Akademia Wojny - Portal Heroes of Might and Magic III

Konkurs MapMaker AW zakończony! Zobacz finałową listę map
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Spam od bota "Witcher" XD
Autor Wiadomość
Stephen King
kolejne multi witchera


Dołączył: 07 Maj 2024
Posty: 1
Wysłany: 2024-05-07, 12:11   

Cytat:
Moja przygoda ze spirytyzmem
Około rok temu w jakimś starym numerze Strefy 51 przeczytałem, jak wywołać ducha. Zaciekawiło mnie to i opowiedziałem o tym swojemu koledze, z którym często rozmawiałem na takie tematy. Zaciekawił go ten pomysł. W końcu przeszedł czas na pierwsze seans. Nie wiedzieliśmy, kogo wywołać. W końcu wpadłem na pomysł, ze może wywołamy ducha jakiegoś króla polskiego. Nie pamiętam, jakiego króla to był duch. Nic ciekawego za bardzo się nie działo na pierwszy seansie.

Dużo myślałem na ten temat przez snem. Chciałem przywołać ducha jakiejś konkretnej osoby, która pomogła by mi rozwiązać problemy, która dużo wie o tajemnicach świata. Widocznie sam sobie nie potrafiłem poradzić. Szukałem pomocy. Z książki o czarnej magii wyłapałem pewne nazwisko maga, okultysty i alchemika. Znając imię i nazwisko mogłem przywołać jego ducha (nie podam nazwiska tego maga, lepiej, by nikt go nie wywoływał). Spotkaliśmy się w mojej piwnicy. Zapalaliśmy świece, a na stole leżała tablica z literami. Chcieliśmy aby duch się ujawnił, mówił, że zrobi to wkrótce. Potem działo się tak, że kolega na chwilę mdlał. Dowiedziałem się potem, że był to trans. Gdy kolega był w transie, a duch przez niego przemawiał. Na początku mówił parę słów, a po chwili się wybudzał. Z czasem słowa zamieniały się z zdania, zdania zamieniały się w dłuższe wypowiedzi, aż w końcu skończyło się na długich rozmowach. Zazwyczaj gadałem z duchem przez około godzinę, który przemawiał przez kolegę. Możecie pomyśleć ze to była ściema. Też tak myślałem na początku, ale z czasem zacząłem wierzyć. Żadne przedmioty nie latały wokół, nic nie stukało ani pukało, ale mimo tego wierzyłem, bo duch mówił o rzeczach, o których mój kolega nie miał pojęcia. Chociaż kto wie, może mój kolega jest jakimś geniuszem. Potem traciłem wiarę, nie wiedziałem już, czy wierzyć w to czy nie. Codziennie nawiedzały mnie dziwne koszmary. Czasem pojawiał się tam duch pod postacią moich znajomych i bliskich, który chciał mi coś przekazać, a czasem pojawiał się ktoś, kto chciał mnie ostrzec. Często budziłem się na siedząco zlany potem. Oto przykładowy sen:

„Byłem blisko domu na ulicy. Nie było tam ani ludzi, ani samochodów, jakby wszyscy się wynieśli. Zobaczyłem na skrzyżowaniu kołyskę z dzieckiem. Podszedłem do niej. W środku był uśmiechnięty dzieciak, z którym zacząłem się bawiłem. Nagle te dziecko przestało się śmiać, po czym zrobiło straszną i poważną minę. W tym momencie obudziłem się na chwilę i usiadłem.” Potem coraz rzadziej wywoływaliśmy tego ducha. Kolega wymigiwał się od tego. Sam nie mogłem wywoływać ducha, gdyż nie potrafiłem zapadać w trans. W końcu kolega się przeprowadził. Miałem z nim kontakt, ale on nie miał czasu na seanse. Po tym zdarzeniu straciłem z nim jakby kontakt. Nie potrafiłem już z nim rozmawiać tak, jak kiedyś, coś się w nim zmieniło. Zaczął się zachowywać inaczej. Gdy powiedziałem mu, że może być opętany, to się trochę z tego śmiał. W końcu dałem sobie z tym spokój.

Do mojej klasy doszła pewna osoba, która też interesuje się ezoteryką, magią itp. Opowiedział mu o wszystkim, lecz on nie chciał wywołać ducha. Musiałem go jakoś przekonać. Mówiłem mu, że się boi itp. W końcu jakoś go przekonałem. Zebrałem jeszcze dwóch ludzi. Spotkaliśmy się całą czwórką w mojej piwnicy. Musiałem przekonać tego kolegę do jeszcze jednej rzeczy, a mianowicie, że będzie naszym medium. Z trudem udało mi się go namówić. Zdarzyliśmy zrobić tylko trzy seanse.

Na pierwszym była raczej taka rozmowa wstępna. Kolega musiał się przyzwyczaić do bycia medium. Były pewne kłopoty. Kolega podczas transu nie chciał aby duch przemawiał przez jego ciało. Powtarzał tylko to co duch mówił. Kolega powiedział, że ducha nie widzi ale go słyszy. Na początku, gdy wywołaliśmy ducha, kolega twierdził ze widział jakąś czarną postać, która go zaatakowała. Gdy wyszedł z transu, złapał się za ramię, bo go bolało, a parę chwil później zauważył siniaka, którego wcześniej nie miał. Na drugim dowiedzieliśmy się, że gdzieś we Francji (nie pamiętam miasta) jest ukryta księga tego ducha, której nie zdążył opublikować. Mówił, że dowiemy się w swoim czasie, co się w niej znajduje. Na trzecim seansie się skończyło. Było nas już tylko trzech (łącznie ze mną). Zaczęło się oczywiście od przywołania ducha. Gdy był już przywołany, nagle dostałem bardzo dobrego humoru, aż za bardzo. Zaczęliśmy się śmiać z niczego. Ja wyzywałem tego ducha. Narzuciłem na siebie stary, czerwony koc i parodiowałem tego ducha. Mówiłem, że jestem starym mrocznym alchemikiem itp. Duch się lekko wkurzył, może trochę bardziej niż lekko. Poszedłem w ciemny kąt, gdyż chciałem naśladować mroczne wyjście ducha z ciemności. Usłyszałem za sobą jakieś szuranie, jakby ktoś do mnie podbiegł, a za mną była ścianą, za którą była inna piwnica, w której nikogo nie było. Śmiertelnie się przeraziłem i pobiegłem na miejsce. Koledzy się ze mnie śmiali, bo miałem śmieszną (według nich) minę (w rzeczywistości przerażoną). Potem każdy zaczął słyszeć szurania na ziemi, które dochodziły spod podłog,i pod którą nic nie było (była to piwnica, więc niższego poziomu nie było). Każdy patrzył sobie na nogi, ale nikt z nas nie szurał. Potem odwołaliśmy ducha, lecz nie chciał odejść. Odwołaliśmy go chyba 3 razy i wyszliśmy z piwnicy.

Każdy z nas nie czuł się najlepiej. Ja nie mogłem spać, czułem dość często czyjąś obecność, czasem przychodził nagły zimny podmuch (mimo że okno było zamknięte), miałem koszmary, w których występował ten duch, czasem starał mi się coś przekazać, a czasem przestraszyć. Z moją matką było gorzej. Około 2 lub 3 dni po tym zdarzeniu zaczęła się dziwnie zachowywać. Znalazłem w Internecie objawy opętania. Okazało się ze miała większość z nich: szkliste oczy, depresja, słyszała jakieś głosy, twierdziła, że ktoś ją podsłuchuje i obserwuje, że ktoś chce nam (rodzinie) zrobić krzywdę, nie mogła spać, łóżko było dla niej za gorące, czuła ból w mięśniach, niekiedy przez pół dnia siedziała i nic nie robiąc patrzyła się w jedno miejsce i myślała, zastanawiała się o co w życiu chodzi, co tu jest grane na tym świecie, w co ludzie grają, czasem miała zaniki pamięci, że przez chwile była nieobecna, było więcej tych objawów, ale teraz nie pamiętam. Moja mama musiała przez około miesiąc leczyć się w szpitalu biorąc leki, ale wypuszczali ją na weekendy i święta. To był trudny okres.

Potem niby wszystko wróciło do normy. Ale czy na pewno? Rozmawiałem z pewnym człowiekiem, co się na tym zna i powiedział mi, że to nie koniec, że duch nadal jest w domu, może ma na nas mniejszy wpływ, ale nadal tam jest i zbiera energię w piwnicy (tam, gdzie go przywołałem). Powiedział mi, jak ochronić dom. Zrobiłem, jak mi kazał, parę dni później było wszystko dobrze, było wspaniale, było lepiej niż wcześniej. Już się niczego nie bałem, nie czułem nikogo obecności, mogłem spać spokojnie. Z dnia na dzień było coraz lepiej.

To doświadczenie, mimo tego, że było to straszne przeżycie, czegoś mnie nauczyło. Jeśli jesteś „silny”, masz silną wolę, to duch ci nic nie zrobi, ale za to zrobi coś twoim bliskim. Możesz przez przypadek zaszkodzić innym. Coś jednak jest w powiedzeniu „ciekawość to pierwszy stopień do piekła”. Wcale nie żałuje, że zdarzenie które opisałem miało miejsce. To była dla mnie świetna lekcja. Dzięki temu przekonałem się, że jestem silny, a teraz jeszcze silniejszy. „Co cię nie zabije to cię wzmocni”. Jeśli przetrwałem coś takiego, to przetrwam inne rzeczy. Jeśli chcecie się bawić w spirytyzm, to lepiej czegoś się o tym dowiedzcie i się lepiej chrońcie. Myślicie pewnie, że już nigdy nie przywołam żadnego ducha? Jeśli tak myślicie, to się mylicie. Człowiek uczy się na błędach, już nigdy nie dopuszczę do czegoś takiego, żeby duch zaatakował moja rodzinę. Jeszcze kiedyś wywołam ducha.
Valzag
 
TheWitcher
kolejne multi witchera

Dołączył: 19 Maj 2024
Posty: 1
Wysłany: 2024-05-19, 05:31   

"Koniec świata to produkt. Ci, którzy to zrozumieją, mają przed sobą przyszłość."

To brzmi, jakby mówili, że nie boją się końca świata (wojny atomowej), bo schowają się w swoich schronach...
 
Geralt_z_Rivii
kolejne multi witchera

Dołączył: 27 Maj 2024
Posty: 1
Wysłany: 2024-05-27, 15:52   

Begrezen napisał/a:
Cyberpunk 2077 napisał/a:
Tego nie powinni Państwo jeść:
- GMO
- glutaminian sodu
- syrop glukozowo-fruktozowy
- aspartam
- Lay's (zawierają sproszkowane chińskie dzieci)


ja wczoraj zjadłem lay'sy i dzisiaj krecik puka do bram, ale było warto :lol:

https://www.heroes3.eu/forum/files/1_172.rar
https://www.heroes3.eu/forum/files/2_155.rar
https://www.heroes3.eu/forum/files/3_157.rar
https://www.heroes3.eu/forum/files/4_177.rar
 
Zbigniew_Boniek
kolejne multi witchera

Dołączył: 28 Maj 2024
Posty: 1
Wysłany: 2024-06-02, 08:28   

"Zawsze się znajdzie coś przyjemniejszego."
-- taki profesor u mnie na studiach, jak powiedziałem, że nie pójdę na taki specjalny wykład

"Machina arytmetyczna jest w swoim działaniu bardziej zbliżona do myśli niż wszystko to, co robią zwierzęta; ale nie czyni nic, co by mogło świadczyć, że ma wolę jak zwierzęta."
-- Blaise Pascal
 
GeraltZRivii
kolejne multi witchera

Dołączył: 02 Cze 2024
Posty: 1
Wysłany: 2024-06-02, 11:38   

Słyszeli Państwo, że chyba w 16. wieku jakiś żyd podobno stworzył golema...?
 
Stephen_King
kolejne multi witchera


Dołączył: 07 Cze 2024
Posty: 1
Wysłany: 2024-06-07, 16:39   

Cytat:
JASNE ŻE KCIUK W GÓRĘ


Nazywam sie Dawid. Mieszkam w Rzeszowie. Skończyłem właśnie studia i robię sobie wolny rok, a potem będę
szukał pracy. Gdzie skończyłem? U siebie, w Rzeszowie. Prawo. Nie, pracę nie jest tak trudno znaleźć. Po prawie da się
robić wiele rzeczy, można trafić do prywatnej firmy, jakiejś instytucji, mozna doradzać osobom fizycznym, choć to nie jest
jeszcze tak popularne jak na zachodzie. Ale za jakieś dziesięć lat może się zmienić.... Mam dziewczynę w Gdańsku
i dojeżdżam do niej stopem, ale od września się to skończy, bo się tam ruszę. Nie boję się jeździć, to bezpieczne i dużo
ludzi chce pomóc.
To co powyżej, zazwyczaj mówię na przywitanie kierowcom, z którymi właśnie zabrałem się na stopa. Może imienia
nie mówię każdemu. Prawie wszyscy pytają o te rzeczy. Niektórzy mówią ze takie jeżdżenie to dobra przygoda na studiach.
Kiwam głową i stwierdzam, że żałuję, iz zacząłem to robić dopiero półtora roku temu. Pod naciskiem Rainmana, pierwszego,
który przetarł szlaki AeMowcom. Któregoś kwietniowego dnia powiedział, że jego kolezanka jeszcze nie widziała Bieszczad
i bardzo chciałaby w nie pojechać, ale nie sama. Byłem wtedy świeżo po egzaminie, więc też chciałem jak niczego gdzieś
się wyrwać. No i zmówił nas. W Rzeszowie pod Wielką Cipą, dokąd Anka dojechała okazją a ja byłem tego bardzo zdziwiony.
Nazajutrz, po dotarciu na wysepkę przystankową, wystawiła kciuk w górę, a ja stremowany starałem się ją naśladować.
Zastanawiałem się przy tym czy ktoś nie będzie jechał zbyt blisko i nie zatrąbi, albo czy nie zgonią nas gliny. Policjant zatrzy-
mał się, i owszem, po czym stwierdził, że on może tylko trzydzieści kilometrów. A potem było jeszcze pięciu kierowców i pięć
dni w Biesach z Anką i Calebem. Na powrocie wolałem jeszcze wygodny autobus z Sanoka. Anka jakoś specjalnie na mnie
nie wpłynęła, ani nawet Rainman, który wziął mnie dwa miechy później do Pragi i był zmuszony wysłuchać mojego koncertu
marudzeń, kiedy po zmroku dobiliśmy do stacji benzynowej za Kłodzkiem. Stwierdziłem, że jak stopowanie ma wyglądać tak,
że w sześć godzin robi się sześćdziesiąt kilometrów, to ja to pieprzę, idę na dworzec i łapię pierwszy pociąg do domu.
Grzechu stwierdził że tu jest na pewno mniej strasznie niż na Giewoncie, gdzie kiedyś zdarzyło mi się położyć głowę do snu,
i żeby łapać dalej, a jak nic się nie zatrzyma, zostać tutaj. Godny pozazdroszczenia luz, pomyślałem sobie. Za chwilę zaraz
za stacją zatrzymała się furgonetka. Uradowany jak nic biegnę do niej, otwieram drzwi i pytam:
-Dobry wieczór, pan do granicy?
-A mieliście ospę??
Zbaraniałem tak, jakbym Lenina za kierownicą zobaczył. Ospę? Czy mieliśmy?
-Nie, ale pan do granicy?
-A mieliście ospę? Bo ja mam ospę...
Wtedy zrozumiałem o co chodzi. Na szczeście mieliśmy juz kiedyś ospę, ja i Grzesiek. A gość jechał do samej Pragi.
Wybawił nas od łapania po zmroku i od deszczu, który spadł niedługo później. Poza tym powiedział nam masę rzeczy o Cze-
chach, a potem rozmówił się z Grześkiem na temat buddyzmu. I od wtedy polubiłem stopa. Facet okazał się też starym auto-
stopowiczem. Pochwalił się, jak to kiedyś, w trzy osoby dojechał do Paryża w dwadzieścia trzy godziny. Rekord świata jak nic.
Powiedział tez inną, mądra rzecz: zły człowiek na stopa cię nie weźmie, on woli siedzieć wygodnie za kółkiem, jechać w tej
swojej gabarynie i myśleć że ten co stoi, niech sobie kupi wlasne cztery kółka. O ile w ogóle spojrzy na pobocze. Podobnie zły
człowiek na stopa nie jeździ, bo woli inne formy transportu, bardziej zorganizowane. Wagabundówka nie dla niego. Spodobała
mi się ta reguła, i przyjałem ją za swoją. Na stopie musisz przyjąć kilka rzeczy za swoje i wytłumaczyć je sobie na własny
sposób. Ogólnych reguł nie ma. A nie, jest jedna - dziewczyna ma bezwzględnie łatwiej. Parę razy stałem sobie na wysepce
już jakiś czas, a tu przychodziły dziewoje, i - mimo że wcześniej wydawało mi się że w tym miejscu to cholerny nieurodzaj, że
może złe i że trzeba albo łapać z drogi albo poszukać nastepnego - za chwilę chciały się zatrzymywać nawet traktory. Ale
cóż, Bozia zrobiła mnie facetem. Mogę sobie co najwtyżej dobrać dziewczynę i jechać we dwójkę. Zdarzyło mi się tak przy-
jechać i na zjazd AM - z asztaką, i parę razy przedtem czy potem, z nią albo Pszczółą. Ale spotkałem i faceta, który mówił:
"Wezmę taką parę do auta i zaczną mi sie obściskiwać na siedzeniu. I po co ja mam ich brać?". Ale w sumie jest trochę
łatwiej. Chyba. Nie jestem też w stanie podać czasu, który minie nim złapiesz pierwszą okazję. Sam czekam z reguły nie
więcej niż godzinę. Godzina czekania to nic. Potem można zacząć się lekko niecierpliwić. Czasami jest to pięć minut, a razu
pewnego tylko wyciągnalem kartkę z napisem "Kraków" a zatrzymał się tir. Za jego kierownicą siedział kierowca, który sam
wcześniej jeździł stopem. Ta reguła również się często sprawdza - kto jeździł, ten bierze. Z okien tira rewelacyjnie widac świat,
wydajesz się być królem szosy, nad która jesteś jakieś półtora metra. Dachy osobówek mogłyby ci służyć za stopnie, gdybyś
chciał wysiąść. Złapać tira to marzenie stopowicza. Kiedyś, pod Grójcem, wystawiłem się specjalnie na tiry. Chciałem wtedy
ominąć łukiem Warszawę. Podobno wielu kierowców odbijało własnie w Grójcu, a potem przez Sochaczew i Wyszogród
wyjeżdżali na Płońsk, aby oszczędzić sobie korków stolicy. I mijały mnie same tiry, a ja z kartką "Gdańsk" czułem się jak
podczas łowów na wieloryby. Zatrzymać takiego to generalnie jednak rzadkość. Na długim poboczu jest szansa, w mieście,
nawet na długiej wysepce, znacznie mniejsza. Ale i tak się zatrzymują. Jeden Litwin wziął mnie kiedyś niemal z centrum Rze-
szowa. Zdziwiłem się, i to nawet bardzo, bo słyszałem że obcokrajowcy boją sie brać do kabiny. Zdarzają się szajki bandytów,
z których jeden udając autostopowicza zatrzymuje ofiarę, a potem, w miejscu gdzie czeka reszta, daje mu w łeb i potem kie-
rowca budzi się, w najlepszym przypadku z bolącą głową i pustą naczepą, w najgorszym bez naczepy i głowy. Litwin za to
stwierdził ze wschodnią pewnością: "Ale pan przecież nie wygląda na bandytę". Tym niemnie jestem w stanie zrozumieć tych,
którzy zwyczajnie się boją. Czasami zdarzają się wiadomości typu "Autostopowicze wyrzucili kierowcę z samochodu". Ale,
są stopowicze i stopowicze. Jeśli jadąc z Walichnów do Wielunia zdecydujesz się podwieźć dwóch autochtonów, mogą cię
przypadkiem wywalić na ulicę i pożyczyć sobie auto. A jak trzymasz w ręce kartkę, a w widocznym miejscu połozysz plecak,
masz szansę przejechać za jednym razem pół Polski. Razu pewnego w średnim do łapania miejscu zatrzymałem jednego
Niemca. Podziękowałem mu w języku zachodnich sąsiadów i zaczynałem się sposobić do konwersacji, myśląc od czego by
zacząć, bo niemiecki znam słabo. Uczyłem się tego języka osiem lat i chyba nic w moim życiu nie było tak pochrzanione
jak ta nauka :) Kierowca zapytał po angielsku skąd jestem, a gdy dowiedział się, że jestem Polakiem, zaproponował "Let`s
talk in polish, that`ll be easier to you". Zrobiłem małego karpika, jak się okazało przedwcześnie, gdyż gość okazał się znać
dwanaście języków. I powiedział mi, że sam kiedyś jeździł i jak widzi kartkę, to od razu wie, że stoi kolega i trzeba zjeżdżać
na pobocze. W ten sposób zostałem, jako kolega prezesa dużej firmy, jadącego z targów w Kielcach, zaproszony do jego
Audicy, której nie wstydziłby się pewnie i Kulczyk w gorszym akurat okresie, z wbudowaną w kokpit wieżą na dziesięć cede-
ków, i mogłem posłuchac sobie Floydów w takich warukach, jakich zapewne w domu nie będe miał jeszcze z parę lat. Na
dodatek zostałem uraczony szczegółową opowieścią o masażach erotycznych w Kijowie. Ale zdarzyło mi się i tak, że wziął
mnie ktoś, kto ani wcześniej nie jeździł, ani nigdy nie brał stopowicza.
Często słyszę od kierowców, że mało już chyba osób tak jeździ, że trzeba długo czekać... odpowiadam im to, co
wam. A co do bania się - mam inną regułę, to już wiecie. Czas przejazdu też różni się od tego, który poświęcilibyście na
podróż autobusem czy pociągiem. Do autobusów sie nie porównuję, bo drogie są jak fiks. Pociągi tez mi ostatnio podrożały,
jak pozbyłem się legitymacji studenckiej, ale moje czasy przejazdu równam z tymi podanymi w rozkładach PKP, aby mieć
jakąś skalę porównawczą. Raz wróciłem z Wrocławia w siedem godzin. Rewelacyjny czas, pospieszny jedzie sześć i pół
i to w lecie. Z Bielan, z węzła autostradowego wziął mnie znowu Niemiec, jadący trzysta kilometrów w moją stronę. Śmigałem
autostradą A-4, po prawo mając Sudety o wschodzie słońca. Tylko pogadać się za bardzo nie dało, gdyż po angielsku nie
umiał, a ja z trudem odszukiwałem w piamięci niemieckie słowa.. Ale do Katowic na powrót wsłuchałem się w ten język i szło
niezgorzej. Potem było widać Tatry, chciałem nawet od niego wysiadać i jechac do Zakopca. A gdy w końcu pożegnałem go
w Brzesku, zjadłem sobie - pan świata - burżujski obiad, po czym ruszyłem dalej. Do Rzeszowa zawiózł mnie doktor eko-
nomii, który zrobił mi między innymi odpytkę z cywila. Siedziałem na jego fotelu jak skulony i chciałem zniknąć, Boże, waka-
cje mam, a tu jakiś narwany doktor pyta mnie z najgorszego przedmiotu na studiach! I jeszcze grozi że jak mu nie odpowiem,
to wysadzi mnie na najbliższym przystanku. Facet złapał egzaminatorskiego dryla i na serio był gotowy to zrobić, lecz na
szczęście sie zmitygował i zauważył, że na powrocie z Wrocławia mam prawo mieć co innego w głowie. W domu byłem
bardzo szybko i mogłem zbierać gratulacje na GG. A trauma związana z doktorem? Trudno, równowaga musi być, najpierw
ekspres, potem stres. Innego razu trasę Rzeszów - Gdańsk zrobiłem w jedenaście godzin. Tego żaden pospiech nie zrobi, nie
tylko z tej przyczyny że pospiecha z Rzeszowa do Gdańska nie ma. Rzeszów w ogóle ma skoślawione połączenia z północą
i wschodem Polski. Ale jakby nawet był, tłukłby się dłużej. Ba, byłem w czasie porównywalnym z ekspresem Małopolska.
Pieprzyć Polskie Koleje Państwowe. Na ogół posuwam się w tempie pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, razem z czeka-
niem, przesiadkami i przebijaniem się przez miasto. Do Warszawy mam więc jakieś pięć godzin jazdy, a do Gdańska trzy-
naście. Każde miasto na trasie to trochę czasu w plecy, a kwestia przejechania go to jeden lub dwa autobusy. W Warszawie
dajmy na to, zawsze zleci półtorej do dwóch godzin. Za to tranzyt prze w każdą stronę i moga trafić sie okazje prosto do celu
- ostatnio nie jeżdżę z niej bliżej niż do samego Gdańska i do samego Poznania. W tym drugim przypadku kierowcy jadący
od stolicy skręcają na Stryków na autostradę A2, więc opłaca się dojechać do stolicy Pyrlandii okrężną drogą. Nie patrzy się
na to, którędy najkrócej, a którędy najszybciej. Caleb swego czasu lubił jeździć na północ robiąc stukilometrowe skoki i zmie-
niając krajówki jak rękawiczki. I nocka zawsze wypadała mu w rowie za Bydgoszczą. A mówiłem mu masę razy, że przez
Wawę wszędzie pewniej. W poprzednim roku byłem w niej chyba z piętnaście razy, w tym dwanaście przejazdem.Warszawa
w godzinach szczytu przedstawia imponujący spektakl. Razu jednego wjechałem do niej z człowiekiem, który wracał z pracy
w Norwegii i nie widział swojego miasta przez dwa lata. Gdy wjechaliśmy w Marszałkowską (nota bene przy dźwiękach utworu
T Love - "Warszawa"), znależlismy się w środku żywiołu. Trzema pasami płynęła rzeka ślimaczo poruszających się aut, a nad
nimi brzmiał jerychoński koncert klaksonów. Niezłym było uczuciem siedzieć sobie w puszce i obserwować to przez okna.
Mój kierowca cieszył sie jak małe dziecko i krzyczał: "Znowu korki, moja Warszawa, jestem u siebie". Po wyjściu od niego
miałem pandemonium na wyciągnięcie ręki, a klaksony brzmią mi w uszach jeszcze do dziś, gdy mocniej zaciągnę się papie-
rosem. Ale wtedy bardzo mnie to bawiło. Dookoła tysiące spieszących się ludków w swoich butach, płaszczach szmatach i
gałganach, a w środku ja, w polarze, podartych na tyłku spodniach, z plecakiem i kartką, inny niż wszyscy. Wsiadłem do
tramwaju na południe miasta zpokojny jak mało kiedy.
O której dojadę, wiem zazwyczaj z grubsza, jeśli ktoś wychodzi chcąc dojechać na jakąś godzinę, to to nieporozu-
mienie. Jeśli tylko coś jedzie w twoją stronę, to jedź, o ile oczywiście nie masz nic przeciwko spaniu w rowie jak Caleb. W
tym względzie nie jestem tak radykalny i staram się przed wieczorem dotrzeć choć na czyjąś podłogę. Gdy ktoś wysadzi
mnie w miejscu, gdzie nie ma za bardzo jak łapać, łapię z drogi aż nie dojdę do lepszego. Kiedyś jeden gość powiedział mi
po zatrzymaniu, że na wysepkach absolutnie nie wolno się zatrzymywać. Ale przecież stanał.... Policja nie sprawdza przystan-
ków, kto będzie chciał, stanie nawet w całkowicie złym miejscu. Gdy jechałem jakiś rok temu do Rynu, z Wrocławia, po sześ-
ciu kierowcach z Polski trafił mi się też co prawda Polak, ale w aucie na numerach niemieckich, i myslący ewidentnie po
niemiecku. A na pewno po niemiecku jadący. Linia ciągła była świętością. Do wyprzedzania zabierał się z niesamowitą
ostrożnością A gdy wjechaliśmy juz w Mazury, gdy coraz więcej było pagórków i jezior, z głośników dało się słyszeć Brothers
in Arms. Po prostu cudo. Jazda z tym gościem podziałała na mnie jak terapia. Zwlaszcza że przed nim nasi pędzili po stówie
i nierzadko wyprzedzali na trzeciego. Cieszyłem się, gdyż szybko zbliżałem się do celu, ale parę ładnych razy zacisnąłem
palce. Do podróżowania po polskich drogach trzeba mieć jednak niezłe nerwy. Jednak po wyjściu z samochodu Niemca
pozostało tylko zapalić papierosa który już dawno nie był tak smaczny. Rozpaliłem się jeżdżąc okazjami. Papierosy są idealne
na stopa, na fajkę nie ma jakoś atmosfery w aucie. Gdy wychodzę na wylot, raczej palę. Gdy kierowcy mnie częstują, jednego
lub dwóch nie odmawiam. Nawet gdy jeszcze nie paliłem, lubiłem się zaciągnąc jadąc. Ot, dla podkreślenia chwili. Za to po
zejściu z ostatniej okazji palę obowiązkowo. Nie ma to jak zbliżać się do elbląskiego rynku, gdy widzisz już wieżę katedry
(widać ją z całej obwodnicy, długo przed wjazdem do miasta), wiesz że zaraz będziesz na starówce, z fajeczką w zębach,
kiedy schodzi z ciebie cała podróż. Taka mała celebracja. Właściwie to po to papierosy powinny być. Na przełączenie się
z rzeczywistości stopowej na tę drugą, też fajną, ale inaczej - gdy dojedziesz do celu. Nigdy po powiedzeniu "Dziękuję
serdecznie za pomoc, do widzenia" i zamknięciu za sobą drzwi nie było tak, żebym jechał dwa razy u tego samego kierowcy.
Czekam aż mi się to w końcu przydarzy :)
Kierowcy tirów to odrebna częsć historii. Niektórzy wyglądają na takich, co nie mają w życiu nic poza swoim
zawodem. Wiedzą tylko, co mają na pace, gdzie mają to zawieźć, wiedzą parę rzeczy o polityce, najczęściej to że jest do
dupy, a poza tym tyle. Są jednak tacy kierowcy, ktorzy lubią to co robią, a nawet kochają. Takich jest dużo więcej. Taki ktoś
opowie ci o swojej rodzinie, która niedawno powiększyła się o kolejne dziecko, o tym że kupił sobie dom pod Płońskiem i
będzie robił szklarnię, o winach domowej roboty, które robi jego brat, a które są świetne, o tym że zwiedził kawał świata i
kąpał się w ciepłych morzach gdy miał przerwę na załadunek. Wspomni coś o wysokich cenach opłat, które potrafią zdzierać
krokodyle, o drogim w całej Unii paliwie, ale cóż z tego, to część zawodu. Ryzyka. Gry. Frajdy. Jeżdżenie sprawia im dużą
frajdę, a poza tym pozwala nieżle zarobić. Szczęściarze, dostają kasę za coś co uwielbiają robić. Ciekawe jakby to było
samemu usiąść za kierownicą na wysokości metra pięćdziesiąt nad drogą, wyjechać w trasę i poczuć się królem europejskich
szos, z dwudziestoma tonami na pace, jechać powoli, nie spiesząc się (w Unii tirom można maksymalnie siedemdziesiąt)
oglądać świat przez okna i być totalnie wolnym człowiekiem :) Niewielu spotkałem innych ludzi - i na stopie i poza nim - tak
zadowolonych z życia, jak kierowcy tirów. Oczywiście nie jeżdżę tylko czternastokołowcami. W sumie to jadą wolno, muszą
się zatrzymywać co cztery godziny, w kabinie nie jest za czysto... Czasem mi to przeszkadza i wolę złapać osobówkę. Wozili
mnie przeróżni ludzie, w przedziale wiekowym 20 - 65, czasem nudni, jak wszędzie i zawsze, czasem tylko nie mający ze mną
zbyt wiele tematów do rozmowy. Niektórzy uważali, iż skoro mnie wzięli, teraz powinni pogadać. Nasłuchiwałem się wtedy
rzeczy o pogodzie, albo wątków z ich życia osobistego. Potem rzucali coś w stylu: "Cięzko się dostać na aplikację, co?".
Wtedy opowiadam po raz któryś tę samą historyjkę o korporacjach prawnych w Polsce, albo zabawiam sam siebie jakimś
wywodem przystojącym gimnazjaliście, na przykład o sytuacji międzynarodowej. Albo i gadam o AMagu, o spotkaniu z Rydzy-
kiem, czyli historie, które sam lubię i mogę słyszeć nawet pięćdziesiąt razy. Ostatecznie nie można byc niemiłym wobec
nikogo, kto wyświadcza ci uprzejmość. Czasami nie mówią nic. Zwłaszcza na odcinku Warszawa - Radom. Zawsze wieźli
mnie tam ludzie o zacięciu dresiarskim. A jednym razem próbowałem pożyczyć od nich pięćdziesiąt groszy. Naprawdę mi
brakowało do biletu. Gdybym usiłował pożyczyć złotówkę, różnie by mogło być... Na odcinku między Warszawą a Radomiem
rozwinął się mały, ale za to nieźle popłatny biznes. Wiele osób czeka na okazję ze stolicy do Radomia, chcąc po prostu
dojechać do domu. Można ich poznać łatwo - stoją w szarych ciuchach i nie wysilają się nawet zeby podnieść rękę. Co jakiś
czas ktoś podjeżdża i zabiera trójkę takich, czy tyle ile ma wolnych miejsc. A potem naturalnie oczekuje za to pieniędzy.
Wszyscy są zadowoleni, tylko czasem nie ja. Bo tacy nastawieni na robienie biznesów ludzie nie zatrzymują się z czystej
uprzejmości, tylko żeby dorobić do wypłaty. Cóż. Nic złego. Rozumiem i parę razy zapłaciłem. Parę razy się wytłumaczyłem,
że wracam z daleka i nie mam. Ale było też tak, że ktoś potrafił do mnie podejść, zaproponowac podwózkę do Radomia, a jak
mówiłem "Ale bez pieniędzy", nawet nie raczył rzucić "nie". Bo było naturalne, że zawsze coś bierze i podwieźć kogoś za
darmo, to dać się wykorzystać. Jeden z takich miłych rzucił mi na odchodne "Życzę panu żeby pan dojechał do Radomia za
dwa złote" (Tyle miałem wtedy w kieszeni, na bilet z jednego końca Radomia na drugi). Nikt mnie tak w życiu nie obraził jak ten
facet. Pewnie zlasowałby mu się mózg, gdybym chciał mu powiedzieć że dzień wczesniej dojechałem z Gdańska za darmo,
bo nie każdy jest takim fiutem jak on. Ale, na stopie sie nie denerwuję. Na tym odcinku nie ma stopowania tylko świadczenie
usług, na które mnie, przykro mi, nie stać. Kierowcy z Radomia to pieprzone centuchy a sam Radom jest Piłą Polski południo-
wej. Generalnie jednak, gdy ktoś wpuści cię do samochodu, podróż upływa miło, a wszelakie usługi i inne bzdury zostają w
Warszawie. Jedziesz sobie, jesteś gościem kierowcy, którego widzisz na sto procent pierwszy raz w życiu i prawie na sto
procent ostatni. Tak samo zresztą jak on ciebie. Słupki co sto metrów migają za szybą i jest luz. łatwo mozna pogadac per
"ty", a wiek nie ma aż takiego znaczenia jak gdzie indziej. potem się żegnamy i gdybyśmy się spotkali w innym miejscu,
w innym czasie, byłoby zapewne inaczej.
Tylko swojej pamięci do pierdół zawdzięczam to, że potrafię wyliczyć, kto wiózł mnie na przykład w trzecią niedzielę
listopada z Łodzi, kto mnie zostawił w tym albo innym miejscu, albo z kim zajechałem pod sam dom (Raz się tak zdarzyło -
gość uniósł mnie z Radomia prawie pod moje drzwi :)). Przydarzyło się jednak paru oryginałów, których opowieści nie uleciały-
by nawet z głów ludzi mających słabszą pamięć niż ja i trzeba stanowczo ocalić od zapomnienia. Razu jednego jechałem
z Rzeszowa w kierunku zachodnim. Pierwszym kierowcą, który się zatrzymał, był taki łysy gość. Był głośny od momentu, w
którym mnie wpuścił. Pomyslałem sobie, pewnie jakiś z tych, co na wsi wiedzą wszystko najlepiej, albo sympatyk partii
rządzącej. Rzeczywiście, pochrzanił coś o PiS-ie, ale potem zaczeło się ciekawiej, powiedział mianowicie, że długo pracował
w Stanach (to by tłumaczyło jego głośność i protekcjonalny ton) Dzięki robocie miał wizę wielokrotnego wjazdu, ale zdobycie
pozycji przyszło mu trudno - pierwszym razem przyszło mu sie przebijać nielegalnie. on i dwaj jego kumple pojechali więc do
bossa jakiegoś gangu, który zajmował się szmuglem ludzi do Aeryki, rezydującego gdzieś na Podhalu. Ze znalezieniem
siedziby faceta o dobrze zakonspirowanej profesji nie było problemu - pokażna willa z basztami, kuleczkami i ochroniarzami
była widoczna już z daleka. Boss ów zapytał mojego kierowcy, kiedy ten chce jechać, na co ów rzucił z głupia "A choćby
jutro". Nie miał czasu żałować tego co powiedział, bo kazano mu za dwadzieścia godzin być w Krakowie z paroma tysiącami
zapłaty za usługę. Z Krakowa samochodem dostał się do Amsterdamu, gdzie czekał na niego statek - kontenerowiec
z trzydziestoosobową załogą. Kapitan i jeszcze dwóch jej członków wiedziało, co się dzieje, więc pan Amerykanin i jego
towarzysze dostali kajutę z kibelkiem i marynarskie ciuchy. Co było wielkim fartem, gdyż płynąc przez Atlantyk na takich
statkach mieszka się w kontenerze i załatwia do wiadra, i tak przez dwadzieścia dwa dni. Niewiem, czy jest to to samo wiadro
w którym się też myje, i nie chciałem wiedzieć. Po trzech tygodniach i przystanku w Hawrze byli już u wybrzeży Florydy. Tu
trzeba było zmienić lokalizację, gdyż z kurtuazyjną wizytą wpadali amerykańscy celnicy. Przypłyneli krazownikiem i zostali
cały dzień, podczas którego pan Amerykaniec siedział, a raczej leżał, z innymi w skrytce w suficie jego kajuty, która została
posypana sproszkowanym pieprzem, żeby psy nie wykryły zapachu. (Ciekawe czy ci celnicy wiedzą, ile cirkau razy są tak
zabrowani.) Mojemu kierowcy udało się przetrwać jedenaście godzin w sześćdziesięciostopniowym florydzkim upale i mógł
zejść sobie na ląd z papierami marynarza. Potem Pracował jako kierowca tirów, wożąc towary ze wschodu na zachód. Jego
pracodawcą była polska firma, której tiry pokonywały odległość Nowy Jork - San Francisco (3200 kilometrów) w rekordowym
tempie. Polak potrafi. Zrobić swojemu kierowcy kanapkę z taką chemią, żeby utrzymywała go w pozycji pionowej przez dwie
doby. Totalna dodupność tak pracować. Facet przynajmniej widział parę ładnych rzeczy i przejechał się czternastokołem
z mordą po całych Stanach, ale nie powiedział mi co ma zamiast na przykład wątroby. Podwiózł mnie tylko pięćdziesiąt kilo-
metrów. Z innych kierowców na tej trasie wyróżnił się taki, który zrobił tysiąc jednego dnia - spod rodzinnej Iławy do Rzeszowa,
potem przez Jasła, Sanoki, i gdy spotkał mnie, stukało mu piętnaście godzin za kółkiem. Chęć powrotu do domu
przeszkadzała mi w baniu się. Ci kierowcy, którzy głęboko maja przepis o czterdziestu pięciu minutach przerwy po czterech
i pół godzinach jazdy, a nie mają akurat dostepu do chemii, podgrzewają coca colę i zalewają tym kawę. Nie wiem jak to
działa, ale o tym sposobie mówili mi tylko ci, ktorzy wyglądali na niezadowolonych z zawodu. To ani chybi jakiś zwyczaj
z więzienia przeniesiony na tirowy grunt.
Nie było za wielu tak barwnych kierowców jak ten domorosły Indiana Jones. W końcu wiekszość użytkowników dróg
to normalni ludzie. Czasami jednak zdarzały się zupełnie nienormalne akcje. Nigdy nie zapomnę jednego Francuza, z którym
rozmawiałem po polsku, gdyż siedział w naszym kraju od paru miesięcy i uczył swojego języka dzieciaki. Rozumiał raczej
wszystko, czasem trzeba było mu powtórzyć po angielsku zwroty typu "liczba mieszkańców na metr kwadratowy". Ni w ząb
nie zrozumiał jednak metod działania Andrzeja Leppera, o którym mówiłem mu, jak rozmowa z Asteriksa zeszła na politykę,
że sypie zboże na tory i blokuje mównicę. Zaczął się śmiać tak strasznie, że tracił panowanie nad kierownicą, a ja zastana-
wiałem się, czy nie wylądujemy na drzewie. Żeby tylko on nie rozumiał Leppera. Ale z Polakami o polityce nie dyskutuje się,
bo wcześniej czy póżniej zacznie się narzekać. Z Francuzem zadziałała taka szczególna chemia stopowa, która sprawiła,
że gdybyśmy się znali w zyciu pozastopowym, albo po prostu dłużej, pewnie zostalibyśmy kumplami. Parę razy coś takiego
się zdarzyło, gdy jechałem z kimś, kogo przez tę parę godzin dobrze się rozumiało. Jednego razu trafiło to mnie i faceta w
wieku mojego ojca :) Przegadaliśmy cztery bite godziny o wszystkim, a on nie omieszkał mi udzielić paru wskazówek na
życie. Ot, życzliwy facet, a że mieliśmy podobne charaktery i zapatrywania, tośmy pogadali. Ostatnią godzinę przy Dark Side,
który się skończył akurat gdy od niego wysiadałem. Pracuje w urzędzie wojewódzkim w Rzeszowie, więc jak go czasem
spotkam na ulicy, to nie będziemy się pamiętać. Ale i nikt nie powie ze taka rzecz to jakieś sentymentalne badziewie,
którego nazajutrz się wypiera. To rzecz właściwa dla stopa. I tyle. Właśnie to jest w stopie najfajniejsze. Jedziesz i w końcu
dojeżdżasz. Czas płynie trochę inaczej, z ludżmi trochę inaczej się gada, i ta forma transportu nigdy cię nie zawiedzie.
Zawsze dojedziesz. Wiele razy, gdy przyszło stać trzy godziny, czyli duzo za długo, albo na przykład łapał mnie deszcz, czy
poprzedni kierowca był z Radomia, los zsyłał mi takiego, który jechał do samego celu i słuchał fajnej muzyki, albo opowiadał
jak jeżździł po Rumuniach i Bułgariach i szwendał się po górach. Takich było wielu, niekoniecznie ostatnich danego dnia, i
zasługują na wymienienie w tym tekście jako ci, z którymi się po prostu fajnie jechało. Wszystkim, którzy zatrzymali się
z intencją podwiezienia mnie, postawili mi śniadanie czy obiad, przewieżli pokazac jakiś zamek, który znajdował się trochę
w bok od trasy, zawieżli na wylot z miasta, żebym nie musiał sie przez nie przebijać, albo opowiadali mi choćby o ich chro-
nicznych problemach ze snem, ale w ciekawym tonie, składam serdeczne podziękowania. Odwdzięczę się, sam kiedyś wożąc.
Byli też i tacy, którzy na wspomnienie nie zasługują. Na przykład koleś, który wioząc mnie na pokładzie, trafił kota,
bo jak mówił "Nie opłacało się hamować". Wcześniej opowiedział mi, że jest z Rzeszowa, a ma dziewczynę za Zwoleniem,
więc jak się do niej przejedzie raz w tygodniu to go to kosztuje pięć razy sto kilometrów razy ilość litrów benzyny, którą jego
gabaryna pali na sto. Potem przepytał mnie na okoliczność tanich miejscowości wypoczynkowych nad morzem, gdzie chce
jechać na wakacjach, a że dwie osoby oddadzą mu na benzynę, to będzie dobrze. Profilaktycznie jakieś dwadzieścia
kilometrów przed celem powiedziałem mu że wracam bez grosza przy duszy. Co było totalną prawdą, bo półstówy, którą
miałem w portfelu, potrzebowałem na zasilacz do mojego muzealnego kompa. Pewnie widząc tego kota, obliczył zużycie
opon na drodze hamowania, wachę która mu pójdzie gdy będzie sie musiał rozpędzać i nerwy, które zużyje na "Kurr*a!! Mało
cie nie trafiłem, głupi kocie!!", i odjechał zadowolony. Inny człek wiózł kiedyś mnie i Uniona z Torunia w kierunku Piły. Union
jakoś nie chciał wtedy łapać, może przeczuwał, że zatrzymamy szpicbuba jakich mało. Albo też zraził go dopisek "Kurwa
mać" pod dużym napisem "Piła" na kartce. Pan Wojownik, bo na taką ksywę zasługiwał, miał nas początkowo zawieżć do
Bydgoszczy. Na dzień dobry poprosił papierosa. Potem sępił o następne co piętnaście minut. Gdzieś między trzecim a
czwartym papierosem, i opowiadaniami o tym ile trway palił w Holandii i jak to jest teraz głupi (zaprawdę, nie musiał tego
mówić), przypomniał sobie, że może nas podwieźć nieco dalej, tylko załatwi coś w Bydgoszczy. miało mu to zając dziesięć
minut, po czym przerodziło się w godzinę, podczas której uwolnił mnie od czterech fajek. W końcu, spoceni, wysiedliśmy
z jego małego auta w Nakle, mając jeszcze w pamięci, jak to pan Wojownik mało nie wpadł pod tira, który usiłował wymu-
szać pierwszeństwo. Rozumiem, tir złamał przepisy, ale nie byłbym tak surowy w egzekwowaniu swoich praw. Zadowoliłbym
się wiąchą, jaką przy okazji puścił. Potem zatrzymał się miły facet który podwiózł nas do samego celu,. w aucie z klimą i
z opowiastkami o Kanadzie. Stop mnie jeszcze nigdy nie zawiódł. I nie zdradził ani raz. Dzięki niemu zobaczyłem kawał Polski
(i trochę Czech), a to z pewnością nie koniec. Pojeżdżę jeszcze gdzieś do trzydziestki, a potem przesiądę się na własne
cztery kółka. Przejeżdżałem przez miejsca, do których nigdy pewnie bym inaczej nie trafił, gdy komuś zamarzyło się zjechać
z krajówki i poprowadzić mniej uczęszczaną trasą - byłem na przykład jednego dnia w Lipsku i Dreźnie. Lipsko i Drezno to
takie miejscowości za Sandomierzem. Piłem w Spale. Zahaczyłem o Tomaszów Mazowiecki, miejsce zerowego zjazdu
AMaga. Poza tymi smaczkami istotnymi tylko dla mnie - zajechałem do wszystkich większych miast Polski, zabrałem ze
sobą paru AMagowców, paru jeszcze pewnie zabiorę. Zobaczyłem masę miejsc, do których potem wracałem i jeszcze wrócę.
No i mogę utrzymywać związek na odległość:) I to na pewno nie wszystko. Raczej się doń nie zniechęcę, ob gdybym miał,
zrobiłbym to wtedy, gdy stałem na wylocie z Łodzi, tego obskurnego obskurnego miasta, ponad dwie godziny, i nikt mnie nie
podwiózł ani kilometra. Była wtedy niedziela i było już pod wieczór, ale żeby nikt nie jechał do Kielc i nie chciał mnie podrzucić,
nie uwierzę. Tamtego wieczora wracając do Obywatela czułem że świat mi się przewartoścoiwuje we łbie i chciałem żeby mi
wszyscy dali święty spokój, że Piła jest ładna i wszystko mi jedno. A następnego dnia wyszedłem sobie na ten sam wylot
i złapałem jedną okazję do samego Rzeszowa.


Donald

IV - VI 2007
 
Biały Wilk
kolejne multi witchera

Dołączył: 12 Cze 2024
Posty: 1
Wysłany: 2024-06-12, 12:42   

Loki napisał/a:
Nuda i nazbyt pompatyczne od strony konstrukcji zadania. Słaby i nie ciekawy, a przedweszystkim nie trzymający w napięciu wątek główny pozbawony ciekawych zwrotów akcji. Nudni bohaterowie - tak, ależ oni to zniszczyli, postacie z wcześniejszych części zajebiste pod względem charyzmy czy stylu wypowiedzi zotali sprowadzeni w Gonie do poziomu przedszkola. Z 1 czy 2 są filmiki z masą fajnych dialogów, a w 3? Też są, ale znacznie słabsze.

Otwarty, zbugowany świat kopią Skyrima, który był o kilkanaście klas lepszy, a wyzedł 4 lata wcześniej.
Nudny rozwój bohatera nie dający graczowi motywacji do awansu nakolene. Drętwy i prosty jak kij od szczotki poziom trudności walki - sam szablon walki też poniżej jakich kolwiek oczekiwań.
Nieciekawe bronie i sam system ulepszania czy też kompletowania nowego ekwipunku nie sprawia entuzjazmu.
Nuda, nuda i jeszcze raz nuda.

Oryginalna gra zainstalowana pomyślnie podczas 7 próby. Później wywala do pulpitu co jakiś czas, ot tak sobie. Znajomy zaopatrzył się w pirata i smiga bez problemu na znacznie słabszym sprzęcie.

nie polecam tej produkcji każdem kto ceni dobre cRPG...

Ale w Skyrim fabuła śmierdzi masonerią (kanibalizm, to Dark Brotherhood)... Ale może przesadzam...
 
Biały_Wilk
kolejne multi witchera


Dołączył: 16 Cze 2024
Posty: 1
Wysłany: 2024-06-16, 13:01   

Fangorn napisał/a:
Ostatnio gram na ps4 w cyberpunka i jestem zachwycony.

Nie grałem w to, ale to chyba propaganda, żeby ludzie zaakceptowali czipy...
 
Arena Marzeń
kolejne multi witchera

Dołączył: 17 Cze 2024
Posty: 1
Wysłany: 2024-06-17, 08:27   

Terminator wyjął miniguna i zaczął strzelać, ale Neo stał w miejscu i unikał wszystkich pocisków, aż skończyła mu się amunicja, i wtedy podbiegł, wyskoczył i kopnął w głowę tak mocno, że pokazała się jego twarz robota i zemdlał ze strachu, jak ją zobaczył.

Snake vs. słoń z Age of Empires 2
 
Arena_Marzeń
kolejne multi witchera

Dołączył: 17 Cze 2024
Posty: 1
Wysłany: 2024-06-17, 08:46   

Proszę usunąć ten temat (zadbam, żeby to, co w nim cennego, nie zginęło):
https://www.heroes3.eu/fo...p?p=97079#97079
 
ZbigniewBoniek
kolejne multi witchera

Dołączył: 19 Cze 2024
Posty: 1
Wysłany: 2024-06-19, 09:16   

Tarnoob napisał/a:
Sporo się zmieniło: nk.pl upadło, a Facebook zdążył już najpierw stać się standardem, a potem osłabnąć na rzecz Twittera (X), Instagrama i TikToka.

A co mnie to obchodzi?
 
White Wolf
kolejne multi witchera


Dołączył: 21 Cze 2024
Posty: 1
Wysłany: 2024-07-05, 05:48   

Pamiętają Państwo może łańcuszki na Gadu-Gadu?
 
Demotywatory
kolejne multi witchera


Dołączył: 26 Maj 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-05-26, 19:57   

Huntka napisał/a:
Ukraina przegra i zostanie podzielona .. zostanie mała Ukrainka ze stolicą we Lwowie .. za to zachód ją odbuduje z pieniędzy zajumanych od ruckich oligarchów i będzie bogatsza od Polski. Mała Ukrainka wejdzie do UE i NATO. I na tym wojna się skończy. Potem Ruskie najadą Mołdawię, ale o tych to nawet pies z kulawa nogą się nie upomni. Następnie wchłoną Białoruś (wcześniej Łukaszenka umrze) i rozpocznie się nowa zimna wojna, a punktem zapalnym będzie Kaliningrad .. ale NATO będzie gotowe i to bez USA, które po dojściu Trumpa do władzy stracą na znaczeniu. Trzaskowski będzie nowym prezydentem. Nie trzeba być jasnowidzem żeby to zrozumieć .. brak kontrkandydata .. Po trzech latach władzy wyborcy pokażą PO czerwoną kartkę, ale Kaczyński tego już nie dożyje.

A jak powiedział Master_Faust?!
 
White_Wolf
kolejne multi witchera


Dołączył: 27 Maj 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-05-27, 14:51   

Cytat:
Broken Hills

Broken Hills jest społecznością mieszaną ludzi, ghouli i mutantów. I tak jak we wszystkich podobnych społecznościach są tam ludzie nienawidzący innych ludzi tylko dlatego, że tamci wyglądają inaczej. Nic nowego.

W południowo-zachodnim narożniku możesz nająć się jako strażnik karawanu, jeśli wciąż nie znasz drogi do NCR. (Powinieneś to mieć gdy z powrotem zjawisz się w Vault City ale nie jest to wymagane). Znajduje sie tu również przetwórnia uranu ('uranium processing plant'). Jeśli masz trochę rudy uranu możesz przerafinować ją i następnie sprzedać w mieście (również dla kilku xp-ków). Niestety jedynym miejscem w którym znalazłem tę rudę byli "pancerni" kupcy przypadkowo (i z rzadka) rozmieszczeni na pustyni. (być może perk 'Explorer' mógłby pomóc, lecz może z wyjątkiem tej sytuacji jest on całkowicie bezużyteczny).

Porozmawiaj z Marcusem (super-mutantem z pierwszej strefy) i przyjmij zlecenie odnalezienia zaginionych ludzi. Zaoferuj się uczynić to za darmo. Jeśli jesteś _naprawdę_ silny możesz zmierzyć sie w zapasach z Francisem w pubie, i jeśli zwyciężysz otrzymasz w nagrodę 'power fist'.

Idź na wschód. Ghoul powie ci o 'flies'. Jeśli jesteś dobry w aspektach naukowych możesz wrócić do części zachodniej i odnaleźć tam budynek z komputerem w części północnej. Użyj 'science skill' na nim i przywróć zasilanie do domu ghoula.

Wróć na wschód, znajdziesz tam mówiącą roślinę która poprosi cię byś przeniósł ją gdzie indziej. Jeśli masz łopatę - zrób to. Roślina nauczy cię strategii szachowej. Odszukaj naukowca ze skorpionem i poproś by zbadał twą inteligencję w konfrontacji ze skorpionem. Jeśli wykorzystasz strategię jakiej przed chwilą nauczyła cię roślina - wygrasz. I otrzymasz kilka xp-ków. Skorpion (pewnie nie umie przegrywać ;) zaatakuje cię, jednak ja zwykle wolałem dać nogę (uciec :)) pozostawiając go żywym.

Znajdź biedaka, który poprosi cię o odnalezienie jego żony. Znajdź wejście do podziemnego labiryntu (np. poprzez otwór w wychodku w części południowej). Zabij mrówki i znajdź ciała. Obejrzyj je dokładnie. Obejrzyj je po raz wtóry by dowiedzieć się, że zostały zastrzelone. Znajdź zwłoki z listem. Weź list, przeczytaj go. Idź z powrotem do Francisa i przedstaw mu to. Nie musisz zabijać tego biedaka. Następnie idź porozmawiać z szeryfem i kolesiem, któremu zaginęła żona. Jeśli powiesz, że nie chcesz niczego za rozwiązanie tajemnicy otrzymasz od szeryfa w podzięce "scoped hunting rifle'. Jest warta znacznie więcej niż 500$, które tu płacą. (godziwa zapłata, hę? :)

Wróć do części wschodniej i porozmawiaj z super-mutantem w szopie nieopodal wejścia do kopalni. Poprosi cię o części do systemu wentylacyjnego w ich kopalni które dostać można w New Reno. Powie ci również kogo w związku z tym szukać i co mówić.

Jedź więc do New Reno...

New Reno

Jeśli myślałeś że Den to parszywe miejsce, zastanów się jak określić to tutaj. New Reno jest bezsprzecznie "stolicą przestępstw" w tej grze, jednak nawet w połowie nie jest tak złe jak Enclave.

Od razu uprzedzam - żebyś nie zaczął robić głupstw - natychmiast po przybyciu w to miejsce twój samochód zostanie skradziony. Nie na zawsze jednak. Możesz iść po śladach do garażu do którego został zawleczony na upgrade. Teraz możesz albo wykupić go z powrotem, albo - kobietą - uwieść aktualnego właściciela samochodu. Następnie zapytaj o usprawnienia (o ile masz na to kasę). Albo - wreszcie - zastrzel sukinsyna by odzyskać swoją własność, ale zarazem pożegnaj się z upgrade'ami. "Właściciel" obieca ci sprzedać 'micro-fusion cells' w bliżej nieokreślonej przyszłości, jednak - bydlę! - w rzeczywistości nigdy tego nie zrobił.

Porozmawiaj z Mrs. Kitty w 'Cat's Paw'. Jeśli masz przy sobie 'Cat's Paw magazine' możesz zapytać ją o to. Poleci ci zdobyć 10 egzemplarzy. Jeśli dostarczysz je jej zaoferuje ci 500$, które jednak możesz wytargować do 750. ...A nawet do 1000, co jednak nie zmienia faktu że - moim zdaniem - łażenie za nimi jest ogromną stratą czasu.

Możesz również próbować umówić się z nią, lecz ona odpowie byś odwiedził ją po zakończeniu gry. Nigdy nie słyszałem czegoś podobnie kuriozalnego. Sądzę że po ocaleniu świata, zostaniu wielkim bohaterem wszystkich ludzi i pozostałych mógłbym umówić się z każdą(ym) z kim chciałbym w New Reno :) Możesz również wykupić trochę czasu z jedną z tutejszych dziewczynek, tak dla siebie jak każdego z twoich towarzyszy.

Aha, powyższa całość działa zarówno w przypadku kobiety jak mężczyzny - zmieniają się jedynie wiadomości.

Pogadaj z kolesiem w czewonej koszulce na ulicy obok Cat's Paw i zapytaj o rodziny. W szczególności zaś o rodzinę Salvatore i... pistolety laserowe. W ten sposób otrzymasz quest odszukania jednego z właścicieli sklepu z bronią. Dodatkowo z tego tematu możesz przejść w inny - stajni rodziny Mordino - bez poprzeby dodatkowej zapłaty.

Jeśli zamierzasz dostać się do stajni będziesz musiał dołączyć do rodziny Mordino w kasynie Deperado. Znasz już jednak ich położenie od Julesa, więc... Jednak jeśli jesteś kobietą będziesz zmuszony(a) długo błagać zanim zastaniesz wynajęty(a). Wyraźnie mają coś przeciw kobietom. Jednak gdy ci się to uda - możesz liczyć na 500 xp-ków (za mile podbechtaną dumę własną :) za dostarczenie przesyłki.

Idąc do stajni możesz wkręcić kobietę mówiąc że jesteś nowym badaczem i zejść w dół by zobaczyć Myrona. Możesz włączyć go do grupy i - co więcej - jest to warte kilka xp-ków. Jest dobrym naukowcem ('science skill') i może wyrabiać stymulanty i super-stymulanty ('stimpack'). Jednak jest żenujący w czasie walki i ogólnie wkurzający przez pozostałą część czasu (szczególnie gdy twoja postać jest kobietą).

Z drugiej strony jeśli chcesz otrzymać więcej zleceń od Mordino nie bierz jeszcze Myrona. Kolejnym questem od Mordino jest zabranie kilku monet od 'Corsican Brothers'. Na następnej planszy znajduje się studio filmów porno. Idź tam i zagadnij o pieniądze. To wszystko.

Trzecim zadaniem jest zabicie kolesia od Salvatore. Złą wieścią jest to że rodzina Salvatore ma lasery. Dobrą wieścią jest to, że pancerz Mark II jest zaskakująco dobry w stosunku do laserów. Jednak - jeśli wciąż marnie stoisz z hp-ami, lepiej zostaw to sobie na później. Twój wybór. Zanim go zabijesz możesz oznajmić strażnikowi przy drzwiach, że chcesz pracować dla niego i wykonywać jego zadania. No wiesz - martwi nie opowiadają historii i nie zlecają zadań.

Wystrzegaj sie jednak wykonania wszystkich zadań którejkolwiek z "rodzinek", gdyż zostaniesz oflagowany jako "Made Man" tej rodziny (w przypadku Mordinos możesz odmówić, ale będziesz musiał z nimi walczyć). a to oznaczać będzie, że nie będziesz mógł prowadzić biznesu z pozostałymi. Prościej: jeśli zabijesz Louisa Salvatore już teraz będziesz musiał albo wstąpić do Mordinos, albo wykończyć ich również. Ja postanowiłem dać mu jeszcze pożyć.

Salvatore poleci ci odnaleźć i zabić kogoś nazwiskiem Lloyd. Jest na dole w kasynie Mordino.

W kwestii "korsykańczyków" jest kilka rzeczy do zrobienia. Po pierwsze możesz zostać gwiazdą porno. Moim skromnym zdaniem to głupi pomysł - dostajesz wprawdzie 1500 xp-ków i 200$ ale tracisz drużynę. Ponadto niewielu ludzi czyje się dobrze przebywając z gwiazdą porno, nawet jeśli ta osoba zrobiła TO "po drodze" do uratowania świata. Rób jednak jak ci sumienie dyktuje, jednak mnie na pewno nie podobało się atakowanie Enklawy w pojedynkę, więc... wczytałem stan gry.

Możesz również poboksować. Te walki jednak są jak na twój stan odrobinkę zbyt trudne, więc lepiej znajdź najpierw i wyposaż się w płytowe rękawice. To co prawda oszustwo, ale... :) Zejdź po schodach w kasynie i przeszukaj szafkę. Innym dobrym pomysłem jest wcześniejsze wykonanie zadań na tym terenie i ewentualne wskoczenie na kolejny poziom. Jeśli zdołasz pokonać przeciwników otrzymasz oprócz pokaźnej ilości xp-ków, bonus do 'unarmed' i odpowiedni tytuł w karcie Karmy. Jednak okazało się że wywalczenie mistrzostwa ma jeszcze inne konsekwencje: niemożliwe staje się wśliźnięcie do New Reno, nawet przy obłędnie wysokiej wartości odpowiedzialnego za to skilla. Jeśli więc zamierzasz się wkradać gdziekolwiek zapomnij (na razie) o boksowaniu. (dokładnie tak samo dzieje się, gdy zostajesz gwiazdką porno).

Jeśli jesteś już w kasynie możesz przekazać walizkę panu Bishop. Idź na górę, pogadaj ze strażnikami przy schodach i uzyskaj pozwolenie na widzenie się z Bishopem. Nie idź tam jednak już teraz. Idź do północnego pokoju i poderwij panią Bishop. Uprzedzając pytanie: tak, nawet gdy sam(a) jesteś kobietą. W łóżku zapytaj ją o Vault City i jeśli możesz 'speech enhancing module'. Poda ci kombinację. Pozwól jej zasnąć.

Teraz użyj zdolności 'lockpick' na sejfie i wybierz zeń wszystko. Użyj modułu. Przeszukaj resztę regałów na książki i weź wszystko. Przeszukaj inne pokoje, pootwieraj sejfy przywłaszczając sobie wszystko. W północnym pokoju użyj najpierw 'traps skill' a dopiero później 'lockpick'. Weź wszystko, przejrzyj dysk i obejrzyj mapę. Uzyskałeś lokalizację Jeźdzców (raiders).

Wyjdź z pokoju i porozmawiaj z panem Bishop po czym daj mu walizkę. Da ci trochę kasy i zadanie zabicia Westina z NCR, ALE ma to wyglądać na wypadek.

Zejdź po schodach i pootwieraj kilka pokojów obok schodów. Znaleźć w nich można wartościową amunicję i broń.

Gdzieś w tej okolicy jest też koleś w czerwonej koszulce imieniem Jimmy. Jeśli zapytasz go o powód jego strachu i uspokoisz go podaruje ci trochę Jet. Nie potrzebowałem tego wprawdzie, ale...

Idź na zachód dopóki nie znajdziesz w pobliżu meliny Renesco. Wejdź do środka i podaj hasło jakie znasz od Zaius'a z Broken Hill. Uczep się tej "rzeczy". Ma on równiez do sprzedania sporo instrukcji - jeśli masz cash... Niewiele więcej możesz kupić od niego, przynajmniej dopóki nie będziesz potrzebować paliwa do miotacza ognia. Osobiście jednak uważałem że zbyt wiele waży.

Możesz również iść do kościoła (budynek z neonem w kształcie serca i strzały :) i wyczyścić puddełko na ofiary. Nie spodziewaj się jednak zbyt wiele: to zaledwie kilka monet. Jeśli chcesz możesz porozmawiać z pijanym kaznodzieją. Możesz również zerwać kwiat broc z ogrodu.

Idź do "New Reno Arms", włam się przez tylne drzwi i wyczyść pokój. Nie wchodź do kolejnego. Jeśli jest noc zaczekaj na dzień i śmiało pakuj się przed frontowe drzwi i handluj. Nie zapomnij zapytać o broń rodziny Salvatore - otrzymasz zadanie przyniesienia jednej (łatwiejszym sposobem wykonania tego zadania jest powrót z jedną sztuką po załatwieniu 'Sierra depot'). Możesz również odkupić od niego 'voice recognition module' jeśli nie zabrałeś tego z Vault City jednak jest to drogi gadżet. Jeśli więc masz ten z krypty nie zaprzątaj sobie nim głowy. I tak potrzebujesz tylko jednego. Sprzedawca jest w stanie również usprawnić broń, jednak jako że masz sztucer z lunetą z Broken Hill i darmowy upgrade w Gecko nie powinieneś potrzebować by zrobić to tutaj.

We wschodniej części miasta sprawy mają się tak, że nie ma niczego oprócz rodziny Wright. Pogadaj z Chrisem Wright (kolesiem w skórzanej kurtce którego opis pogubiłby się w świecidełkach i łańcuchach) o pracy. Idź do dworku. Będziesz mógł porozmawiać z panią Wright o jej 'Temperance Union' i dowiedzieć się że Ojciec Tully (pijany klecha w kościele) również jest jej członkiem. Hmm, interesujące...

Pomów z Keith'em, powiedz mu że przysłał cię Chris. Wejdź do środka, porozmawiaj z jego ojcem. Pośle cię z misją dowiedzenia się kto sprzedał środki odurzające jego synowi. Podejrzewa kogoś od Mordino. Pogadaj raz jeszcze z Keithem i wreszcie zapytaj go o pokój Richarda. W tym ostatnim przeszukaj regały na książki i zdobądź wskazówkę i 500 xp-ków. Idź pogadać z Jimmym i upewnij się że zapytałeś go o pustą fiolkę. Hmm... więc Richard został zatruty jadem radskorpiona. Kolejne 500 xp-ków. Pogadaj z Renesco i zapytaj o fiolkę i o jad radskorpiona i dowiedz się o osobistym zaangażowaniu Salvatore. To warte jest 1000 xp-ków. Wróć i porozmawiaj z ojcem i ujawnij że opdpowiedzialna za to jest rodzina Salvatore. Podaj powód. Otrzymasz 2000 xp-ków. Zostaniesz nagrodzony i otrzymasz kolejne zadanie, mianowicie przepatrzenie Sierra Army Depot.

Jako jednak że i tak zjawisz się kiedy indziej nie musisz się tam wybierać już teraz.

Kiedy wiec skończysz ze wszystkim tutaj - wskakuj w samochód i wracaj do Broken Hills.

Broken Hills

Możesz porozmowiać ponownie z Zaiusem i usłyszeć ostrzeżenie, że niezbędny będzie ci 'protective gear' (zestaw ochronny). Niestety, zabij mnie ale nie pamiętam gdzie go zdobyłem. Osobiście jednak zapisałem stan gry i przygotowawszy urządzenie przedarłem się biegiem przez kopalnię. Trzymaj się kierunku północno-wschodniego. W trakcie tego tak ja jak i cała drużyna zaliczyliśmy obrażenia (a pamiętaj że tu i ówdzie mogą się pojawić opóźniające cię mrówki), lecz wciąż zachowaliśmy sporą ilość hp-ów, gdy udało nam się znaleźć zepsuty 'air purifier' (filtrator powietrza). W tym momencie przestajesz otrzymywać obrażenia.

Wróć i pogadaj z Zaiusem o nagrodzie. To 'combat shotgun'. (Możesz również pozostać w kopalni i wyczyścić ją z żyjątek. Mrówki są warte zaledwie 25 xp-ków każda, jednak jest ich wiele; Lesser Deathclaw zaś "kosztuje" 250.)

Teraz kiedy rozwiązałeś już wszystkie problemy Broken Hills możesz przyjąć Marcusa Szeryfa do swojej drużyny. Jest on jedynym NPC-em jakiego możesz mieć w teamie, który może używać ciężkiej broni i broni energetycznej. No i zaczyna z minigunem! I może sporo udźwignąć. I ma sporą ilość hp-ów. Kiedy osiągniesz nim maksymalny dostępny mu poziom będzie mieć ich trochę ponad 200. Porównianie: Sulik - 134, i jakieś 117 - Vic. Fatalną nowiną jest jednak to, ze nie może on nosić pancerza. Podczas ostatnich walk Sulik i Vic paradowali we wzmocnionych ('hardenes') 'Power Armour', a Marcus - wciąż nagi. I oczywiście tracił hp-ki o wiele szybciej.

Kolejną nienajlepszą informacją jest to, że ciężka broń rozsiewa pociski na ogromny obszar. Zaskakujące jest jednak to, że Marcus jest znacznie bardziej ostrożny przy strzelaniu w trybie auto niż Vic i Sulik. To oznacza jednak zarazem że przez większość czasu walki będzie stać i czekać na sposobność "czystego" strzału. (lepsze to niż poszatkowanie ciebie, jednak - no cóż - jest bezużyteczny). Jeśli go weźmiesz zalecam jak najszybsze wyposażenie go w 'plasma rifle'.

Marcus jest dobry również w 'unarmed weapons', typu 'power fist', czy późniejsza 'mega power fist'. Mimo to zawsze uważałem Gorisa za lepszego w te klocki na podobnym levelu.

Tak czy owak: jeśli nie masz wysokiej charyzmy (co odpowiada również zdolność dowodzenia dużą grupą) powiem, że NIE warto dlań ryzykować wykopywania z drużyny kogoś innego.

Jeśli go weźmiesz zaś - nigdy nie dawaj mu granatów. Nieistotne jest to co mówi - rzuca fatalnie, co kończy się poranieniem jego samego i wszystkich jego sojuszników. Pozytywne w tym jest to, że - w mojej opinii - granaty są równie cienkie, jak Marcus w rzucaniu nimi, tak więc nie będzie potrzeby by go w nie wyposażać. ...I tak nie są w stanie zrobić niczego więcej niż zabić szczura.

I wreszcie - dobrym pomysłem również jest zmiana jego osobistych nakazów bitewnych. Zamiast atakowania "whomever is attacking me" (kogokolwiek kto atakuje mnie), co sprawia że jest bezczynny przez większość czasu, wybierz cokolwiek innego.

Wskakuj w samochód i kieruj się do Sierra Army Depot

(W tym momencie możesz również pokręcić się wokół New Reno. Jeśli znajdziesz mobów możesz zabić ich i pozabierać im sztucery snajperskie. Te cudeńka być może nie wyglądają na to, że mogą zrobić coś więcej niż rozśmieszyć, ale praktycznie zawsze zadają dobrego krytyka. Nawet jeśli masz "Fast Shot" i nie możesz używać przycelowania.)

Sierra Army Depot

To paskudne miejsce, pełne wieżyczek i min. Pierwszą rzeczą jaką musisz zrobić to rozwalenie wieżyczek. One są w stanie zrobić sitko do ziółek z wszystkiego w bardzo krótkim czasie. Tu bardzo przydatny okazuje się Marcus (jeśli go przygarnąłeś) i jego minigun. W innym wypadku po prostu strzelaj do nich z bezpiecznej odległości ze snajperek. Mają bardzo ograniczony zasięg.

Ograb z ekwipunku ciała i obszar _wokół_ ciał. Znajdziesz przy nich snajperki, które - o ile nie pozbierałeś ich od mobsterów przy New Reno - są bardzo przydatne.

Rozbrój pułapki, wliczając w to tę w drzwiach i wejdź do budynku po lewej stronie. Przywłaszcz sobie haubicę, który znajdziesz w skrzyni wewnątrz. Przejdź z haubicą do budynku po prawej stronie, załaduj ją i wystrzel. Eksplozja "otworzy" budynek na północy. Wejdź weń.

Przed wejściem do budynku, powinieneś iść do małego podziemnego pomieszczenia w obszarze oznakowanym "high voltage". Jedyną rzeczą tu jest dźwignia. Użycie jej zmieni żółte pola siłowe (nieprzekraczalne) w czerwone (przekraczalne, ale bolesne) oraz wyłączy wszystkie światła. Nie wyglądało na to, że to ostatnie poprawia w jakiś sposób sytuację.

Na pierwszym poziomie przeszukaj biurko w poszukiwaniu hasła. Użyj hasła na komputerze. Przeszukaj cały obszar przywłaszczając sobie 'Dixon's eye' i 'Bio Gel'. W szafce znaleźć można również 'combat armour'. Użyj oka na skanerze, by wezwać windę.

Na poziomie drugim, użyj 'repair skill' na generatorach pola siłowego, by je wyłączyć. Zapisz stan gry przed tym, gdyż zbyt wiele niepowodzeń przy wyłączaniu pola zaktywuje alarm. Efekt: wszystkie te miłe wielkie roboty zaczną walić w ciebie jak opętane. W późniejszym czasie nie będą stanowić wielkiego problemu, jednak na razie są odrobinkę zbyt twarde. No i jest ich za wiele.

Rozmawianie z robotami... Cóż - osobiście radziłbym sobie podarować. Jak na razie. Dopóki nie wywołasz alarmu będą tu sobie stać i nie robić nic złego. A zawsze możesz wrócić (dużo) później i wykończyć ich za naprawdę pokaźną liczbę xp-ków.

Na razie zgarniesz 200 xp-ków za wyłączenie 'repair bay computer', w lewej części poziomu. Jest tam również inny komputer, który wyłącza płyty i pola w obszarze zbrojowni. Przeczytanie wiadomości z niego wyłączy komputer, jednak nie będziesz w stanie już więcej go użyć. Dlatego zapisz go na liście "do zrobienia" na ostatniej pozycji. Posprawdzaj skrzynie. Jest w nich kilka pancerzy bojowych i trochę broni i amunicji. W tym zaś: kolejna snajperka, 'plasma rifle' i kilka 'energy cells'.

Na poziomie trzecim znaleźć można kilka pistoletów laserowych ukrytych w niektórych biurkach oraz 'assault rifles' i amunicję do nich w pobliskich szafkach. Nie dotykaj komputera pomiędzy nimi, no chyba że życzysz sobie wszcząć alarm. Komputer w północnej części zażąda od ciebie dostarczenia mu 'cybernetic brain' z poziomu 4.

Na poziom 4 możesz dostać się windą za pomocą 'Clifton's eye', które to oko znajdziesz w pokoju w północno-wschodnim narożniku poziomu 3. ...Lub otwierając wytrychami drzwi do okrągłej windy we wschodniej części. Bądź ostrożny jednak, gdyż będziesz mieć tylko jedną szansę by pozyskać właściwy mózg ('cybernetic brain'). Tak nawiasem mówiąc szansę na to masz jedynie przy obłędnie wysokim skillu 'science'. Ja - dla przykladu - miałem 126 gdy wreszcie osiągnąłem sukces! Jeśli czujesz, że nie zrobisz tego - nawet nie próbuj (być może sprowadzenie tu Myrona mogłoby pomóc?). Jakkolwiek by jednak nie było - zapisuj grę przed każdym dotknięciem jakiegokolwiek komputera na poziomie czwartym.

Tak czy owak nawet gdy zdobyłeś mózg, zamontowałeś go w ciele robota z poziomu 3 i wypełniłeś go bio-gelem... wciąż brakuje mu 'motivator'. Możesz zabrać jeden z tych małych podobnych doń robotów strażniczych ('security robot'). No wiesz tych wyglądających jak mózg ze szklaną muszlą na górze. Pamiętaj jednak że zaatakowanie robota uaktywni alarm i zostaniesz zaatakowany przez całą hordę robotów. Jeśli powątpiewasz w możliwość przeżycia przez ciebie takiego ataku daj sobie spokój - wrócisz tu później.

Kiedy skończysz naprawianie robota, sprawdź jego stan na pobliskim terminalu komputerowym. Jeśli wszystkie jego systemy są ok, uruchom go. Teraz będziesz mieć możliwość zabrania go ze sobą.

Robot rozpoczyna z całkiem niezłą wartością hp-ów, a kiedy osiągnie szczyt swoich możliwości będzie mieć coś koło 175. Nie może korzystać z pancerza, ale może używać niektórych typów broni ręcznej i karabinów. To również obejmuje M72 Gauss Rifle dużo dużo później która jest bardzo dobrą bronią (a nie obejmuje pistoletu gaussowskiego... nie wystarczająco ciężki jak na robota, czy jak?). NIe zapomnij zmienić jego rozkazów bojowych, gdyż on zaczyna z fatalnymi rozkazami pod tym względem ('attack unarmed' a on jest cieniutki w walce wręcz).

Jak na ironię robot dysponuje calkiem niezłym skillem 'science'. Jednak jeśli udało ci się pozyskać mózg musisz mieć lepszy, więc nie ma o czym mówić.

Wróć do New Reno...

New Reno (ponownie)

Możesz skończyć mafijne zadania jednej z rodzin - o ile nie zrobiłeś tego wcześniej.

Moim ukochanym zagraniem było takie: Najpierw idź wykończyć Louisa Salvatore (teraz już nie powienieneś mieć problemów). To 500 xp-ków. Następnie idź pogadać z Big Jesusem Mordino i _odmów_ wstąpienia do nich. Otrzymasz 750 xp-ków, 'grease gun' i 'Mark II leather armour' i dodatkowo będziesz musiał zabić Mordino. 'Grease gun' nie jest zły a pancerz zawsze możesz sprzedać. Następnie dopełnij zadania Wrightów - po prostu idź do nich i opowiedz o Sierra Depot jaki przed momentem odwiedziłeś. To uczyni z ciebie Made Man rodziny Wright. Zaraz po tym zostaniesz posłany do Cat's Paw i New Reno Arms po trochę sprzętu.

W New Reno Arms wstąpienie dało mi prawo do zakupu specjalnego ekwipunku, jak Bozar czy Minigun. Musisz wiedzieć jednak że nawet w cenach preferencyjnych są one bardzo drogie. Lepiej odpuść sobie i skradnij Bozar z NCR. Jeśli zaś już tu jesteś dostarcz obiecany pistolet laserowy, za 500 xp-ków.

W Cat's Paw jednak... nie znalazłem rzeczy nowych. Hmm...

Dokończ każdy rozpoczęty biznes, co do którego jesteś pewien że możesz to zrobić (dla przykładu: boksowanie), a następnie wskakuj w samochód i kieruj się do NCR.

New California Republic

NCR jest prototypowym społecznością policyjną, co oznacza w praktyce, że policja jest wszędzie i strzela przy najmniejszych śladach przestępstw. Za wyjątkiem tego jest to bardzo przyjemne, cywilizowane miejsce. Tak czy owak - nigdy nie wchodź do właściwego miasta jeśli dzierżysz broń LUB któryś z twoich ludzi ma takową na widoku. Poleć im ukryć broń. Wygląda na to, że do broni wlicza się również hak Gorisa, więc jeśli go masz (a trzeba ci wiedzieć że on NIE może odłożyć haka) zostawiaj go przed miastem. Bug? W przeciwnym wypadku policjanci zaczną krzyczeć i niemal równocześnie strzelać i jedynym efektem jaki uzyskasz będzie malownicza rzeź. A tymczasem questy pójdą w piach...

To co teraz zostanie powiedziane być może wydaje się oczywistością, lecz... Później gdy wrócisz do miasta będziesz mieć możliwość wchodzenia wprost do miasta a nawet obszaru rady - nie rób tego. Jest bardzo prawdopodobne że twoi ludzie wciąż paradują z dymiącą jeszcze po ostatnim spotkaniu bronią i będziesz mieć całkiem sympatyczną rozprawkę z policją.

Dokładnie w miejscu w którym się znajdziesz po przybyciu jest sklep z bronią i trzech strażników w zielonych 'combat suits'. Ukradnij im Bozary. To świetna broń; w dodatku warta kupę kasy. Koleś w sklepie początkowo nie chciał ze mną handlować (gdy po raz pierwszy zjawiłem się u niego). Nie znam powodu. Kiedy jednak - po kilku godzinach i kilku zadaniach wróciłem do niego pohandlowaliśmy aż miło. Zależne jest to od poziomu, Karmy, daty czy diabli wiedzą czego jeszcze?

Jest tu również włóczęga, który za pięć dolców oferuje popilnować samochodu. Czy to niezbędne w takim miejscu? Nie wiem. Zapłaciłem mu jednak, gdyż 5 bucksów to żaden cash a ryzyko - no cóż... kto wie?

Inny włóczęga zaproponuje ci upgrade samochodu, za 1000$. Tu również doszliśmy do porozumienia.

Teraz poleć swoim ludziom odłożyć broń i wejdź do miasta.

Wewnątrz, w północno-zachodniej częście jest koleś w sklepie z bronią. Możesz nająć się jako strażnik karawany do Redding, jednak nie masz potrzeby by to robić a na miejscu jest kilka zadań które można zrobić tu i teraz. Możesz również pomówić z nim na temat hasła do tylnego pokoju w którym mieści się nielegalny dom gier. Jeśli inwestowałeś w 'gambling skill' to jest to jedno z miejsc, w którym możesz to sobie zrekompensować. Oczywiście możesz również kupić u niego broń. Obejrzyj sobie wszystkie jego gabloty, tak jak ci powie. Nie gadaj z nim. Jedna z nich zawiera inny sprzęt niż ten który ma być.

Zgodnie z etykietą jest to rodzaj SMG, zwany HK P90. Dziwaczną rzeczą w nim jest to, że jakkolwiek powinna pasować do niego jedynie amunicja 9mm to... nie pasuje! Pasuje za to 10mm. Bug? Być może jednak rezultat jest zadawalający: broń zadająca dobre obrażenia (na pocisk), ma imponujący 12-pociskowy tryb auto i zżera ammo 10mm. A jak do tej pory uzbierał się jej pełen bagażnik. Moim skromnym zdaniem to najlepsza broń bazująca na 'small guns skill' i w rzeczywistości, przy wsparciu jej kilkoma perkami przebija miniguna! Ponadto wcale nie musisz kupować jej tutaj. Możesz zabrać ją pokonanym bandytom na poziomie 3 Vault 15, ktora jest kolejnym obszarem do którego się wybierasz.

Idź pogadać z kolesiem w kitlu w budynku po drugiej stronie ulicy, na południu. Poprosi cię o przetestowanie jego lekarstwa mutacji na super-mutancie w Broken Hills. Weź ją lecz NIE zużyj jej na kolesiu w Broken Hills tylko na super-mutancie w bazie wojskowej, gdy do niej dotrzesz. Oczywiście być może będziesz zmuszony zrobić to w trakcie walki, ale wykonasz zadanie z najmniejszą możliwą ilością wrogów do rozprawienia. Cyber-pies którego weźmiesz na misję jest moim zdaniem słabiutki.

Teraz spójrz na budynek z kobietą i robotem przed nim. Zapisz stan gry przed podejściem do niej. Najwidoczniej jackiś desperat zamierza wysadzić elektorownię ('power station'). Nie strzelaj do tego idioty. Wyperswaduj mu to. Perk 'empathy' może być pomocny, jednak jako że zapisałeś się na chwilę przedtem, możesz przejść to metodą prób i błędów. Jest to warte 6000 xp-ków i nie jest zwykłą stratą czasu. Następnie porozmawiaj z dziewczyną ponownie i weź podarowane przez nią instrukcje.

Na południe od tego budynku jest kolejny, z wrakiem samochodu za ogrodzeniem. Idź pomówić z dziewczyną w zielonym pancerzu po lewej stronie i powiedz jej że slaverzy są brudni. Poleci ci "zaopiekować się" slaverem na zewnątrz miejsca. Idź tam i porozmawiaj z nim. Możesz również przyjąć zlecenie od niego - chodzi o odszukanie mapy domu rangera. Leży ona na stole, w domu rangera w pokoju z kolesiem z minigunem. Zanieś ją slaverowi za 500$. Następnie rozwal slaversów i uwolnij niewolników. Poleć swoim kumplom by odłożyli broń i ponownie porozmawiaj z dziewczyną. Otrzymasz 3000 xp-ków.

Otrzymasz również odznakę mówiącą iż jesteś oficjalnym Strażnikiem New California ('New California Ranger'), z kołem kodowym i pozostałymi szykanami... Niech mnie diabli jednak, jeśli wiem w czym to może pomóc.

W jednym z tutejszych domów jest kościół "Hubologów" ('Hubologist church'). Możesz oszukać kaznodzieję i otrzymać list do ich AHS-9 (zwanego również jako przywódca kultu) w San Francisco. Może również poddać cię kontroli nastawienia (lub "zeta scan") jednak to obniżyło moje szczęście ('luck') i szansę trafienia krytycznego o 1. A jestem pewien że nie było tak przed patchem 1.02 beta.

W szpitalu lekarz zaofiarował się amputować mi nogę. Niech mnie szlag jeśli wiem dlaczego. Odmówiłem. Jeśli to chodzi o tę dodatkową rzecz na palcu to lekarz w Vault City może to załatwić bez odcinania nogi.

Porozmawiaj z barmanem w barze. Dowiesz się dzięki temu że prezydent Tandi szuka specjalisty. Nie gadaj z innym kolesiem w barze - to sprowadza jedynie kłopoty.

Idź na południe, do dzielnicy rady. Pogadaj z facetem w pierwszym pokoju, następnie z Guntherem i wreszcie z prezydentem Tandi. Zaproponuj pomoc i powiedz że potrafisz również dogadywać się. (Wygląda na to że w przeciwieństwie do Lynette z Vault City nie uważa zabójstwa za jedyne rozwiązanie problemu). Możesz zapytać ją o wszystko; kiedy zagadniesz o NCR otrzymasz propagandowy holo-dysk. Poza tym, że nieźle wygląda w PIP-Boy nie wydaje się spełniać żadnej innej funkcji.

Teraz możesz opuścić miasto i skierować się do Vault 15 (Sprawdź czy koleś przerabiający twój samochód już skończył. Jeśli nie - odpocznij chwilę.).

Vault 15 (Krypta 15)

Koczownicy odmówią rozmowy z tobą za wyjątkiem jednej kobiety. Zapytaj ją gdzie można znaleźć bezpieczne miejsce i rozmawiaj z nią do momentu, gdy zobaczysz że ktoś podsłuchuje z zewnątrz. Pobiegnij za nim i poproś kobietę z pancerzu by cię przepuściła (powiedz że ratujesz małą dziewczynkę).

Pogadaj ze strażnikiem na zewnątrz i zapytaj go o małą dziewczynkę a następnie wciśnij mu kit że jeżeli zacznie się walka jeden z was zginie i lepiej byłoby tego uniknąć. Da ci klucz. Nawiasem mówiąc drzwi mają pułapkę i lepiej zajmij się nią najpierw. (nawet jeśli nie wiąże się z nią nic oprócz kilku xp-ków :) Uratuj dziewczynkę wróć na pole namiotowe dzikich lokatorów i pogadaj z jej matką. Następnie idź do ich przywódcy i przekonaj go do wstąpienia do NCR. Okaże się że najpierw będziesz musiał zabić herszta bandytów. Dostaniesz również klucz do Krypty.


Wróć tam, gdzie trzymano dziewczynkę, otwórz Kryptę i zejdź na dół. Kantuj wszystkich bandytów mówiąc że jesteś nowym (nową) kumplem (kumpelą) i pogadaj z lekarzem, który przekaże ci kilka spostrzeżeń na temat szefa bandziorów. Zejdź na poziom 2 i napraw generator (użyj na nim najpierw 'science'). Następnie przeszukaj dokładnie wszystkie pomieszczenia. Zejdź jeszcze o poziom i idź zabić tego SOBa. Wciąż jednak będziesz zmuszony walczyć z bandytami podczas opuszczania Krypy więc nie krępuj się i przeszukuj wszystko co możesz. Użyj również komputera. Złap oddech przed wejściem na poziom 2 i tam również powykańczaj "tych złych" - chociażby dla satysfakcji i xp-ków.

Wreszcie masz części komputerowe dla Tandi, holodisc mówiący że bandyci mieli szpiega w NCR i położenie Vault 13. Oraz dobry ekwipunek który pozbierałeś z ciał bandytów (m.in. zbugowany SMG 9/10mm o którym wspominałem wcześniej). Jeśli zdołasz zabierz również pancerz bojowy z wnęki w ścianie na poziomie 2: musisz mieć zapas takowych jeśli zdecydujesz się na implant bojowy.

Wróć i ponownie pogadaj z Zeke. Teraz zgodzi się podporządkować władzy NCR. No i pięknie, poleć swym ludziom odłożyć broń i wskakuj w samochód.

NCR (ponownie)

Niewiele pozostało tu do zrobienia. Idź pomówić z Tandi, i powiedz jej że jest szpieg w organizacji. Pośle cię do Gunthera po nagrodę. (Co ciekawe szpieg nazywa się Feargus - tak jak mały w wiosce. Co, wspólna matka z niewielką inwencją w stosunku do imion? :)) Wspomniana nagroda to 4000$, 6000 xp-ków za rozwiązanie problemu Krypty i kolejne 4000 za szpiega. Całkiem nieźle...

Teraz, kiedy już ostatecznie "uszczęśliwiłeś" sobą tę lokację skieruj się do "świętej" Vault 13.

Vault 13

Krypta 13 jest okupowana przez wesołą bandę Deathclaw'ów. Są jednak przyjacielscy i cywilizowani - nie musisz więc wyciagać swej broni. Porozmawiaj z tym stojącym najbliżej drzwi, zapytaj go w jaki sposób nauczył się mówić tak dobrze, spytaj o GECK (Garden Eden Creation Kit) i poproś o pozwolenie porozglądania się za nim. Wzamian zaproponuj pomoc. (Masz jeszcze ten 'voice recognition module', nieprawda?)

Zejdź na poziom 3, kliknij na terminalu i wybierz opcję 'open it'. Użyj na nim 'voice recognition module'.

Przebywając na tym poziomie możesz pomówić z Gorisem a nawet przyłączyć go do grupy (o ile masz jeszcze wolne miejsca). Złą nowiną jest to, że podobnie jak Marcus nie może korzystać z pancerzy. Gorszą - nie może używać broni (sic!). Teraz dobre wieści - kiedy osiągnie poziom czy dwa wyżej osiągnie poziom hp-ów wyższy niż Marcus i potrafi zadawać imponujące obrażenia w walce bez broni. Kiedy osiągnie maksimum możliwości zadaje - tak sądzę - 41 punktów obrażeń i ma 4 ataki na turę. Podejrzewam, że spory udział ma w tym jego pazur. Krótko mówiąc - jeśli potrzebujesz kogoś, kto potnie przeciwników w walce wręcz - Goris jest tym człowiekiem... eee... deathcalwem. Oczywiście nie oznacza to, że nie będzie odnosić obrażeń - będzie, gdyż będzie na linii ognia: tylko on walczy wręcz...

Problem z nim pojawi się również i w trakcie gry. Wcześniej czy później (po przybyciu na nową lokację) Goris Cię opuści mówiąc że jego "stado" jest w niebezpieczeństwie. Zwykle zdarza się to w bazie wojskowej, ale ostatnim razem stało się to w San Francisco. Możesz wziąć go znowu z Krypty 13, kiedy zobaczysz przez kamery obserwacyjne jak żołnierze Enklawy mordują Grunthara. Co ciekawe końcowa animacja ukazuje że to TY wyrżnąłeś bezbronne deathclawy. Czemu - do ciężkiej cholery - pytam?

Powienieneś również dokładnie splądrować bazę. Na trzecim poziomie nie przegap części 'NavCom', której będziesz potrzebować później do naprawienia tankowca Valdeza i udać się do Enklawy na ostateczne rozstrzygnięcie. Możesz również zdobyć kolejny pancerz bojowy. No dobrze - wiem że masz już tony tych pancerzy jednak potrzebujesz _sześciu_ z nich na części do wszczepu bojowego (jeśli zdecydowałeś się na takowy). W innej szafce jest "święty" GECK (Alleluja!) od którego zaczęło się to wszystko. Wzięcie go jest nagradzane 4000 xp-ków. Jeśli nie weźmiesz go sam, Grunthar podaruje ci go w momencie gdy powiesz, że naprawiłeś ich komputer. (I tak samo otrzymasz xp-ki).

Możesz również porozmawiać z Mother Deathclaw aby dowiedzieć się czegoś więcej o Matt'cie, więźniu z poziomu 2. Nie jest tu trzymany tylko dlatego, że wygląda tam zabawnie, lecz dlatego, że próbował podłożyć bombę i zniszczyć ich jaja. I tak jest sprawiedliwie (moim zdaniem), więc... nie próbuj ratować tego kretyna. Jednak jeśli chcesz możesz skończyć to zabijając wszystkich z poziomu 1, w tym lekarza i Matt będzie w stanie uciec.

Przed wyjazdem upewnij się że porozmawiałeś z Gruntharem - niezależnie od tego czy GECK wziąłeś już czy jeszcze nie. Dopiero wtedy bowiem dostajesz xp-ki za naprawienie komputera.

No i pięknie - jako że masz już GECK wracaj do Arroyo...

Arroyo (no wreszcie)

Niedużo tu do zrobienia. Pogadaj z Hakunin i opuść to miejsce.

Przy okazji: radziłbym NIE udawać się jeszcze do Navarro. To miejsce aż drży pod stopami kolesi w 'Advanced Power Armour' i z plasma gunami. Wszędzie tu znaleźć można również wieżyczki z podwójnymi działkami plazmowymi. Będziesz potrzebować jeszcze jednego czy dwóch poziomów, by zabawić się z nimi, i zebrać ładny łup. Moją ulubioną metodą był "snajper" gdyż zmienia on sporą ilość normalnych ataków w krytyki. Drugim rozwiązaniem są dwa poziomy "Bonus Ranged Damage", "Living Anatomy" i "Bonus Rate of Fire". Zresztą - również i twoi kompani są jeszcze odrobinę zbyt słabi i warto byłoby podciągnąć ich o poziom czy dwa...

Na razie więc możesz (ale wcale nie musisz) udać się do Military Base, blisko na wschód od Vault 13. Po drodze możesz dokończyć wszystkie niezakończone zadania z całej dotychczasowej historii (przykładowo: wyczyszczenia kopalni Wannamingo).

Military Base (Baza wojskowa)

Baza wojskowa jest bazą z kadziami mutagenów z Fallout 1. Teraz wygląda na odrobinę bardziej zrujnowaną, tak jakby ktoś ją wysadził w powietrze. Podwójnie, jeśli mam być szczery :)

Zadanie tutaj jest wyjątkowo nieskomplikowane. Wejdź do środka, strzelaj we wszystko co się rusza, zbieraj dobra. Te ostatnie to 'power armour' (która może zostać "podciągnięta" do 'hardened power armour' w San Francisco), 'Gauss Pistol', który najprawdopodobniej jest najlepszą bronią nie-energetyczną w grze (ale nie posiada trybu auto). Ten jednak możesz zdobyć również kręcąć się wokół Navarro i czyhając na (i zabijając) jeden z patroli Enklawy. Holodisc podsunie ci myśl, że Enklawa wygląda na zagrożoną FEV (wirusem który tworzył mutantów w Fallout 1).

Aby dostać się do wnętrza bazy weź 'metal rod' i użyj jej na wagoniku na szynach. Następnie użyj na niej ładunku wybuchowego. Doprawdy nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie dało się po prostu włożyć ładunku w szczelinę między kamieniami...

Kiedy zaczniesz spotykać super-mutantów, przygotuj "remedium" otrzymane od naukowaca w NCR i użyj go na jednym z nich. Dobrym kandydatem na królika doświadczalnego jest pojedynczy mutant na pierwszym poziomie, zwłaszcza że nie ma broni dystansowej. Najpierw jednak pozdejmuj z dystansu szczury. Następnie z serum w slocie aktuwnego przedmiotu, kliknij na nim by uzyskać krzyżyk i wreszcie kliknij na biednym Grundelu. Obejrzyj rozpad Grundela. (Hej, jeśli to poprawi ci humor pomyśl że gdybyś próbował z nim pogadać zrobiłby sobie z ciebie kolacyjkę...)

Będziesz również zmuszony do naprawy 'power generator' w przypadku gdybyś chciał użyć windy jednak to nie jest obowiązkowe.

Udaj się do bazy jeźdźców (tej na południe od Vault City).

Raiders' Base (Baza Jeźdźców)

To jedno z wielu miejsc w których samochód może zniknąć na dobre. Pie...ne samochodowe bugi. :( Zapisz więc stan gry w nowym slocie i przygotuj się na konieczność wczytywania w momencie gdy nie znajdziesz samochodu tam, gdzie go zostawiłeś...

I znowu niewiele do zrobienia z wyjątkiem zabijania raiderów, odnalezienia 3 'dog-tag' z szafek i przeczytać je, rozbroić pułapkę w sejfie i otworzyć go. Upewnij się również że zabrałeś księgę rachunkową i przejrzałeś ją. Następnie otwórz bramę na wschodzie. Przejdź przez ten obszar (silnie "zapułapkowany") i wejdź do jaskini przez inne wejście. To ostatnie jest niezbędne by otrzymać zadanie.

Później udaj się do Vault City.

Voult City (który to już raz...)

W Vault City możesz dokończyć wszystkie nie zrobione wcześniej zadania. Przykładowo: pomówić z McClure o Jet z Redding i jego skutkach. Możesz również pogadać z kolesiem z 'Correction Center' i powiedzieć mu że wypatrzyłeś ścieżkę do NCR. Otrzymasz kilka xp-ków i 'motion scanner'.

Jeśli rozprawiłeś się z raiderami, masz ich księgę rachunkową i dysk z danymi Bishopa, możesz iść pomówić z Pierwszym Mieszkańcem Lynette. To jest warte z kolei 1000 + 2500 + 500 = 4000 xp-ków. Jak dla mnie zdecydowanie warto. Otrzymasz również nowe zadanie - dostarczyć dysk Westinowi z NCR. (Ona mówi również, że dała mi jakiś przedmiot czy coś, jednak ja nie mogłem znaleźć niczego nowego w moim ekwipunku. Z drugiej jednak strony - mogło się to coś zaplątać w bałaganie noszonych przeze mnie rzeczy...)

Teraz idź i wykorzystaj pancerze by uzyskać wszczep bojowy. Jeśli nie naprawiłeś auto-doca wcześniej zrób to teraz, lub zejdź pogodnie z tego świata. Pamiętaj też że drugi etap operacji obniży twoją charyzmę o 1. Dwie operacje - dwa punkty mniej, jednen członek twojej drużyny mniej. No i nie można zapomnieć, że drugi etap operacji jest niesamowicie kosztowny.

Nie wiem czy pamietasz, ale tę samą operację możesz zrobić w San Francisco. NIE rób tego jednak tam. Jest zabugowana. Teoretycznie pierwszy poziom wszczepu podnosi odporność o 5%, następny do 10. Bez patcha możesz uzyskać obydwa w Vault City i następnie pierwszy w San Francisco dla ogólnej wartości 15%. Ho ho! Z patchem nadal jest zabugowana jak cholera, jednak efekt jest znacznie gorszy. Jeśli zrobisz drugi (lub trzeci) poziom operacji w San Francisco zostaniesz z powrotem zrzucony do 5%. Na stałe. Ogólnie: zostanie ci odjęty punkt charyzmy a nie przyznany bonus do odporności... He!

No dobrze - jesteś już cyborgiem. Masz implant i zadanie. Kieruj się do NCR.

NCR (znowuż)

Jak zwykle zatrzymaj sie na bazarze, nie wewnątrz, poleć swym ludziom schować broń i - jeśli masz Gorisa - nakaż mu pozostać tutaj. Następnie wejdź do środka. Jeśli jeszcze nie poinformowałeś tego stukniętego naukowca o nieudanym eksperymencie anty-mutacyjnym i jeśli chcesz cyber-psa to jest to dobry moment by zrealizować obydwa te cele. Nie sądzę wprawdzie by pieseczek był szczególnie przydatny w walce, i nie może przenosić niczego, lecz jako że wygląda na to, że nie ma żadnych xp-ków za rozmowę z profesorkiem a tylko pies, to...

Następnie idź pomówić ze strażnikiem przy polu siłowym w zachodniej części, i powiedz mu, że masz interes do zrobienia z Westinem z Vault City. Wpuści cię do środka. Możesz pogadać z Saltbeef o historii Vault 13, jednak teraz gdy już wiesz gdzie się ona znajduje nie jest to niezbędne. Pomów ze strażnikiem przy drzwiach Westina, że masz do tego ostaniego sprawę z Vault City. Porozmawiaj z Westinem i... zgarnij 2000 xp-ków. Da ci również kolejny holodysk, który będziesz musiał dostarczyć Pierwszemu Mieszkańcowi (a ściślej: Pierwszej Mieszkance). No cóż...

Wskakuj w samochód i kieruj się do Vault City.

Vault City (...ty już wiesz, co...)


I znowu niewiele. Idź oddać dysk Lynette za 1500 xp-ków. Pośle cię ona również do 'Amenities Office' abyś odebrał swoją nagrodę. Jest nią H&K G11, taki sam jak ten Froga Mortona. Prawdopodobnie i tak dysponujesz już lepszym uzbrojeniem, lecz zawsze przecież możesz go sprzedać a amunicja przydaje sie zawsze. Dlatego pamiętaj, żeby przed ewentualnym sprzedaniem rozładować go. W mniej więcej połowie drogi przez Enklawę, niedaleko od końca gry znajdziesz naprawdę rześkiego miniguna, który hula właśnie na amunicji 4.7mm.

Podsumowując - jeśli skończyłeś tutaj - możesz ruszać do San Francisco. Jeśli nie znasz jeszcze położenia miasta jedź do bazy wojskowej na zachód od Vault 13, następnie w dalszym ciągu na zachód nad ocean i wreszcie wzdłuż brzegu na północ. Nie możesz przegapić.

San Francisco

Pierwszą rzeczą, jaka rzuci ci się w oczy w tej lokacji, będzie dwóch walczących kolesi: Dragon i Lo Pan. Porozmawiaj z nimi, są równi, tylko jeden z nich może być mistrzem. Dragon jest dobry, Lo Pan - zły, wybierz sam. Ja wybrałem Dragona.

Teraz będziesz musiał potwierdzić siebie. To oznacza konieczność walki wręcz z rzędem bokserów o wrastającej "twardości", kończącym się samym Dragonem. Nie jest to już tak trudne jak boksowanie w New Reno, tu jednak nie musisz wykorzystywać rękawic, możesz również korzystać z kopnięć i ataków specjalnych. No i jesteś leczony pomiędzy walkami.

Problemem jednak było to, ze próbowałem nie zabijać przeciwników z ringu, gdyż zostało powiedziane, że nie jest to walka do śmierci. Dlatego też zmuszony byłem używać "load" jeśli zdarzyło się mi wykonać "fatality" (czyli krytyka po którym przeciwnik padał martwy). Wydaje się jednak że grze nie robi to róznicy.

Następnie będziesz musiał wyzwac Lo Pana do walki z której wyjdzie tylko jeden wojownik. Mniej więcej w połowie walki ten mięczak "przypadkowo" znajdzie pistolet .223. To maleństwo zadaje 20-30 hp-ków na strzał. W normalnych warunkach byłby bezużyteczny, jednak w tej chwili ty jesteś bez pancerza a twoje pięści nie zadają nawet połowy obrażeń pistoletu.

Jeśli uda ci się zwyciężyć Lo Pana porozmawiaj ponownie z Dragonem.

Idź porozmawiać ze strażnikiem nieopodal budynku Bractwa Stali ('Brotherhood of Steel'), który poleci ci zdobyć dla nich plany vertibird'a z Navarro. Poda ci również - jeśli sobie tego życzysz - sposób w jaki można tego dokonać bez konieczności walki. (Jednak NIE zostawiaj swych przyjaciół tutaj, jak sugeruje. To może uczynić przypadkowe spotkania trudniejszymi niż są w rzeczywistości. Poza tym jeśli już to możesz zostawić ich przed bramą bazy Navarro.)

Teraz idź na północ. Porozglądaj się po tankowcu, a następnie zejdź na dół po schodach. Wyrżnij obcych. Pamiętasz jeszcze te paskudy z kopalni Wannamingo? To to samo. Używaj trybu auto z czegoś ciężkiego, np. bozara. Wybij również inne paskudy. Ta Wielka Wojna warta jest 10.000 xp-ków. Porozmawiaj z Suze i odprowadź ją do schodów. (Jeśli możesz - nie rozsiewaj pocisków wokół Suze. Próbujesz ją uratować, nie zabić :) Następnie wyjdź na górę, pomów z nią ponownie, a w chwilę później z jej chłpakiem. Idź do baru, wejdź na górę i pogadaj z Captain'em. A więc potrzebujesz teraz 'Tanker Fob' (część NavCom znalezioną w Vault 13) i paliwa, aby uruchomić tankowiec. Jest w tym również coś nie do końca poprawnego: nie musisz zdobywać IFF gdyż tankowiec już to ma.

Idź do obszaru zajętego przez Hubologów, powiedz że masz list do AHS-9, wejdź do wnętrza świątyni. Możesz oddać mu list (kilka xp-ków), możesz również podejść i pomówić ze "świętującymi", uprawiającymi piękną sztukę propagandy w "świątyni". Zapytaj ich o powód święta. Taaa. Zagrali jakieś drugoplanowe rólki w filmie porno w New Reno. Znajdź naukowca i poproś go o upgrade pancerza. Wykorzystaj funkcję "wait" w PIP aby doczekać do chwili gdy skończy. Teraz wyjdź (naprawdę radzę - nie przyłączaj się).

Teraz, gdy masz już wzmocniony pancerz możesz skopać tyłki kilku praworządnych osłów w Navarro. Wskakuj w samochód i jedź tam.

Navarro

Kiedy przybędziesz na miejsce znajdź frajera pilnującego opuszczonej stacji benzynowej. Na razie nie zaczepiaj go.

Masz cztery sposoby by dostać się do Navarro.

Po pierwsze: sposób "heroiczny" - cały czas na północ, siejąc zagładę z broni. Nie polecam, gdyż pierwszą przeszkodą będą trzej strażnicy w 'advanced power armour' i z karabinami plazmowymi oraz dwie wieżyczki z podwójnym działem plazmowym i zanim zdążysz ich posłać w piach do zabawy włączy sie pozostała ruchoma część obozu.

Drugim sposobem jest pójście na zachód, rozbezpieczenie pułapek i wejście przez system wentylacyjny. Użyj 'blue keycard' na drzwiach i zgarnij kilka xp-ków za uwolnienie bezbronnego deathclawa. To podejście do problemu ma swoje zalety, jednak jego wadą jest to, że uwolniony deathclaw ucieknie i nie będziesz mieć go po swojej stronie.

Trzecią opcją - nie ukrywam moją ulubioną - jest zabić kolesia przy stacji a następnie wejść przez wychodek w pobliskim budynku. Przejdź do 'commander's office', na północ od tego podziemnej planszy, zabij go, weź 'Tanker Fob' i 'Advanced Power Armour'. Daj swoją 'Hardened Power Armour' któremuś z twoich towarzyszy - Vicowi albo Sulikowi - zwłaszcza jeśli zamierzasz przejść również przez poziom piewszy. Zabij wszystkich na tym poziomie z wyjątkiem deathclawa. Przyłączy się on do ciebie, jednak tylko na czas do otwarcia drzwi na 'blue keycard'. Wtedy ucieknie. A więc - jeśli będziesz unikać otwarcia drzwi przed wykończeniem wszystkich na powierzchni, z pomocą przyjdzie ci jeszcze jedna para łap. (Jeśli zaś zabijesz go nie otrzymasz xp-ków za uwolnienie go.)

Jeśli czujesz się wystarczająco pewnie możesz wejść na górę po schodach i oczyścić powierzchnię. Jeśli nie - no cóż - możesz skończyć rozróbkę jednak stracisz 'hardened power armours' dla całej drużyny, które bardzo przydają się w walkach w Enklawie.

Na powierzchni znaleźć można kilka "przywłaszczalnych" rzeczy, co jest właściwie jedynym powodem by się tu użerać: 'Vertibid plans', 'electrical engine' i 'K-9 motivator' (wygląda jak silnik). Nie omiń planów!

Być może nie wszystkim jest wiadome, że nie musisz wykańczać wszystkich na powierzchni w jednym podejściu. Zamiast tego wejdź na górę i trzymaj się względnie blisko windy. Wystrzelaj tak wielu jak zdołasz bez ryzyka i w razie gdyby grupa zaczynała cienko prząść zjedź w dół i ulecz się. Możesz również uniknąć kilku wież i strażników jeśli jesteś w stanie wziąć plany i silniki bez konieczności rozprawienia sie z nimi. Prawdopodobnie zresztą strażnicy przy frontowej bramie nie będą kwapić się do ciebie, jeśli będziesz trzymać się tyłów.

Jeśli chcesz możesz użyć motywatora K-9 by uruchomić cyber-psa na dole i zabrać go ze sobą. Jest jednak tak samo leszczański jak ten od naukowca z NCR i również nie można wykostywać go w roli tragarza.

Czwartą metodą jest sposób "po kryjomu". Jeśli porozmawiałeś ze strażnikiem Brotherhood of Steel w San Francisco dowiedziałeś się że Navarro przyjmuje rekrutów. Powtarzam: nie zostawiaj tam przyjaciół. Zapytaj jedynie czy to jest w Navarro, powiedz kolesiowi przy stacji że jesteś rekrutem i zostałeś najęty na eskortę. Zdradzi ci hasło. Idź na północ. Poleć swoim kompanom zaczekać tutaj i pogadaj ze strażnikiem przy bramie wypowiadając hasło. Teraz będziesz musiał odrobinę się poczaić, gdyż niektórzy z mechaników mogą się wkurzyć widząc że plądrujesz ich szafki. Wystrzegaj się również służbistego sierżanta cyklicznie sprawdzającego wszystkich strażników. Zabierz plany vertibird'a i motywator. Zejdź na dół i weź 'Advanced Power Armour'. Wróć, dołącz do towarzyszy i znikaj.

Tak czy inaczej nie zapomnij drzwi na dole by uwolnić deathclawa. To warte jest 1500 xp-ków.

San Francisco (ponownie)

Idź z powrotem do tankowca, zejdź w dół i użyj 'Tanker Fob' na drzwiach. Wejdź na górę przez drzwi i napraw NavCom za pomocą części NavCom. (Uważaj jednak gdyż jest to długie wąskie przejście i twoja grupa może się blokować. Jeśli nie życzysz zaś sobie ruchu wahadłowego poleć im zaczekać na ciebie u góry.)

Teraz tankowiec jest w pełni sprawny wciaż jednak wymaga paliwa. Udaj się z powrotem do miasta. Zatrymaj sie po drodze by pomówić z kolesiem obok placówki Bractwa Stali i daj mu plany vertibirda. Jest jedynym który może zrobić ich kopię i oddać je tobie. Następnie wejdź do środka i splądruj placówkę. Obok innych rzeczy znajdziesz 'pulse rifle', który jest bardzo dobrą bronią energetczną, jednak ma jeden minus - brak trybu auto. Ja osobiście pozostałem przy Bozar (dlatego też uważam że 'energy weapon skill' nie jest w grze niezbędny). Możesz również znaleźć tu 'Brotherhood Combat Armour (niezła, ale 'hardened power armour' jest lepsza). Ponadto można tu znaleźć - jak sądzę - drugą 'power armour', którą naukowcy Hubologów mogą ulepszyć.

Dobrze, wracamy do problemu paliwa. Idź do pałacu we wschodniej części. Możesz przehandlować 'power armour' za paliwo, co jest - jak przypuszczam - niezłym sposobem gdy dołączyłeś do Hubologów i dałeś im palny vertibirdu. Możesz również włamać się w komputer i podebrać sobie trochę paliwa na własną rękę. Lub też możesz pomówić z doradcą Imperatora jeśli nie obawiasz się misji zabicia kogoś.

Teraz doradca zapyta cię o plany vertibirda. (No tak, każdy chce je mieć! :) Idź oddać je jedynemu naukowcowi które oferuje się zaopiekować nimi (północna część zachodniej części). Ponownie pomów z doradcą. Teraz zażyczy sobie śmierci leadera Hubologów AHS-9 za porywanie dzieci i pranie im mózgów.

Idź do Hubologów, zejdź w dół powiedz postaci w szacie przy drzwiach, że chcesz pomówić z naukowcem o upgrade'ie 'power armour'. Teraz zabij tego sukinsyna AHS-9. Uważaj jednak gdyż zaatakuje cię cala reszta suk...ynów (i córek) z sekty. Przygotuj się więc na długą walkę i nie oszczędzaj amunicji.

Wróć do doradcy. Zdradzi ci sekret: Imperator jest komputerem. I dopuści cię do głównego terminala gdzie będziesz mógł "przelać" paliwo na siebie.

Teraz, gdy jesteś gotów na skopanie kilku _bardzo_ praworządnych osłów, uruchom tankowiec z terminala w kajucie Kapitana i żegluj do platformy.

Mam silne podejrzenie, że istnieje również możliwość popłynięcia tam statkiem Hubologów. Jednak jedno z zadań Hubologów jest zabugowane i nie da sie go zrealizować. Zresztą - nawet bym nie chciał. Tu jednak może okazać się że nie jesteś w stanie ukończyć gry... :(

Cóż, jeśli tego sobie życzysz - oto alternatywny sposób uruchomienia tankowca: wstąp do Hubologów. Będziesz musiał przejść zeta scan, o ile nie miałeś go zrobionego w NCR. To będzie kosztować cię 1 punkt szczęścia ('luck') i jeden punkt szansy na krytyka, więc już widać że to głupi pomysł. (Jestem pewien że nie traciłem niczego przed patchem. Może miał on sprawić by zła ścieżka była mniej atrakcyjna?) Teraz daj plany vertibirda naukowcowi na zewnątrz obok rozwalonego wahadłowca kosmicznego. Pogadaj z nim. Potrzebujesz paliwa. Idź do pałacu, znajdź i włam się w komputer i zwiń paliwo. Teraz AHS-7 zażąda od ciebie zabicia Badgera na tankowcu. I to właśnie jest ten skopany quest. Mimo że zabiłem Badgera (i wielu niewinnych w trakcie), gra wydawała się nie przyswoić sobie wiadomości o tym. Wreszcie - myśląc że może chodziło mu o Kapitana zarżnąłem go, ale również bez rezultatu.

Cóż, może Ty będziesz mieć więcej szczęścia, więc nie krępuj się próbować. Jednak wciąż zalecam uruchomienie tankowca. I nie chodzi nawet o zasady (choć i tak wciąż czuję się fatalnie po wymordowaniu niewinnych - i to nawet pomimo tego że działałem w dobrej wierze - bez tego nie powstała by solucja), lecz o to, że nie stracisz punktu szansy na krytyka.

Aha, jeszcze jedno - nie możesz wziąć samochodu ze sobą, więc to może być najwyższy czas na spieniężenie dodatkowego ekwipunku i załadowanie na siebie wszystkiego co będzie ci potrzebne. Powiedzmy: tysięcy pocisków do .223 do Bozara i trochę 'micro-fusion cells' dla Marcusa i jego 'plasma rifle'. Tak, tego będziesz potrzebować napradę sporo. Oprócz tego trochę amunicji bezłuskowej 4.7mm, gdyż w połowie drogi przez bazę Enklawy znajdziesz poręczny 'Vindicator minigun', który jest naprawdę rześki i pożera tę właśnie amunicję. I wreszcie - tony 'stimpacków', 'super-stimpacków' i 'medikitów'. Naprawdę radzę - do maksymalnego obciążenia drużyny.

Jeśli wciąż potrzebujesz pieniędzy na amunicję i inny sprzęt, możesz pokręcić się wokół bazy Navarro i pozabijać jej patrole. Ich 'pulse pistols' sprzedają się jak ciepłe bułeczki za ogromną kasę a jeśli masz szczęści (i wystarczająco ich wkurzysz :) możesz załapać się również na 'Avenger Miniguns'. Hulają na tej samej amunicji, lecz zadają większe obrażenia.

The Enclave

Na pierwszym poziomie zaloguj się w terminal komputerowy i ściągnij wszystkie pliki jakie możesz. Przeczytaj je przy pomocy swojego PIP-Boya. Tak więc Enklawa to jeszcze gorsza zbieranina samozwańczych praworządnych niż w Vault City. Wygląda na to, że ta grupka mieszcząca sie na platformie wiertniczej zdecydowała że to oni są USA, a reszta która zdołała przeżyć to mutanty bez prawa do głosu. Co więcej - powinna zostać wyrżnięta w pień za pomocą zmutowanego szczepu wirusa FEV. I eksperymentowali oni na złapanych ludziach, by zobaczyć jak długo będzie umierać zarażony FEV. Milusi, co?

Nie próbuj uaktywniać innych opcji na razie a w szczególności nie próbuj 'counter-insurgency'. To zablokuje terminal, a ty będziesz go jeszcze potrzebować. Nie będzie to może potrzeba absolutna, ale bardzo się przyda.

Przebij się na dół preszukując dokładnie każdy z poziomów i zabijając wszystkich których zdołasz. Nie bierz zakładników. Będziesz wracać z obciążeniem dosłownie minut do wybuchu nuklearnego i każdy wolny metr będzie na wagę złota. Nawet jeśli masz kłopoty z przeżyciem na dole i uważasz że bohaterowie "nieopancerzeni" (jak Marcus czy Goris) nie mają tam szans. Mój sposób wyglądał tak: próba wyczajenia sekwencji terminalu, wejście i rozbezpiecznie pułapek w drzwiach i włamanie się przez nie. Pozostaje "jedynie" przeżyć...

Kiedy już otworzysz wszystkie drzwi wróć na górę, wylecz drużynę i złaź z powrotem. Rozwal każdego w pomieszczeniach na wschód i zachód od labiryntu. Wszyscy noszą 'Advanced Power Armour' ale są nieuzbrojeni. Przeszukuj szafki. Znajdziesz 'Mark II Advanced Power Armour'. Daj swój stary pancerz Sulikowi lub Vicowi i załóż ten nowy.

Zejdź w dół. Na trzecim poziomie rozwal "prezydenta" i weź jego 'override key'. Pomów z naukowcem i spróbuj wcisnąć mu kit. Powiedz mu, że zmutowany FEV działa jedynie na ludzi, "mutanty" na kontynencie (czyli ci którzy przetrwali) są już innym typem człowieka. To da mu do myślenia. Poświęci się, wraz z bazą wypuszczając zbiorniki z FEV w powietrze. Nie wygląda na to by działał on na ciebie, twoją grupę, lub żołnierzy Enklawy w 'power armour', lecz (powoli) wyeliminuje cywilów i naukowców z pistoletami laserowymi. Nie mogę powiedzieć, by to mi bardzo pomogło.

Idź na następny poziom i również rozwal każdego kogo zdołasz. Umieść ładunek wybuchowy obok komputera reaktora. To ta wielka kobyła. Obejrzyj bum komputera i proces zbliżania się reaktora do stanu krytycznego (dokładnie tak, jak mówił raport). Zmykaj na górę używając zapasowych schodów, których drzwi otworzyłeś. Ominieś dzięki nim kilka poziomów (w tym elektryczny labirynt) i zaoszczędzisz trochę czasu.

Na pierwszym poziomie... zgadnij kto na ciebie czeka? Yup, ten wielki mutant Santa w zmodyfikowanej 'Advanced Power Armour' i jego poplecznicy. Ten sam squad, który łaził po pustyni zabijając ludzi, (w tym deathclawów w Vault 13 i porywając ludzi do eksperymentów. Użyj terminala i uaktywnij opcję 'counter-insurgency'. (Masz klucz "prezydenta", prawda?) Sprawi to, że wszystkie wieżyczki w pomieszczeniu zaczną w niego strzelać. Jeśli nic się nie stanie będziesz musiał użyć Bozara, 'Vindicator miniguna' i każdej broni do której masz jeszcze amunicję.

Biegnij na statek. Odpłyń od bazy, która zafunduje sobie wybuch nuklearny. Obejrzyj outro.

To wszystko, uratowałeś twój świat. Jesteś wielki i prawdopodobnie możesz umówić się z każdym, z kim zechcesz. Więc wyłącz ten pieprzony komputer przy którym spędziłeś ostatni tydzień i zrób to! W rzeczywistości.

Amen

opracował: FoulOut :)
 
VR to -e-ał
kolejne multi witchera

Dołączył: 17 Cze 2025
Posty: 1
Wysłany: 2025-06-17, 11:38   

Co do katastrofy w Fukushimie -- liczba 11 ma podobno jakieś magiczne znaczenie dla masonów... Tak jak 11 września -- a to na pewno był spisek... Słyszeli Państwo o WTC7?
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Strona 3 z 7
Skocz do:  

Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group