zima, jaką pamiętam, to było 2005/06. Było -17 stopni (znalazłem starą gazetę opisującą to -- z nagłówkiem "Zima zła") i bardzo dużo śniegu.
Kiedyś taki mój sąsiad, który mieszkał sam, rozmawiał z mamą takiego innego sąsiada, i powiedziała, że ludzie w sklepach są teraz bardzo chamscy, a on powiedział, że dlatego chodzi na zakupy bardzo wcześnie albo bardzo późno.
Innym razem szedł z taką swoją koleżanką na miasto, nagle się zatrzymała i powiedziała, że musi tylko na chwilę do ubikacji iść, a on powiedział:
- Nie ma tak.
Innym razem taki jego kolega mówił, że ta jego koleżanka to jego kochanka, a on powiedział:
- Przysięgam na wszystkie świętości! Między nami nigdy nic nie było!
A on powiedział chyba:
- Chyba tu czegoś nie rozumiem...
A ta koleżanka powiedziała chyba:
- Ty tego nie rozumiesz. Ty tego nigdy nie zrozumiesz.
Innym razem była u niego taka baba, która bardzo głośno mówiła, i o 2. w nocy rozmawiali, nagle przyszedł taki inny sąsiad i powiedział, że zadzwoni na policję, że tak hałasują, zaczęli się kłócić i ta baba na końcu powiedziała chyba:
- (...) A pan chce, żeby było cicho! Cicho! Cicho! Mam nadzieję, że już się nigdy więcej nie spotkamy...
Ten sąsiad zmarł 2 lata temu. Dzień później drzwi się u mnie same otworzyły...
Na początku chciałem zaznaczyć, że wszystkie wydarzenia, postacie i wypowiedzi przedstawione w tym artykule są autentyczne. Wszelkie podobieństwo osób występujących w tym tekście do osób rzeczywistych jest całkowicie zamierzone. Wszelkie materiały zawarte w nim zostały użyte po wymuszeniu ich szantażem od Devi i/lub Qn`ika :))) A teraz krótko dla tych, którzy jeszcze nie zajarzyli: To wydarzyło się naprawdę !!! {Potwierdzam - Qn`ik}
Pewnego pięknego dnia postanowiłem z Qn`ikiem wybrać się do kafejki internetowej na nockę... [tylko bez żadnych podtextów mi tu :)] Konkretniej mówiąc, to Qn`ik mnie chciał wyciągnąć, a że ostatnio do mnie ciocia przyjechała i kaski było pod dostatkiem to bez mrugnięcia okiem przyjąłem propozycję. No cóż, najpierw odebrałem sobie mailiki potem wlazłem na IRCa i wtedy wpdałem na szatański pomysł... [Brzmi jak wspomnienia psychola :) {A czym to jest, jak nie takim właśnie pamiętnikiem?!}] Mianowicie: "Ciekawe co by było, gdybym nagle zaczął udawać kobietę". Dla małej próby wszedłem sobie na kanał #sexpl pod xywką abith... Nie macie pojęcia ilu miłych chłopców od razu zaczęło ze mną rozmawiać :) [Niektórzy z was pewnie teraz to czytają... :)] Zabawa tak mi się spodobała, że postanowiłem posunąć się jeszcze dalej... I pewnego pięknego dnia rozmawiając z Devi zamieszałem jej tak, że się kobieta nie mogła otrząsnąć... No cóż... w sumie to się jej nie dziwie, każda pewnie zareagowałaby w ten sposób gdyby się dowiedziała, że jeden z lepszych kumpli jej męża to dziewczyna :) A oto jak zareagowała :
"FRAGMENT MAILA OD DEVI DO JEJ MĘŻA" mam nadzieję, że Devi bardzo się nie wkurzy, że to publikuję :))) {Devi jest w ogóle bardzo zła na mnie, że publikuję ten tekst... Ja jednak nie mogę się powstrzymać... Ale z tego miejsca chciałbym ją przeprosić. :)}
Dev:
Wczoraj gadałam z Troyem...Qn`ik ja naparwdę uważam się za osobę
inteligentną, ale czy...czy to naprawdę jest kobieta? Ja rozumiem nabijanie
się (czytaj wyżej ;)))) ale tu przeżywam lekką konsternację...;))))
Qn`ik:
Co do Troya... Nie zauważyłaś, że to kobieta - famme fatale? Xywka pochodzi
od Troi. Tak wiec nasuwa się pytanie, czy Troy ma konia (trojańskiego, a jak
myślałaś?!). Wiesz, to kumpel(a) (Mariola zresztą), ale tak blisko to nie
jestem... ;)))
No cóż... Kiedy Qn`ik przesłał mi ten krótki fragmencik ogarnął mnie śmiech... Ale po chwili zacząłem się zastanawiać czy nie byłoby fajnie ciągnąć tego pomysłu... Na IRCu nieraz jest pusto i nudno.. a tak zawsze się coś dzieje... W ten oto sposób zaistniałem w sieci jako Troy - kobieta... Nie muszę chyba opisywać jakie zaskoczenie wywoływał fakt kiedy niektórzy się dowiadywali "prawdy", natomiast ja oczywiście coraz bardziej mąciłem i coraz większą przyjemność czerpałem z nabijania się z tych wszystkich, którzy poważnie myśleli, że jestem przedstawicielką płci pięknej...
Początki oczywiście były trudne nieraz zdarzało mi się napisać "poszedłem" zamiast "poszłam" ... wtedy czekałem z niecierpliwością na to czy ktoś się zorientuje o mojej pomyłce, ale zazwyczaj wszystko przechodziło bez echa. Po pewnym czasie doszedłem do takiej wprawy, że nie stwarzało mi to już większych problemów... Szalałem dalej... Zdobywając opy na różnych kanałach dzięki swojej wspaniałej "kobiecej" osobowości jaką reprezontawałem. Tak, tak... ten @ na #actionmag nie wziął się z tego, że długo pisałem do AM... Wystarczyło oczarować człowieka, który miał tam botki... [pozdroofka malisz :))) {Boże, jak ja chciałbym zobaczyć jego minę, gdy to czyta...}] i opek był przy każdym wejściu na kanał [niestety nigdy nie zostałam... *ekhm*... zostałem dopisany do bota :(((]. Tuż przed wyjazdem na wakacje przeprowadziłem z Devi rozmowę na IRCu... w sumie to nic w niej nie ma śmiesznego... dopóki oczywiście nie wie się, że troy to kobieta... Dev była akurat jedną z tych osób, która nie znała prawdy... A o to treść owej rozmowy:
*** troy has joined #actionmag
<troy> bry
<Devi> hello
<Devi> :)
<Devi> Qn`ik!!![Ahhh... jak się te gołąbeczki cieszą jak się spotkają :)))]
<Qn`ik> no
<Qn`ik> wreszcie
<Qn`ik> Devuska, co tylko chcesz :)
<Qn`ik> ale jesli chcesz, tzn. ze Ci smg niewiele powiedzial ;))))
<troy> misiu wylaczylbys ignora... bo mnie to wkurza...[Nie pytajcie :)]
<Devi> taaaa...:)
<Devi> misiu...hm...;)
<Qn`ik> Devus: odp!
<troy> Devi: co nie moge sie tak to niego zwracac ?[Buntowniczo prawda ???:)))]
<Devi> hm?
<Devi> troy: alez mozesz :)[Ahhh... dostałem przyzwolenie... gdyby tylko Dev wiedziała co my na codzień z Qn`ikiem robimy bez jej zezwolenia :))) {Mariolu Kochanie... Czytają nas nieletni heteroseksualiści!!!}]
* Qn`ik ma 96 wiadomosci na skrzynce!
<Qn`ik> i chyba zabije Pazool ;PPP
<Devi> ludzie jade!!!
<Devi> juz za 6 godzin!!!
<troy> 3m ise
*** Qn`ik has quit IRC (Connection reset by peer) {I tyle mnie było na IRCu... Jak zwykle zresztą. :)}
<troy> i poszedl....
<troy> kurde faceci jush tacy sa... pobajerza, pobajerza i znikaja[kurde... jakie stwierdzenie... i to o własnej płci :)))
<Devi> hehe...:))
<Devi> troy dawno Cie nie widzialam[A tęskniłaś chociaż troszeczkę ? {Te, te...}]
<troy> Devi: moze nie mam racji....
<Devi> ano masz...:)
<troy> bo bylam na obozie
<Devi> as usual...;)
<troy> :))))))))
<troy> myslalam nawet o zostaniu lezba... bo faceci mnie wqrzaja [Rany !!! Skąd mi się biorą te texty :))) {I co? Czy to nie pamiętnik chorego transwestyty?! ;)}]
<Devi> troy: hm mialam kiedys podobne mysli [Cóż za wyznanie :)]
<Devi> ale mi pzreszlo...:)) [Qn`ik pewnie teraz odetchnął z ulgą :) {A żebyś wiedział!}]
<Devi> po pewnym mailu...;DDDD
<troy> Devi: niech zgadne od kogo :)))))
<troy> moge o cos spytac ?
<Devi> no?
<troy> czy ty chociaz raz w zyciu gadalas z nim nie przez irc [Znałem odpowiedz... specjalnie spytałem... tak dla jaj :)]
<Devi> hm...wiesz, ze nie :)
<Devi> ale to sie zmieni 4 sierpnia [wyjaśnienie dla niekumatych... 4 sierpnia - zlot AM w Tomaszowie Mazowieckim {Relacja z tegoż w AMie sobie gdzieś jest... :)}]
<troy> :)))))))))))))
<troy> pierdu pierdu....
<Devi> hm?
<troy> pewnie nie przyjedzie [Stwierdzenie wysunięta dla podtrzymania rozmowy... Qn`ik nie bij...]
<Devi> czemu tak mowisz?
<troy> albo jak go zobaczysz to sie przestraszysz i dostaniesz zawalu [Szczerość nie radość :))) {Phi, cały czas Jej to przed naszym spotkaniem pisałem... Ale jak mnie zobaczyła, nie była w stanie uciec - po prostu skamieniała... (Ach ten wzrok Bazyliszka)}]
<troy> nie sorki... to bylo o mnie [Wcale nie !!!!!]
<troy> pomylilam sie :))))))) [ahh.. "pomylilam" jak cudownie to brzmi :)))]
<Devi> hm...zobaczymy
<Devi> :)
<Devi> bylabym bardzo zawiedziona gdyby nie przyjechal
<troy> nie no mam nadzieje ze bedzie... [zresztą co mnie to obchodzi]
<Devi> ja rowniez :)
<troy> kurde... fajnie tak milosc na odleglosc...
<troy> uwierz mi to naprawde bezpieczna milosc ... [no tu chyba każdy się ze mną zgodzi :))) taka jest najbezpieczniejsza]
* Devi spiewa "Czego wciaz mi brak, czego miewam mniej, na ulicy mowia mi, wszystko jest ok..." [hehehe... Devi: pięknie śpiewasz {I owszem... :)}]
<Devi> znasz to?
<troy> znam
<troy> urszula
<troy> rysa na szkle.. [przydała się siostrzyczka, która słucha takich rzeczy :)]
<Devi> no wlasnie..
<Devi> to sa mankamenty milosci na odleglosc [uuu... współczuje]
<troy> zaskoczona ?
<Devi> czym?
<troy> ze znam piosenke....
<Devi> nie, raczej nie...
<Devi> wiekszosc kobiet to zna
<troy> hehehehe... [Proszę mi wybaczyć mój śmiech w tym momencie ale jakby ktoś powiedziałby wam, że jesteście jak większość kobiet... a bylibyście facetami to też byście się nieźle smiali {Skądinąd to... prawda :) Troy jest jak większość kobiet... :P}]
<troy> nie jestem taka jak wiekszosc [No to chyba oczywiste, ze jestem inna :)))]
<Devi> ale znasz Urszulke
<Devi> a to o czyms swiadczy
<troy> no dobra... daje za wygrana [no coz... nie bede sie upieral(a) przy swoim... Devi w koncu w sumie ma racje... jestem podobna do innych kobiet... to chyba przez ten zarost :)))]
<Devi> :)
<troy> o czym ?
<Devi> hmm...tak mysle..zasialas we mnie ziarno niepewnosci...;)
<Devi> o czym swiadczy?
<Devi> no nie wiem...jakos tak
<troy> na temat ?
<Devi> ziarenko? Hm...przyjazdu Qn`ika [ufff.. juz sie balem ze to ziarenko niepewności dotyczyło mojej płci :)))]
<troy> ... nie bij sie on jest w porzadku.... napewno bedzie [oczywiście miało być nie bój się... ale palec mi się omsknął]
<troy> mowi ci do kobieta ktora na ogol nie lubi facetow [hehehehe.... w sumie to wolę dziewczyny... ale w moim przypadku jest to całkiem normalne :))) {I teraz mi to mówisz?!! Mariola! Nie daruję Ci tej nocy! ;)))}]
<Devi> mam nadzieje, ze sie nie mylisz :)
<troy> rzadko sie myle... zwlaszcza ostatnio [Kobieta macho :)))) przy okazji pozdruffka dla Cruli... bedzie wiedziała o co chodzi :)))]
<Devi> maly geniusz :)
<Devi> (tak sie u nas mowi na ludzi ktorzy sie rzadko myla) :)
<troy> hehehehe:)))))))
<Devi> naprawde...ja ze wzgledu na swoj wzrost jestem duzy geniusz...ale to wyjatkowo
<Devi> ;DDD
<Devi> hm, siedze sobie na IRCu, bo straaasznie mi sie nudzi...
<troy> a ile masz wzrostu ?
<Devi> 180 cm :)
<Devi> i same klopoty przez to ;)
<Devi> niestety
<troy> aha.... ueeeeeeeeeeeeeeeee..... jestem wyzsza :P :) [hehehe... nie ma to jak wysoka kobitka :)))]
<Devi> powaznie?
<troy> powaznie
<troy> jestem tylko odrobinke nizsza od qn'ika [ale dosłownie ciutke {Kilka cm chyba...}]
<Devi> hm...i nie masz z tym problemow?
<troy> nie
<troy> ... kto zaczepi takie wielkie babsko :) [heehheeh... no ja bym się bał :)))]
<Devi> powiedzmy, ze pytalam o kontakty z plcia przeciwna...;)
<troy> hehehe... narazie nie interesuje sie za bardzo plcia przeciwna [to znaczy interesuje mnie ale nie ta płeć przeciwna, którą Devi uznawała wtedy za płeć przeciwną do mojej :) {Ale się zamieszałaś ;)}]
<Devi> a ja nie moglam znalezc faceta na studniowke... [Dobra.... przyznać sie który nie chciał pójść z Devi na studniówkę... zaraz tu Qn`ik z całą mafią przyjedzie i go....:)]
<Devi> wiesz
<Devi> jestem wysoka
<Devi> i mialam 9 cm buty
<Devi> klapa!
<Devi> jak bum cyk cyk..szlo sie pochlastac
<troy> wcale nie.... po prostu same knypki zyja na tym swiecie :) [heheheh... niech się tylko niscy ludzie nie obrażają po przeczytaniu tego ]
<Devi> no wlasnie...
<Devi> :)
<Devi> niestety echhhhhh
<Devi> co za swiat
<troy> hehehe
<troy> wysokie kobiety to rzadkosc ... [no ale ja bylam wysoka :)]
<troy> dlatego powinnas sie uwazac za wyjatkowa [wyjatkowa tez bylam :)))]
<Devi> hmm...wyjatkowa...coz, powiem szczerze, ze wolalabym byc o 5 cm nizsza
<Devi> to nie jest mole patrzec na wiekszosc ludzi z gory
<Devi> mile
<troy> kwestia przyzwyczajenia [Opinia fachowca]
<Devi> hm...zyje na tym siwcie prawie 20 lat i nadal sie nie moze przyzwyczaic..niestety
<troy> no coz..... niektorym trudno jest dogodzic [cokolwiek mialo to znaczyc :)]
<Devi> :)))
<Devi> hm, jestem zmeczona...a za kilka godzin juz jade
<troy> ooooooooo.... gdzie
<Devi> do Tomaszowa
<Devi> kochana rodzinka...;)
<troy> i tam masz sie z nim spotkac ?
<Devi> tez...:)
<troy> to pewnie sie nie mozesz doczekac
<Devi> to jest wieksza impreza wiec nie moge sie doczekac wielu ludzi
<Devi> ale owszem Qn`ika najbardziej :) [Ty Qn`ik jak ty to robisz, że jak cię panienki widzą to mdleją ???, bo jak ja przechodzę przez ulicę to dodają gazu :))) {Eeech. To nie tak. One się w kamyczki zamieniają...}]
<troy> kurde.... chcialabym zobaczyc twoja mine:) [mina... hehehe... pozlizgowa :)]
<Devi> szczerze mowiac ja tez bym chciala zobaczyc...;)
<Devi> ale...
<Devi> hm...dlaczego wlasciwie?
<troy> .... trudno to okreslic.... ale powiem tyle ze bedziesz zdziwiona (pozytywnie afkorz) [hehehe... i sądząc po relacji z Tomaszowa to jednak było to rzeczywiście pozytywne zaskoczenie ;)]
<Devi> a wiesz...
<Devi> juz to dzis slyszalam
<Devi> od Smugga [Oj Smuggler... ladnie to tak obgadywac znajomych ???]
<Devi> :))
<troy> heheheh.... widzisz ?
<Devi> jeszcze nie, ale zobacze...;)))
<Devi> i z tego wszystkiego sie okaze, ze to ja jestem najwieksza maszkara w towzarzystwie [brak samodowartosciowania...a szkoda]
<troy> no wlasnie.... ale powiem ci ze on jest bardzo w porzadku [ty Qn`ik widzisz ile mi zawdzięczasz ???... nawet "dziękuję" od ciebie nie usłyszałem... a ja o tobie w samych superlatywach z Devi rozmawialem :){Będę złośliwy: niech Ci to Bóg w dzieciach wynagrodzi! :PPP}]
<troy> tzn... to bylo to poprzedniej wypowiedzi
<Devi> hm...wiesz...znamy sie co prawda tylko z maili ale te pol roku zrobilo swoje [BTW: pozdruffka for ognista... bedzie wiedziała czemu w tym miejscu :)))]
<troy> co do ostatniej to nie wiem... nie widzialem cie... [ups.... houston mamy problem... nawet mimo tak długiego pisania o sobie jako kobiecie... zdarzały się takie wpadki]
<troy> sorki... widzialam... [ciągle zastanawiam się po co się zacząłem tłumaczyć, może nawet nie zwróciłaby uwagi]
<Devi> :)
<Devi> hm, moze to i lepiej...;)
<troy> kurde... cholernie trudno jest gadac jako kobieta..... bo na ircu lepiej jest jesli maja cie za faceta [i znowu tłumaczenie... trzeba to jakoś odkręcić]
<Devi> hm, tak?
<Devi> szczerze mowiac nie probowalam [uffff.... chyba łyknęła :)]
<troy> czy ja wiem
<troy> powinnas
<troy> nie zbijaja sie tak wtedy
<Devi> mam taka zabawe...czasami jak mam naprawde podly humor to wyciagam znajoma na IRCa przybieramy ciekawe xywy i szalejemy...:)
<Devi> leca pozniej texty: "gadasz z X? Ja tez!"
<troy> hehehehe... zapytaj qnika co robilismy na nocce w kafejce [patrz początek całego textu]
<Devi> wiem, glupie, ale..dziala
<Devi> podrywaliscie kobialki na IRCu! ;)
<Devi> tak?
<troy> tak
<troy> ..... tzn ja.... [rany!!! az ciezko o tym mowic... powiem tylko jedno... "WY FACECI TO ZBOCZENI JESTESCIE !!!" :)))]
<Devi> hehe...oj, mezowi sie oberwie...;) [no wlasnie... powinno mu się oberwać :)))]
<troy> ja podrywalam meza [tak tak Qn`ik... pamiętasz te blondynkę która chciała z tobą zrobić *ekhm* no wiesz co :))) {Tjaa... ;) Ale nic nie zrobilismy! ;)))}]
<Devi> mojego?
<Devi> ;)
<troy> aha
<troy> sorki.... ale on sie dal nabrac... ale sie z niego pozniej zbijalam [oj tak... troszke sie zbijałam :)))]
<Devi> no tak, kobieta :)
<Devi> qrcze...musze sie jeszcze wykapiuchnac...
<Devi> eeee...
<Devi> niecierpie dlugich podrozy
<troy> leniwe stworzenie
<Devi> szczegolne autobusem
<Devi> czasami bardzo leniwe :)
<troy> autobus... kac... i podroz na dworzec.... [O rany !!! nigdy wiecej....]
<Devi> dlaczego nie ma z ina normalnego polaczenia z ta cholerna lodzia?
<Devi> grrrr...
<troy> jak to nie... ja wlasnie jak jechalam na oboz to z lodzi...
<Devi> hm...ale...pociagu z Inowroclawia (ina) do lodzi nie ma...:( [no tak bo ja nie mieszkam w Inowrocławiu, kurde, że też wcześniej na to nie wpadłem :)))]
<troy> rany.... to sie przesiadziesz... ale ty problemy sobie stwarzasz
<Devi> jak zawsze...poza tym mam dzis strasznie marudny nastroj [Moje późniejsze pytanie nasunęło się samo :)]
<Devi> wioec sie nie przejmuj
<Devi> :))
<troy> ojej... okres ? [hehehe... no nie mówiłem, że nasuwa się samo?]
<troy> sorki... moze troche niedyskretne pytanie... [eeeee gdzie tam ;) kazdy facet pyta o to dziewczyny ;))) {;D}]
<Devi> hm, to juz bylo i nie wroci wiecej ;) ale perspektywa podrozy...:(
<Devi> spoko, nie przejmuj sie [nigdy w zyciu niczym się nie przejmowałem... to właśnie mój problem :)))]
<Devi> :)
<troy> hehehehe... ja sie nigdy nie przejmuje [jak wyżej]
<Devi> wiesz to smieszne, odpisuje rano na maile bo chce wyjechac z czystym kontem, wchodze sobie na IRCa, i przy okazji odbieram poczte...
<Devi> Boze uchowaj!
<troy> hehehe.... to normalne... uzaleznienie [no coż wiem coś o tym... mając 118 punktów w teście Smugga przestałem liczyć :)))]
<Devi> taaaa...i rachunki...jak sobie Maciej z tym radzi? Qrcze taka samodyscyplina [nie samodyscyplina tylko skąpiradło jest i nie chce mu się rachunków płacić {:D}]
<Devi> ja jak widac pierwszego juz sie maltretuje... [NO COMMENT :)]pomijajac fakt, ze i tak nie zasne i mi sie nudzi bez kompa
<troy> ... nie wiem... ja nie potrafie
<troy> hehehe.. ja musze na wszystkie maile odpisac ... kurde jak ja to zrobie.... mam nadzieje ze o 2 bede juz miala to z glowy [no tak.. akurat wtedy miałam to z głowy o 4:00 ...]
<Devi> hm, chyba pojde spaaaaccc...
<Devi> :)
<troy> jush... ?:)
<Devi> nnnnnooo...z wielkim bolem
<Devi> ale pozniej bede w autobusie spac
<Devi> a nie lubie tego
<Devi> poza tym
<Devi> jeszcze musze sie dopakowac
* Devi sie oczka kleja
<troy> oki.... to buzi na pozegnanie :* [Mam nadzieję, że Qn`ik mnie za to nie zabije... poza tym to był pocałunek lezbijski więc jestem niewinna :))) {Tym bardziej!!! Wykorzystałeś sytuację... :/}]
<Devi> :* :)
<Devi> papa
<Devi> :)
Session Close: Tue Aug 01 23:36:18 2000
Wszystkie wydarzenia wzbogaciły moją wiedzę o płci pięknej... Jako kobieta byłam podrywana i momentami dosłownie "gwałcona" przez Internet... Nie należało to do najprzyjemniejszych rzeczy jakich w życiu doświadczyłem, ale po tym wszystkim wiem jedno... Naprawde trudno być kobietą i jestem w stanie to udowodnić każdemu męskiemu szowiniście którego spotkam... {I tym optymistycznym, antyszowinistycznym akcentem kończymy odcinek, którego sponsorem były literki: "a", "b", "i", "t" i "h". Dobranoc.}
PRZED WAMI OBNAŻAŁ SIĘ: [nie dosłownie afkorz]
TROY
Zabić? Nie zabić. Zastanawiał się nad tym od dłuższego czasu. Ofiara była nieruchoma, lecz wciąż nie mógł się zdecydować. Trudna decyzja. Powoli sięgnął po puszkę z piwem, która stała na stoliku przy jego łóżku. Przy piątej przestał już liczyć. Był już dobrze wstawiony, ale za nic w świecie nie pomogło mu to w podjęciu decyzji. W zasadzie, to sam nie wiedział czy lepiej jest o takich rzeczach myśleć na trzeźwo, czy dopiero w stanie całkowitego upojenia alkoholowego. Patrząc na swoją ofiarę upił kilka łyków, głośno beknął, po czym odstawił puszkę z powrotem na stolik. Brzmienie głośnego beknięcia w prawie pustym pokoju strasznie go rozbawiło. Przewrócił się na łóżko, na którym siedział i zaczął się głośno śmiać. Po chwili jednak zauważył, że nie ma w tym nic śmiesznego, a odwróciło tylko wzrok od ofiary. To była bardzo trudna decyzja.
Rozejrzał się po pokoju. Łóżko, obecnie zajęte przez jego nietrzeźwą osobę, przy łóżku stolik, kilka półek na ścianie i to wystarczyło. Wystarczyło, żeby zrobić bałagan jakiego jeszcze świat nie widział. Możliwe, że na trzeźwo wogóle nie byłby w stanie poruszać się po tym pokoju. Nie chciało mu się jednak sprzątać. Niedługo będzie daleko stąd. Wyjedzie i będzie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Spojrzał na zegarek. Minęła trzecia nad ranem. Zostało jeszcze trochę czasu. W ogóle nie wiedział co zrobić z pieniędzmi, które na niego czekały w banku. Zdecydował się na wyjazd z kraju, ale nie wiedział co dalej. Wiedział, że już tu nie wróci, ale nie martwiło go to. Chciał rozpocząć nowe życie w całkiem innym miejscu, wśród ludzi, którzy go nie znają. Zostało jednak jeszcze trochę czasu. Ponownie popatrzył na obiekt swoich rozważań. Wzrok już miał dość zamglony, więc musiał przymrużyć oczy. Tam, w rogu pokoju, jedynym miejscu, które nie było zaśmiecone znajdowała się jego ofiara. Może nieprzytomna, może nawet nieświadoma swojego losu. Kogo by to obchodziło. Nie jego, na pewno nie jego. Każdego innego może tak, ale nie jego. Wiedział, że musi to zrobić, ale wciąż się zastanawiał. Nie mógł pozwolić ujść ofierze z życiem. Od tego zależał jego honor, a przynajmniej tak mu się wydawało. Spojrzał jeszcze raz. Nadal nieruchoma. Za długo zatruwała mu życie, teraz musiał się zemścić. Tak, właśnie sobie przypomniał, że ma motywację. Zemści się zanim na całe życie opuści to miejsce. No, może nie na całe, ale napewno prędko nie wróci.
Ponownie sięgnął po puszkę z piwem. Zajrzał do środka i zaczął podziwiać nieprzeniknioną ciemność, która przyciągała jego wzrok. Przechylił puszkę w jedną stronę, potem w drugą. Delikatnie nią zakręcił. Ruch napoju w puszce wprawił go w niemałe zadowolenie. Ujął puszkę w dwa palce, a potem delikatnie ruszył dłonią. Z uśmiechem na twarzy rozkoszował się dźwiękiem chlupocącego w środku piwa. Pociągnął kilka łyków, tym razem bez beknięcia. Za bardzo się zapowietrzył i nic z tego nie wyszło. Zaczął odstawiać puszkę na... O, cholera! Przewróciła się i zawartość popłynęła po zabrudzonym blacie. Nie było sensu iść do łazienki po papierowe ręczniki. Zamiast tego opuścił prawy rękaw flanelowej koszuli i rozpoczął walkę ze ściekającym ze stolika piwem. Wynik tych działań nie był jednak zbyt radosny. Zdołał opanować powódź spowodowaną wylanym piwem, ale za to cały rękaw był mokry. Trudno, coś za coś. Zawsze tak było, jest i będzie. Popatrzył ponownie w kąt pokoju. Tak, ty też zapłacisz -pomyślał- męczyłem się z tobą przez tyle tygodni, całe noce nie mogłem przez ciebie spać, ale teraz koniec z tym. Raz na zawsze, koniec.
Wpatrywał się w kąt i raz za razem, w myślach obiecał swojej ofierze śmierć w cierpieniu. Nigdy nie przyczynił się do żadnej śmierci, ale teraz, mając na uwadze ogromną sumę pieniędzy, którą miał wypłacić na podstawie wypisanego na jego nazwisko czeku nie myślał o tym. Wyjedzie i szybko zapomni o tym jednym morderstwie. W zasadzie, to nie było nawet morderstwo, to była sprawa honoru, jego honoru.
Co się gapisz?-wybełkotał do swojej ofiary. Milczenie, brak odpowiedzi. Czuł jak coraz bardziej rodzi się w nim gniew. Wyciągnął kolejną puszkę piwa, otworzył i wypił prawie połowę zawartości. Beknięcie, które się rozległo zaraz po tym mogłoby obudzić nawet sąsiadów piętro wyżej. Ofiara pozostała nieruchoma. Z puszką w ręku podszedł do półki na ścianie. Gdzieś tam leżały papierosy. A, są. Wyciągnął jednego i zaczął szukać zapalniczki. W spodniach-nie ma, na półce-nie ma, druga półka-nie ma, ponownie spodnie-jest! Tylko dlaczego w tej samej kieszeni, w której przed kilkoma sekundami nie mógł jej znaleźć? Nieważne. Ważne są czyny odważne, a on był odważny, musiał być odważny, przecież czyn, którego miał się dopuścić wymagał ogromnej ilości odwagi... Był odważny? Czy był odważny na tyle, żeby odebrać życie? Czy był odważny na tyle, żeby popełnić morderstwo? Zaczął się nad tym poważnie zastanawiać. Wyobraził sobie jakby to było, gdyby to on miał stracić życie. Nie był pewien, czy jego ofiara jest świadoma swojego losu. Mogła przecież jeszcze mieć nadzieję. Dostał to, czego chciał, udało mu się. Dwie godziny przed południem będzie siedział w samolocie. Jego ofiara nie musiała jednak tego wiedzieć. Myśli, które rodziły się w jego głowie stawały się coraz bardziej przerażające. Zaczął myśleć, o tym co będzie dalej. Czy będzie mógł spokojnie w nocy zamknąć oczy, wiedząc, że popełnił morderstwo? Czy będzie potrafił pogodzić się z tym, że pozbawił istotę żywą prawa do stąpania po tej ziemi? A co z rodziną ofiary? Na pewno będą tęsknić. Wyobraził to sobie. Z każdą mijającą sekundą wyobraźnia podsuwała mu coraz bardziej załamujące obrazy. Kapnęła łza, potem druga. Broda odmówiła posłuszeństwa i zaczęła się trząść, a twarz ściągnęła się w grymasie bólu. Kolejna łza. Przez łzy, które powoli zalewały mu całą twarz zaczął patrzeć na swoją ofiarę. Odwrócił wzrok. Łza. Pociągnął nosem. Kolejne łzy. Płakał jak małe dziecko po wielkiej stracie, ale to przecież nie on miał stracić. Kolejne łzy. Odstawił na stolik puszkę, żeby rękawem otrzeć twarz i nos. Nie mógł się jednak opanować. Coraz bardziej wzbierał w nim szloch i nie potrafił nad tym zapanować. Łza. Pociągnięcie nosem. Kolejna łza. Własne myśli zaczęły go przerażać do tego stopnia, że przysiadł na podłodze, podciągnął kolana pod brodę i skulił się jak małe dziecko. To było przerażające. Schował głowę między kolanami, żeby nie patrzeć w ten jedej kąt pokoju. Rozkleił się, zaczęły go dopadać wątpliwości. Poczuł, że się załamuje.
Nagle, jednej sekundzie przestał płakać. Ponownie otarł twarz lewym rękawem flaneli, rozejrzał się po pokoju. Powoli podniósł się z podłogi. Wytarł dokładnie twarz tym samym rękawem, co poprzednio. Spojrzał na swoją koszulę i doszedł do wniosku, że wygląda żałośnie.
Ponownie sięgnął po papierosa, którego odłożył na półkę szukając zapalniczki. Przypalił. Zaciągnął się dymem. Mocne cholerstwo. Zaciągnął się po raz kolejny. O żesz... kaszel. Cholernie mocne cholerstwo. Złapał kilka oddechów i przysiadł na łóżku. Strząchnął popiół na podłogę i ponownie się zaciągnął. Tym razem bez mocniejszych wrażeń. Wypuszczając powoli dym ustami i nosem oparł się o ścianę. Papieros w usta, dym w płuca. Znów poszło gładko. Odchylił głowę do tyłu i puścił kilka kółek. Wyglądały jak należy. Obserwował jak powoli rozpływają się w powietrzu. Zaciągnął się jeszcze kilka razy i zgasił papierosa. Na podłodze. Krótkie spojrzenie na zegarek. Dwadzieścia po trzeciej. Wbrew pozorom czas mijał strasznie wolno. Nie wiedział, czy powinien podjąć decyzję już w tej chwili, czy jeszcze poczekać. Zaczął się zastanawiać, czy zmieści mu się w żołądku jeszcze jedna puszka piwa. Po krótkim namyśle doszedł do wniosku, że stanowczo i niezaprzeczalnie tak. Najpierw jednak trzeba ulżyć trochę pęcherzowi. Wstał i skierował swoje chwiejne kroki w stronę przedpokoju, a potem z niego do ubikacji. Pstryknął światło i... nie zmieścił się w drzwiach. Wydało mu się to strasznie śmieszne. Oparł się o futrynę i wyczerpująco obśmiał tą, w innych okolicznościach można by powiedzieć niezręczną sytuację. Po krótkim czasie postanowił odkleić się od futryny i wykonać plan. Odpowiednio się przygotował, przyjął pozycję skoczka narciarskiego i... poszło po podłodze. W ostatniej chwili udało mu się uratować przed zmoczeniem spodni. Sytuacja została opanowana. Stwierdzając, że jego pęcherz na nic się już nie skarży zapiął spodnie i wrócił do pokoju.
Kolejna puszka piwa. Otworzył, popatrzył, odstawił. Zamiast wypić kilka łyków przypalił kolejnego papierosa. Tym razem obeszło się bez kaszlu. W to miejsce pojawiły się zawroty głowy. Zaciągnął się jeszcze raz i zgasił. Znowu na podłodze. Co tam, jutro i tak już go tu nie będzie. Zawroty głowy jednak nie ustąpiły. Doszedł do wniosku, że przyda się w tym zadymionym pokoju trochę świeżego powietrza. Podszedł ostrożnie do okna, otworzył je. Oparł się o parapet i wystawił głowę na zewnątrz. Chłodny powiew podziałał jak najlepsze lekarstwo. Zawroty głowy zaczęły powoli ustępować. Odszedł od okna i usiadł ponownie na łóżku. Wszelkie wątpliwości odeszły jak ręką odjął. Sięgnął po puszkę, ale po chwili doszedł do wniosku, że więcej już mu się nie zmieści. Odstawił ją z powrotem. Posiedział jeszcze chwilę, poczym niepewnie, ale stanowczo wstał z łóżka. Postanowił. Nie użyje żadnej broni. Spojrzał na jeszcze żywą ofiarę swojej zemsty. Żadnego ruchu, milczenie. Mimo problemów z utrzymaniem równowagi ruszył w stronę jedynego, nie zaśmieconego rogu pokoju. Decyzja została podjęta.
LONDYN, godz. 17.00
Okazuje się, że podróż samolotem nie jest taka straszna. Na pewno nie wymaga aż tak wielkiej odwagi jak... Nie, nie chciał teraz o tym myśleć. I tak już było mu wystarczająco niedobrze. Od ilości wypitego poprzedniej nocy piwa bolała go głowa, a żołądek odmawiał przyjmowania pokarmów. Nie, na razie lepiej o tym nie myśleć.
Pokój, który dostał był trochę większy od tego, który zostawił w swoim ojczystym kraju. Wyglądał też całkiem inaczej. Czysty, wszystko miało swoje miejsce, na parapecie stały kwiaty. Leżał na łóżku i rozglądał się po swoim obecnym miejscu zamieszkania. Dłonią przeczesał wilgotne jeszcze włosy. Prysznic podziałał wyjątkowo odświeżająco. Znacznie poprawił jego samopoczucie. Ponownie rozejrzał się po pokoju. Jest fantastycznie. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. W końcu był bezpieczny. Teraz wiedział już, że w nocy będzie mógł spokojnie zasnąć. Nie tylko tej nocy, ale też każdej następnej, którą spędzi w tym pokoju. Wyjazd w ramach międzynarodowej wymiany studentów wymagał mnóstwo odwagi, ale teraz czuł się już bardzo bezpiecznie. Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. Wyciągnął rękę w stronę podłogi i podniósł z niej znany sobie przedmiot. Pomyślał o nadchodzących dziesięciu miesiącach, które tutaj spędzi. Nowe miejsce, nowi ludzie. Wszystko było tak, jak sobie wyobrażał. Na razie poznał tylko swoich opiekunów, ale już wiedział, że będzie dobrze.
Spojrzał na przedmiot podniesiony z podłogi. Uśmiechnął się szeroko. Na kapciu z wizerunkiem Kaczora Donalda pozostał już tylko delikatny ślad po rozdeptanym poprzedniej nocy pająku.
To wydarzenie miało miejsce co najmniej dziesięć lat temu w mojej rodzinnej wsi, położonej na samej granicy z Ukrainą. Był letni wieczór a ja z moim ciotecznym bratem byłem u babci. Zaczynało się ściemniać (ale ja ściemniać zamiaru nie mam). Razem z babcią przebywaliśmy w tak zwanej kuchence letniej...
W pewnym momencie na zewnątrz rozległ się dziwny dźwięk, przypominający silniki samolotu lub coś podobnego, a raczej było to coś na podobieństwo grzmotu, tyle tylko że było ciągłe i nie cichło. Razem z bratem wyszliśmy na podwórze. Na wschodniej części nieba (czyli nad Ukrainą) zauważyliśmy dziwny obiekt, który był źródłem tego dziwnego dźwięku. Na pewno nie był to samolot. Był to duży obiekt, choć może się mylę, gdyż nie można było ocenić odległości, ale zdawało się, że jest dość blisko (kilka kilometrów), bo gdyby był daleko musiałby być naprawdę ogromny. Jego wielkość widzianą na niebie przyrównałbym do 1/7 wielkości Księżyca w pełni. Bardzo powoli spadał (leciał ?) na ziemię po linii prostej pod kątem około 45 stopni. Był barwy szaroniebieskiej i kształtu kwadratu z trójkątnym (zaokrąglonym) przodem (częśćią skierowaną ku dołowi). Dotatkowo na części kwadratowej posiadał znak geometryczny w kolorze czerwono-różowym. Według różnych osób było to koło lub kwadrat. Ja dostrzegłem w tym raczej koło. Obiekt z niezmienną prędkością zmierzał na spotkanie z powierzchnią ziemi. Po paru minutach znikł za linią lasu rosnącago po stronie ukraińskiej. W tym momencie należałoby się raczej spodziewać jakiegoś huku wynikłego ze zderzenia obiektu z ziemią, jednak nic takiego nie nastąpiło. Dźwięk towarzyszący obiektowi po prostu wyciszył się...
Tydzień potem rozpoczął się rok szkolny. Jak się okazało obiekt ten widziało także wielu uczniów i nauczycieli. Relacje były zgodne, poza szczegółem iż niektórzy widzieli czerwone koło a niektórzy kwadrat, ale to małoistotne. Jedno było pewne: nikt nie wiedział co to było. Samolot to na pewno nie był, więc co? Gdyby to coś rozbiło się byłaby zapewne informacja we wiadomościach, ale nic takiego się nie pojawiło. Czy to mogło być UFO (po polsku NOL)? Na pewno był to niezydentyfikowany obiekt latający (UFO kojarzy się automatycznie z pojazdem Obcych), ale raczej nie odpowiada on (i jego zachowanie) typowemu, znanemu mi opisowi pojazdu Obcych, przez co jest tylko jeszcze bardziej zagadkowy.
Dziś pewnie niewiele osób pamięta tą obserwację. Niedawno (parę lat temu :) z ciotecznym bratem, z którym razem widzieliśmy ten obiekt rozmawialiśmy na takie tematy. I on opowiedział mi co mu się śniło i ... to było właśnie to. Był trochę zdziwiony gdy powiedziałem mu, że to wcale nie był sen. A sen to najprostsze wytłumaczenie czegoś niewyjaśnionego, w czym się uczestniczyło...
Tak sobie myślę, że dowodów to ja nie mam... chociaż, może... bardzo często się zdarza, że jak z rodziną wszyscy siedzimy w salonie, to nagle w kuchni taki dźwięk słychać, jakby ktoś się sztućcami bawił... a raz wpuściłam kota do domu, to stanął przodem do pustej ściany(bez obrazów, bez niczego, na drodze kot-ściana stała tylko deska do prasowania), cały zaczął się jeżyć i prychać. A jak się próbowało go brać na ręce, to bardzo głośno prychał, syczał i pazurkami próbował się bronić. No to go wypuściliśmy i mu na dworze daliśmy jeść, a dla odmiany nasz piesek do domu wleciał(przedostatni, skradziony). Stanął w tym samym miejscu co kot, w tą samą stronę odwrócony i zaczął warczeć i szczekać... Aha, oba zwierzaki wyglądały na porządnie wystraszone. Ja tam nie wiem, czy taka reakcja i dziwne odgłosy z kuchni się do jakichś dowodów zaliczają, ale ja tam i tak raczej nie wierzę w duchy... chyba. Tylko że nasz dom wybudował mój tata, to skąd niby miałby być w nim duch?
Cóż, w UFO(czyli spodek kosmiczny) to w zupełności nie wierzę, ale sądzę, że skoro jest aż tyle gwiazd, wokół przynajmniej większości z nich planety, to raczej nasza nie mogła być jedną jedyną, na której rozwinęło się życie, gdzieś tam daleko musiały być na nie równie dogodne warunki co tutaj... Tylko dlaczego większość ludzi we współczesnych czasach wyobraża sobie kosmitów jako wątłych ludzików z wodogłowiem?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum