Akademia Wojny - Portal Heroes of Might and Magic III

Konkurs MapMaker AW zakończony! Zobacz finałową listę map
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Spam od bota "Witcher" XD
Autor Wiadomość
Geralt-Wiedźmin
kolejne multi witchera


Dołączył: 17 Paź 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-10-17, 22:19   

https://stare.e-gry.net/forum/wszystko-inne/podlaczanie-stacji-5-25-cala-do-nowego-komput

Wstawiam to tu, żeby nie przepadło...
 
proszę_usunąć
kolejne multi witchera

Dołączył: 18 Paź 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-10-18, 06:08   

Proszę usunąć ten temat:
https://www.heroes3.eu/forum/viewtopic.php?t=3940
 
Witcher-Geralt
kolejne multi witchera


Dołączył: 19 Paź 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-10-19, 08:22   

Kiedyś, w latach 90., byłem u kolegi, a jego siostra grała z kolegami w RPG (takie na wyobraźnię) w innym pokoju, a ja nie wiedziałem, co to jest, i bałem się tam wejść...
 
Geralt-Witcher

Dołączył: 20 Paź 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-10-20, 09:34   

Tarnoob napisał/a:
Trochę się boję lesbijek; w tym sensie jestem homofobem. Wiem, że ulegam stereotypom, ale one nie biorą się znikąd, tylko np. ze statystyk rozwodów i przemocy domowej albo z takich historii jak to, że pogryzły się o swoją flagę. Te panie serio wydają się turbofeministkami pokłóconymi z całym światem, nawet z resztą tęczy... Jako uprzywilejowany, biały facecik-cïshecik chyba mogę być na ich celowniku. Geje sprawiają wrażenie dużo bardziej wyluzowanych, beztroskich i radosnych, jak sama nazwa wskazuje. Dostarczają cennych, alternatywnych wzorców męskości, a czy lesbijki dają jakiś przykład kobiecości? Nie wiem. Osób trans i niebinarnych też się mniej boję; mimo że komunikacja z nimi bywa trudna i wymagająca, bo jest ryzyko powiedzenia czegoś niestosownego.

FAGGOT!!!
 
Biały-Wilk


Dołączył: 20 Paź 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-10-20, 10:07   

Tarnoob napisał/a:
Trump próbował już teraz wyciągać do Rosji rękę

Myślałem, że Ameryka i Rosja się nie lubią...
 
White-Wolf


Dołączył: 21 Paź 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-10-21, 10:55   

Kiedyś w tramwaju rozmawiały takie dwie dziewczyny i nagle weszło dwóch chuliganów (albo na odwrót, najpierw oni weszli), i jeden z nich dotknął jednej z nich w tyłek, a ona nie zwróciła na niego uwagi i dalej rozmawiała, a on powiedział:
- Seniorita!
 
demotywatory-pl


Dołączył: 22 Paź 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-10-22, 04:00   

Begrezen napisał/a:
Jego nick to Tamoob, nie Tarnoob. I to jest bot najprawdopodobniej (główne konto: Witcher/Geralt z Rivii), który tu regularnie zakłada konta, by sobie spamować postami o takiej samej treści. Do tej pory je kasowałem w większości przypadków, ale teraz poczekam jeszcze na reakcję admina, bo "banowanie" go już się robi nudne. :-P

A jak ci hakerzy to robią, to wszystko w porządku?
 
The-White-Wolf


Dołączył: 24 Paź 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-10-24, 13:07   

Jaka gra jest Państwa zdaniem najlepsza? Z fantasy to chyba H3, ale ogólnie to moim zdaniem MGS2. Nie wiem, jakoś tak... Poza tym MGS4 wydaje się takie wielkie, bo jest 5 aktów, ale wszystkie są krótkie i jest bardzo mało rozmów przez Codec. A w MGS2 jest tyle rozmów przez Codec, easter eggów i w ogóle... Poza tym jak to ktoś powiedział, jak wyszło MGS4: nie miałbym nic przeciwko, gdyby to naprawdę był Liquid...
 
The-Witcher


Dołączył: 28 Paź 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-10-28, 10:25   

Cytat:
Michał "Cedricek" Stonawski ::: O mężnym rycerzu ballada prozą pisana
Sir Rosen ostrożnie stąpał pomiędzy kamieniami. W ręku dzierżył swój wierny miecz- Anorth, którym od czasu do czasu wymachiwał chcąc dodać sobie otuchy.
Było ciemno. Z sufitu zwisały stalaktyty, z których miarowo kapała woda. Sir Rosen pociągnął nosem. Śmierdziało siarką. Zbliżał się do mieszkania potwora.
Przystanął i raz jeszcze sprawdził całe swe oporządzenie. Na stopach miał buty skórzane, a na takoż skórzane spodnie nałożone miał nagolenniki z najlepszego metalu. Zbroi swej, kutej nie założył, albowiem wiedział, że w tej walce liczyć się będzie szybkość. Za to na swe gibkie ciało skórzaną zbroję nałożył okrywając ją jeno kolczugą.
Na głowie nic nie miał, prócz włosów gęstwiny, która chowana głównie była na białogłowy, które uwielbiały w sytuacjach intymnych go za nie szarpać. Skundlony i skołtuniony, przeto chodził bacząc jednak, aby mężny uśmiech i twarde spojrzenie z wizerunku jego nie zniknęło.
Konia swego, wierzchowca ( A jakże) białego imieniem Maurycy u wrót jaskini zostawił, gdyż zwierze miałoby problemy z poruszaniem się w ciasnym wnętrzu brzuszyska góry Kościerzanki.
Tarczy nie posiadał, uważał, bowiem iż spowalnia ona jeno jego ruchy i bardziej szkodzi, niż pomaga.
Tak wystrojony wchodził coraz głębiej w gardziel jaskini, gdzie według pana tych ziem smok się zalągł, przeokrótny, który dziewice kazał sobie przywieść i złota książęcego mu nie poskąpić.
Smok miał jednak pecha. Nie wiedział, że w książęcym dworze zabawia właśnie sławny rycerz Sir Rosen, który na całym świecie słynął ze swej waleczności i nieposkromionego charakteru, który nakazywał mu zabijać bestie, póki sił mu starczy.

***

Gdzieś w ciemnościach dał się słyszeć chrapliwy oddech smoka. Sir Rosen uśmiechnął się pod wąsem. Już dawno nie miał okazji zaszlachtować porządnego stwora, co go irytowało. Wyglądało na to, że podczas swych podróży wytępił je prawie wszystkie. Szacował jednak, że i tak wystarczy mu ich do końca jego z pewnością długiego i szczęśliwego życia.
Rycerz mocniej pochwycił rękojeść swojego miecza i przyspieszył kroku. Na plecach poczuł dreszcz podniecenia.
Nagle jaskinia skończyła się ustępując miejsca pokaźnej grocie. Z sufitu zwieszał się pojedynczy promień światła padając na leżącą na kopcu złota bestie. Po jej lewej stronie siedziała przecudnej urody panna płacząc i rozczesując swe złote loki.
Sir Rosen stanął mocno na nogach i szepnął.
- Odejdź na znaczną odległość, waćpanna, bo nie ręczę za potwora, gdy się zbudzi.
Dziewczyna drgnęła i popatrzyła w miejsce z którego głos jego dobiegł.
- Odejdź stąd, głupczę, bo skończysz jak wielu przed tobą rozerwany pazurami smoka.
Rycerz wyprostował się i ciął mieczem powietrze aż zaświszczało.
- Ha! Nie ze zwykłym rycerzykiem będzie miał potwór do czynienia, lecz z Sir Rosenem! A teraz cofnij się, bowiem zamierzam walczyć za ciebie.
Przestraszona dziewczyna posłusznie cofnęła się poza obręb światła. Sir Rosen tymczasem z całej siły uderzył mieczem o skałę i wykrzyknął:
- Smoku! Wstań, bowiem nadeszło twe przeznaczenie!
Smok otworzył jedno oko i ziewnął tak potężnie, że aż wiatr się zerwał ukazując przy okazji pokaźny garnitur wielkich, ostrych kłów.
- Ciesz się, rycerzyku, że właśnie zjadłem obiad.- Mruknął- W przeciwnym razie pożarłbym cię od razu. Teraz jednak dam ci szanse ucieczki z tego miejsca, bom po obiedzie zwykł się wylegiwać i nie chce mi się ruszać na razie.
Sir Rosen uniósł swój wielki miecz do góry.
- Nie stchórzę, smoku, albowiem przyszedłem cię zgładzić!- wykrzyknął.- Dzisiaj właśnie o tej porze spotka cię śmierć!- A po dokładnym na myślę dodał bardzo cicho i niepewnie nowe, bojowe słowo zasłyszane na ulicach Gdańska- Kurwa.
Smok podniósł swe wielkie cielsko i przeciągnął się niczym kot.
- Nie pozostawiasz mi zatem wyboru...- Westchnął- A wiedz, że ja takich, jak ty na śniadanie zjadam całe chmary. Niedawno był u mnie z wizytą niejaki ,,dratewka”, który mego kuzyna z grodu Kraka rozsadził. Tutaj też przyszedł z podobnym zamiarem, jednak to ja go rozsadziłem, nie on mnie. Widzisz zatem, głupi człeku, że twa sytuacja jest beznadziejna.
Wielki rycerz stanął w lekkim rozkroku i wzniósł miecz do pozycji obronnej.
- Ze mną nie pójdzie ci tak łatwo, bękarcie szatana!
Smok tylko się zaśmiał, po czym z jego paszczy wyleciał strumień ognia piekielnego. Jednak Sir Rosen nie na darmo zwany był pogromcą smoków. Skoczył w prawo i przeturlał się po kamieniach ku smokowi. Płynnym ruchem wstał i ciachnął mieczem w wielką łapę. Zwierzę zawyło wściekle i miotnęło swym wielkim ogonem, lecz rycerza już w tamtym miejscu nie było. Z okrzykiem bojowym rzucił się na smoka wznosząc miecz. Bestia jednak tym razem pokazała co potrafi i mocno uderzyła rycerza rogatym łbem, tak, że wyleciał na pięć metrów w powietrze, po czym spadł gdzieś w ciemnościach.
W tej sytuacji Sir Rosen postanowił zmienić taktykę. Krążąc wokół smoka począł rzucać w niego kamieniami i złotymi elementami, a wściekłe zwierze miotało się to tu, to tam nie potrafiąc go dosięgnąć.
Gdy smok obrócił się do niego plecami Sir Rosen pobiegł nagle ku niemu i wlazł mu na grzbiet. Smok ryknął i próbował się otrząsnąć, jednak rycerz się nie poddawał i mocno trzymał wyrastających ze smoczych pleców rogów.
Pomimo tego, że smok szalał po całej sali i skakał gdzie popadnie próbując strącić z siebie natrętnego człowieka Sir Rosen mężnie szedł przed siebie, aż znalazł się u celu- na łbie smoka.
Zza pasa wyjął sztylet i jednym machnięciem wbił go w smocze ślepie. W konwulsyjnym odruchu smok wierzgnął tak potężnie, że rycerz znalazł się nagle po drugiej stronie głowy- tuż przy pysku.
Widząc to smok kłapnął potężnymi szczękami próbując pożreć człowieka, lecz ten dzielnie chwycił się małych rogów, które wyrastały zaraz, koło nosa smoka. Gdy bestia rozwarła paszczę Sir Rosen zauważył, że pomiędzy jej zębami tkwi całkiem dobry sznur. Szybkim ruchem po niego sięgnął i wyrwał ze smoczej paszczy.
jego przeciwnik jednak nie dał jeszcze za wygraną. Bluznął potężnym ogniem, który osmalił nogę rycerza tak, że ten aż wrzasnął.
Szybko poderwał się i wylądował na smoczym karku zarzucając linę tak, że stworzył coś w rodzaju uzdy. Smok warknął i chciał pozbyć się zarówno człowieka, jak i liny. Wściekł się tak bardzo, że instynkt wziął górę nad umysłem i bestia przewróciła się na grzbiet.
Na to tylko Sir Rosen czekał i jeszcze przed upadkiem wielkiego cielska zeskoczył z grzbietu smoka. Potem, gdy zwierze było już na grzbiecie wskoczył na jego brzuch i szybkim ciosem wbił swój wielki miecz dokładnie w smocze serce.
Bestia zawyła rozpaczliwie i szarpnęła się w konwulsjach. Potem znieruchomiała.
Sir Rosen szarpnięciem głowy uporządkował swe długie, spocone włosy i mocno chwycił za miecz, aby z chrupotem łamanych kości wyciągnąć go z ciała bestii.
Następnie odetchnął głęboko i zawołał piękną nieznajomą czającą się gdzieś w mroku. Nie zapomniał uśmiechnąć się przy tym dumnie.
Księżniczka ( Bo niewątpliwie nią była) wyszła z cienia i nieśmiało spojrzała na rycerza.
- Dzień dobry- powiedziała nieśmiało.
- Witaj, nadobna panno- rzekł z uśmiechem rycerz- Któż cię wrzucił tutaj, do groty tej piekielnej bestii?
Dziewczyna skromnie spuściła wzrok.
- Raczysz żartować, panie. Nikt mnie nie przymuszał. Ja sama...
- Co? Jakże to? Co za bajki mi tutaj opowiadasz, moja panno?- Nasrożył się rycerz.
- Bo, ja panie...- Zaczęła, lecz gdy napotkała spojrzenie Sir Rosena umilkła, by po chwili zacząć od nowa- Dobrze, powiem prawdę. Jestem bękartem. Nieślubnym dzieckiem miłościwie nam panującego księcia Władysława. Gdy smok zażądał dziewic...Wkradli się do chaty, zabili matule i ojca, a potem...- zagryzła wargi- Sprawdzili, czy jestem...
Sir Rosen pobladł śmiertelnie.
- Jakże to może być?! To niedopuszczalne, tak traktować kobietę! Powiedz no, panno, na czyje to polecenie tak zrobiono?
- Mości księcia...- Wyszeptała cicho dziewczyna.
Rycerz zachłysnął się powietrzem i uderzył mieczem w skałę, aż poleciały iskry.
- Na honor!- zawołał.- To niegodne! Nie wrócisz przeto do tego wyrodnego miasta, które przeklinam z serca całego. Odwiozę cię do mojego zamku i tam, o ile tego zapragniesz, ugoszczę. Mam twą zgodę?
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Dla mego wybawcy pojadę choćby i na świata kres. Daleko masz, panie swój zamek?
- Trzy dni drogi stąd. Właśnie do niego zmierzałem, gdy o smoku przeklętym zasłyszałem i zgładzić postanowiłem. A teraz, pani zgodzisz się, że wyprowadzę cię z tej pieczary?
Dziewczę nieśmiało podało mu dłoń. Niepokonany rycerz uśmiechnął się szarmancko i schował miecz swój do pochwy. Potem ujął małą dłoń dziewczyny i razem wyszli ku wylotowi.
Przy wejściu do pieczary stał biały koń, a obok niego pryszczaty chłopak, który uśmiechnął się na widok swego pana bezzębnymi ustami.
- To mój koń, Maurycy i mój giermek...Który nie ma imienia. Jest też niemową. – Przedstawił ich dziewczynie, która uśmiechnęła się nieśmiało.
Rycerz podprowadził ją do konia i pomógł go dosiąść. Sam zaś prowadząc go za uzdę postanowił iść obok. Jego zbroję niósł z tyłu giermek co jakiś czas krzywiąc się od ciężaru.
Droga od groty wiodła spiralną, stromą ścieżką w dół góry. Po prawej stronie była skała, a po lewej przepaść.
Sir Rosen szedł w dół zabawiając dziewczynę opowieściami o swych chwalebnych walkach i dalekich podróżach.

***

-...I tak oto okrzyknięto mnie niepokonanym i w wielu krajach rozsławiono. W samej rzeczy nikt mnie jeszcze nie pokonał.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i otarła ręką spocone czoło. Dochodziło już południe, a oni dalej szli górami, by przejść jak najdalej od grodu, w którym tak okrutnie się z nią obchodzono.
- I ja słyszałam, panie rycerzu o panu, lecz myślałam, że jest pan już wiekiem starszy i z olbrzymią świtą podróżuje, jak na tak wielkiego pana przystało.
Rycerz zaśmiał się.
- Och, nie...Ja mam dopiero lat trzydzieści, a świta mi nie potrzebna. Utrudnia jeno podróż, a mi sądzone umrzeć w wielkiej bitwie. Tak powiedziała pewna wróżka, więc się nie boję. Ale, moja panno nie powiedziałaś mi jeszcze nawet, jak ci na imię.
Dziewczyna zarumieniła się nieco.
- Agnieszką mnie zwą, panie. Ale co do wróżki, to nie myślę, aby prawdę mówiła. Ksiądz, co u nas zamieszkiwał w grodzie mówił, że nie da się losów ludzkich przewidzieć.
- Ależ głupoty, Agnieszko. Wróżka mi wiele rzeczy wywróżyła i to wszystko prawdą się stało. Nawet to, ze ciebie spotkam. A teraz dajmy odpocząć koniu, bo daleka jeszcze przed nami droga.
Sir Rosen pomógł Agnieszce zejść z konia i nie bacząc, że giermek jego padł ledwo zipiąc na ziemię skierował się ku skrajowi przepaści nieopodal drogi będącemu. Chwile później obrócił się do dziewczyny.
- Spójrz, pani, tam w dole walczą.
W rzeczy samej. Gdy tylko białogłowa do skraju przepaści podeszła ujrzała daleko w dole dwie armie zajadle z sobą walczące. Spojrzała na Rycerza.
- Widzę, lecz bezpieczniej byłoby się odsunąć od przepaści.
Sir Rosen zaśmiał się gromko.
- Ha, ja nie spadnę. Wróżka rzekła...
- Ja wróżce nie wierzam- odparła Agnieszka- Odsuń się, panie.
Rycerz zrobił srogą minę.
- Na honor! Ja, który smoki zwyciężam mam się bać jakiejś skarpy malutkiej? Niedoczekanie!
Po czym stanął na samym skraju przepaści i ręce rozłożył.
- Widzisz waćpanna...
Nagle wiatr powiał mocniej i rycerz stracił równowagę. Runął w dół z okrzykiem zgrozy.
Spadał długo. Widział malejącą sylwetkę pochylonej nad przepaścią dziewczyny i w duchu powtarzał sobie, że przecież zginąć nie może.
Nagle zrozumiał. Potem rozległ się łomot i nastała ciemność.
Tak oto dopełniło się przeznaczenie niezwyciężonego rycerza, który w samym środku bitwy umarł.
 
Geralt-of-Rivia


Dołączył: 02 Lis 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-11-04, 15:11   

Też mają Państwo wrażenie, jakby te obrazki generowane przez AI VR robił?
 
Wedymin


Dołączył: 04 Lis 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-11-06, 12:59   

Śniło mi się niedawno, że byłem w obozie koncentracyjnym w IIWŚ i taka dziewczyna dała mi obiad, i zapytała, czy czegoś jeszcze potrzebuję, a ja powiedziałem:
- Nie, dziękuję.
Później mi się przypomniało, że jakiś czas wcześniej byłem w sklepie i podobnie wyglądająca dziewczyna kupowała coś przede mną, i sprzedawczyni zapytała, czy chce coś jeszcze kupić, a ona powiedziała:
- Nie, dziękuję!

Śniło mi się też, że mój pies (jamnik), który dawno temu zdechł (czy tam zmarł) chce mnie ugryźć i ma zęby jadowe...
 
The White_Wolf


Dołączył: 28 Paź 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-11-22, 16:29   

Cytat:
Wiecie jak to jest jak się coś obieca dwudziestu ludziom...Naobiecuje się im różne rzeczy a potem
trza dotrzymać słowa. Obiecałem, że w AM ukaże się historyjka o potworze z Loch Ness. Jeśli
Qn'ik rozumie moje poczucie humoru(a on zna połowę tej historii:)) zamieści(ł). W każdym razie
jeśli to czytacie to znaczy, że naczelny AM ma równie popaprane poczucie humoru jak ja.
Płynąłem sobie pewnego dnia po jeziorze. Był piękny, słoneczny dzień. Nic nie wskazywało na to
co się zaraz miało stać. Woda w jeziorze była spokojna...Aż tu nagle wynurzył się: wieelki
stawonóg-potwór z Loch Ness!! Warczał, wył, ssyczał, krzyczał...No po prostu był baardzo straszny
! Machał swoimi łapo-płetwami w powietrzu! Pytam się:"Czego chcesz potworze?" A on mi na to:
"Czypiendziesiąt!" Wiecie...3,50:) A ja zdziwiony mówię:"A spadaj! Nie dam ci!" Potwór nie dawał
za wygraną:"No plizzz!" Ja też:"NIE!" I wtedy potwór się wkurzył...A tak przy okazji: Czy ktoś
zauważył jak bardzo można się wkurzyć? W jednej chwili jesteś uśmiechnięty, ktoś cię jakoś
nieładnie nazwie i jush jesteś wkurzony...No ale trza dokończyć historyjkę. Na czym skończyłem?
Aha! Już wiem. Więc siedzę sobie w domu i słyszę dzwonek do drzwi. Otwieram...Patrzę: Lodziarz!
Mówi: "Kupi pan lody? Mam czekoladowe, truskawkowe, malinowe, bananowe" Bardzo lubię czekoladowe
więc mówię: "Czekoladowe poproszę" A on mi na to: "Czypiendziesiąt!" Patrzę...a to nie lodziarz
tylko...wieelki stawonóg-potwór z Loch Ness!! to się wkurzyłem: "A spadaj! Nie dam ci!" A on
swoje: "No to chociaż dwapiendziesiąt!" A ja też swoje: "A co?! Handle w jeziorze już się nie
opłaca?!" Goniłem potwora po ulicy...A tak przy okazji: Nie zwalajcie winy na mnie za to, że
tekst nie ma charakteru horroru sajensfykszyn:) Nie jestem Stephen King(a ten to potrafi fajnie
opisać scenę, w której picie piwa sprawia, że się boimy!:)). To tyle jeśli chodzi o ten tekst.
Na czym skończyłem? Aha! Kosmici! Więc kosmici porwali mnie w nocy na swój statek. Robili różne
testy(wiem co teraz myśli Jedi:)). Pochylił się nade mną taki zielony kosmita. Patrzy się na mnie
Pytam się: "Czego chcecie obce istoty?" A on mi na to: "Czypiendziesiąt!" Patrzę...A to nie
kosmita tylko...wieeelki stawonóg-potwór z Loch Ness! Przebrał się za ufola aby mnie dorwać!!
No to już szczyt chamstwa! "A spadaj! Nie dam ci! Nie dociera?!" mówię. Potwór jednak ciągle
upierał się przy swoim: "No daj te czypiendziesiąt!" To krzyknąłem: "NIEE!!!" I mu w mordę!
Potwór zawołał swoich kumpli...TADAM! REKLAMA! UWAGA! TERAZ PRZY ZAKUPIE DWÓCH SŁOIKÓW MAJONEZU
DZIADUNIA W RAMACH PROMOCJI ZAPŁACISZ TYLE CO ZA TRZY SŁOIKI!! tRADADADADADDAM! KONIEC REKLAMY!
:))...Jak już było po rzeźni zacząłem się zastanawiać po co potworowi te czypiendziesiąt. Napewno
nie aby wykarmić dzieci! O! Dzieci! Przypomniał mi się synek mojego kuzyna. Taki mały, fajny
berbeć. Wbiegł do mojego pokuju i rzekł: "Wujku. Masz czypiendziesiąt?" Ja zdziwiony: "A na co
ci czypiendziesiąt Eustachy?" (dla dobra Mariuszka jego imię zmieniono...UPS:)) A on mi na to:
"Ten pan w pokoju obok chce" Idę więc do pokoju obok...Patrzę! A tam wieelki stawonóg-potwór
z Loch Ness!! Na mój widok powiedział: "O k***a!" A ja wtedy: "Ty! Tu są dzieci! Tu się nie
przeklina! Odwal się od mojej rodziny!!" Potwór nieugięty: "Bo co mi zrobisz? Hę?! Dawaj te
czypiendziesiąt!" To ja chwyciłem za podręczną ciupagę(pamiątka z nad morza:)). A potwór przez
okno! To ja za nim! Pamiętajcie: Jak chcecie przeklinać to nie przy małych dzieciach! Potem na
IRCu zagaduje do ciebie jakiś małolat i pyta...Noo nie ważne o co pyta. O tym będzie inny tekst.
Chociaż chyba nie w tym AM(wiecie..."linia śmierci"). Na czym skończyłem? Aha! Matka wysłała
mnie po jajka do sklepu(sztuk 10...jajek nie sklepów:) Chociaż "Idź do dziesięciu sklepów po
jajko.":))Nieee) Jako, że w naszej małej miejscowości zabudowanej jest supermarket wziąłem pudło
z produktem daje sprzedawcy...Ta coś liczy i mówi: "Czypiendziesiąt!" Patrzę...A to nie pani
sprzedawca tylko...wieelki stawonóg-potwór z Loch Ness!! Krzyczę więc: "Nie ma mowy ty dziabongu
jeden!! Nie dam ci!! Odwal się ode mnie!! Przyczep się kogoś innego!!"(No właśnie! Czemu nie
uczepił się Józefa?? Albo Elda??) Potwór wezwał ochronę(Pana Mietka:)) No to ja chytam moją
podręczną giwerę(co przypomina skrzyżowanie bałałajki z kobzą i odkurzaczem...ale ma tłumik:))!!
O następnym spotkaniu z potworem podczas wycieczki klasowej w San Marino nie mogę opowiedzieć.
Wiecie: Ustawa o wychowaniu w trzeźwości:))
To miał być krótki tekst a patrzcie co z tego wyszło! A potem znowu ktoś się przyczepi, że znowu
przeze mnie stracił piętnaście minut życia(Ja tyle straciłem czytając pewien tekst...nie powiem
jaki. Absta wie o co chodzi:)) No to bajbaj:)

ARCHWIMILIMIŁOPOTOPOCZERPACZKIWICZANIN
PS. Wiem, że historję o potworze opowiedział mi pewnien afroamerykanin! Jeśli ktoś wie o kim
mówię niech wie, że jestem tego świadom i lubię piosenki jego syna:))
PSII. W następnym odcinku: Przerażający thrillerohorror "sajensfykszyn" grozy o walce między
zieloną kawą Smugglera a niedojedzonym kotletem Jediego!! A wszystkiemu przygląda się...zjęczłe
masło z szarańczą! Tekst będzie dozwolony od lat 89! Potrzebna będzie zgoda rodziców:))
 
The White-Wolf


Dołączył: 24 Lis 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-11-29, 14:01   

Moim zdaniem potwór z Loch Ness istnieje -- i jest to plezjozaur -- bo wzmianki o nim pochodzą nawet z 6. wieku... A przynajmniej istniał, bo teraz to pewnie ktoś by go nagrał telefonem komórkowym...
 
The_White Wolf


Dołączył: 01 Gru 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-12-04, 19:35   

Cytat:
Sekator



Chordy wojowników wroga uciekały w popłochu. Ci, którzy nie zdążyli, błagali o litość, klęcząc pochyleni pod mieczami jego dzielnych żołnierzy. Kolejna bitwa zwyciężona przez niego. Jak zwykle. A on, potężny dowódca, górował nad tym wszystkim w lśniącej zbroi powlekanej szczerym złotem, na swym wiernym rumaku, zapatrzony z podniesioną dumnie głową w krajobraz po bitwie, która okazała się kolejnym dowodem jego waleczności. Na ziemi leżały setki martwych ciał, a w powietrzu słychać było tylko ponure wycie wiatru... i pianie koguta. Pianie koguta???
Podniósł głowę i spojrzał przez okno, za którym te wredne ptaszysko znowu wydzierało dziób, podniecając się wschodem słońca. No tak. Pora wstawać. Niezbyt chętnie, bo dzień 16 sierpnia 1895 roku nie zapowiadał się bynajmniej wyjątkowo dla niego, Hermanna Maulwurfa, ale cóż poradzić. Życie na wsi wymaga poświęceń, zwłaszcza teraz, jak są żniwa. A w dodatku odkąd ojciec umarł, całe rodzinne gospodarstwo było na jego głowie. Dobrze, że chociaż odstrzedałem sąsiadowi te półtora hektara ziemi, bo bym się zaharował na śmierć, pomyślał, wstając z łóżka i strącając z pościeli książkę. Mógł tyle nie czytać, potem zbyt dużo fantazjuje i śni mu się, że jest bohaterem czytanych powieści - jak nie dowódcą wielkiego wojska, to kapitanem pirackiego statku. Ale czytanie pozwalało mu się oderwać od ponurej rzeczywistości - pole, zagroda, dom, pole, zagroda, dom i tak w kółko. Nie cierpiał tego.
Po zjedzeniu kiepskiego, bo własnoręcznie zrobionego sniadania udał się w pole. Wrócił dopiero w południe, zmachany jak diabli i w dodatku ledwie żywy od tego upału. Nie wiedział, jakby to zniósł, gdyby się nie pozbył tego półtorej hektara ziemi, tym bardziej że cudem był sam fakt, że sąsiad ją chętnie kupił, bo tu, w niewielkiej austriackiej wiosce ludzie nie byli raczej bogaci. Ojciec by nie był zadowolony z tego sprzedawania ojcowizny, ale na cholerę mu teraz tyle ziemi, skoro mieszka sam? Tak więc w południe był z powrotem w domu. Musiał jeszcze nakarmić zwierzęta, ale to potem, tym bardziej że żarcie miał przygotowane już od wczoraj. Teraz jednak miał zamiar trochę odpocząć i oddać się swej nowej pasji: elektryczności.
W szopie miał całą masę z pozoru nic nie znaczących bambetli, które mu się przydawały w jego hobby: narzędzia, kable, metalowe drągi, magnesy i inne. Wyciągnął potrzebne mu rzeczy i zataszczył je do ogrodu, żeby tam móc sobie pomajstrować. Wprawdzie sąsiad często się ostatnio śmiał z jego hobby, mówiąc że to nie ma żadnej przyszłości, ale on tam się akurat zna. Ostatnio Hermann pracował nad czymś szczególnym: chciał skonstruować prądnicę, która podłączona do wiatraka na dachu mogłaby mu wytwarzać prąd przydatny do oświetlenia domu. Jako już obeznany w temacie wiedział, że do efektu końcowego potrzebna by mu była żarówka, która zapewne sporo kosztuje i trzeba by się za nią nalatać, ale ostatecznie może sam skonstruować potrzebny łuk elektryczny.
Zabrał się do pracy. Prądnicę miał już gotową. Teraz musiał zrobić przewód, do którego byłaby podłączona. Wziął włóczkę, a raczej "włókę" z nawiniętym na niej kablem miedzianym i odmierzył potrzebną długość, lecz chcąc odciąć odpowiedni kawałek kabla przypomniał sobie, że popsuł swój używany w tym celu sekator ogrodowy przeceniając jego możliwości w przecinaniu blachy. Wkurzony stwierdził, że trzeba będzie kupić nowy. Najbliższy sklep z narzędziami znajdował się jednak w pobliskim mieście Branau. No nic, trzeba będzie jutro kupić bilet na pociąg i wybrać się do Branau. Tymczasem Hermann schował narzędzia i wziął się za karmienie zwierząt, te przeklęte świnie już zaczynały coraz bardziej marudzić.
Następnego dnia wytrząsnął ze starego "kozaka" trochę pieniędzy, jakie zostały ze sprzedaży pola - jeszcze trochę tego było - i odliczył pieniądze potrzebne na bilet i najtańszy sekator. Następnie nakarmił wszystkie zwierzęta podwójnymi porcjami, pozamykał wszystko i udał się na znajdujący się na wsi dworzec kolejowy, czyli drewniany budyneczek przy pobliskiej linii. Kupił bilet w okienku i czekał na drewnianej platformie dworca, aż po kwadransie przyjechał pociąg. Wsiadł i pojechał do Branau.
Na miejscu spytał kogoś o lokalizację sklepu i po kilkunastu minutach marszu ulicą biegnącą wzdłuż torów ujrzał na horyzoncie szyld sklepu narzędziowego. Idąc w jego stronę dostrzegł ciekawą scenę: ulicą szło małżeństwo z kilkuletnim dzieckiem, które co chwila marudziło.
- Mamuuusiu, ja kciem siobie pobiegaaać... - jęczał malec.
- Gdzie? Masz tu posłusznie iść przy matce i BEZ DYSKUSJI! - wydarł się na niego ojciec.
- Słuchaj, Alois, może ty idź do tego swojego biura załatwić co tam musisz, a my pójdziemy do sklepu kupić co trzeba? - łagodnie powiedziała do mężczyzny żona, i po chwili ten wszedł po schodach do wnętrza dwupiętrowej kamienicy, a tymczasem matka z synkiem udali się do rzeźnika znajdującego się naprzeciwko sklepu narzędziowego.
Gdy Hermann otwierał drzwi sklepu, usłyszał zirytowany głos rzeźnika:
- Przykro mi, dzieci nie wpuszczamy!!!
Hermann zaśmiał się pod nosem, bo wiedział, co jest przyczyną takiej decyzji. Gdy był tu ostatnio, jakieś dzieciaki przylazły do sklepu mięsnego wraz z rodzicami i znalazły sobie fajną zabawę w robieniu szala z parówek. Widoć od tamtego wydarzenia rzeźnik postanowił podjąć zdecydowane kroki.
- Synuś, pobaw się grzecznie, a mamusia zrobi zakupy. Tylko nie oddalaj się nigdzie!
Hermann wszedł do sklepu i poprosił o w miarę tani sekator. Po kilku prezentacjach sprzedawcy wreszcie znalazł taki, który mu się podobał. W tym czasie przez szybę zauważył, że chłopczyk bawi się przed mięsnym z jakimś bezdomnym kotem. W tym czasie pogrzebał w kieszeni, wydobył pieniądze i położył na ladzie. Sprzedawca zapakował sekator w papier i wręczył Hermannowi, wydając resztę. Pakując zawiniątko za pasek spodni, usłyszał w oddali gwizd lokomotywy, dochodzący od strony przeciwnej niż znajdowała się jego wieś. O, pociąg w moją stronę, może jeszcze zdążę, ucieszył się Hermann, w końcu pociągi jadąc w tą stronę zawsze zatrzymują się tu na jakieś piętnaście minut. Z sekatorem za pasem skierował się do drzwi.
Wyszedłszy ze sklepu na ulicę, spojrzał przed siebie i zamarł z przerażenia. Na torach za sklepem mięsnym dostrzegł bawiącego się znajomego dzieciaka, który widać pobiegł tu za kotem. W oddali dojrzał zbliżający się pociąg. Nie namyślając się zbytnio, rzucił się w bieg w stronę dzieciaka. To był wyścig z czasem. Czy zdąży? Pociąg był coraz bliżej i bliżej. Hermann biegł jak nigdy w życiu, choć przeszkadzał mu sekator. Migiem przeciął ulicę, chodnik i trawnikiem zaczął się zbliżać do bawiącego się na torach dzieciaka, który nie przeczuwał niebezpieczeństwa. Mój Boże, w wieku tych pięciu-sześciu lat pownien już mieć trochę wyobraźmi, pomyślał Hermann, nie zatrzymując się. Podbiegając do torów miał niemal pewność, że za ułamek sekundy lokomotywa rozjedzie bachora, tak była blisko. Ale nie przejął się tym, tylko rzucił się w stronę dzieciaka, prosto przed zębatą szuflę parowozu.
Popychając w locie dzieciaka przed sobą, słyszał ogłuszający gwizd lokomotywy, która zdawała się być centymetry od niego a i tak poruszać się z prędkością błyskawicy. Przeleciał wraz z dzieckiem na drugą stronę torów dosłownie na ułamek sekundy przed tym, jak obok przemknęła lokomotywa. Podmuch powietrza wywołany przez pociąg dosłownie zerwał mu z nogi jeden but. Leżał pokracznie powykręcany na ziemi obok przewróconego berbecia, gdy tymczasem kolejne wagony z turkotem i szumem przemykały obok. Po chwili podniósł się z ziemi, brudny i poszarpany, ale cały. Dzieciak szlochał przerażony.
- Ej, no, nie płacz. Na szczęście nic ci się nie stało. Powiedz mi, dlaczego bawiłeś się na torach? - spytał łagodnie Hermann.
- Bo, bo ja kciałem siem pobawić z koculkiem... - łkał malec. Po chwili się uspokoił.
- Widzisz, wszystko już dobrze. Tylko pamiętaj, nigdy więcej nie wbiegaj na tory! Jakby cię pociąg uderzył, byłoby po tobie. No, ale teraz jesteś cały. Jak się nazywasz, chłopczyku?
- Adolf Hitlel - wyseplenił dzieciak.
W tym czasie Hermann porządkował swoje zmasakrowane ubranie i upewniał się, czy aby sekator nie został uszkodzony. Na szczęście tylko papier się rozdarł przy upadku.
- Adoolf Hitler, bardzo ładnie - pochwalił chłopca. - A teraz leć do mamusi, pewnie już panikuje, że coś ci się mogło stać.
Faktycznie, matka wraz z mężem już lecieli w panice w stronę torów, tak jak dziesiątki gapiów. Hermann poinformował ich, że właśnie mało co lokomotywa nie zmieniła w miazgę ich pozostawionego bez opieki synka, po czym skierował się w stronę oddalonej o jakiś kilometr stacji, na której właśnie z donośnym zgrzytem hamulców zatrzymał się pociąg, który przed chwilą prawie go zabił. Idąc, Hermann był z siebie bardzo zadowolony. Gdyby nie on, ten chłopiec z pewnością by zginął. Ale akurat on go dostrzegł i zdążył przybiec z pomocą, zanim było za późno. Widać tak chciało przeznaczenie. Hermann coraz szybszym krokiem maszerował w stronę dworca, pogwizdując zadowolony.
- Jak miło zrobić dobry uczynek - mruknął radośnie pod nosem.




Visser

zaius@op.pl
 
The-White Wolf


Dołączył: 06 Gru 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-12-06, 11:51   

Ja nie, ale zauważyli Państwo, że jak się rzuci coś dużego (np. czipsa) gołębiom, to ostrożnie rozdziobują, a wrona bierze to do dzioba i ucieka xD

"Yeah, I know it. You must be a real threat in the "Muktuk eating" contest."
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Strona 6 z 7
Skocz do:  

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group