Czar kontratak działa do końca tury, nawet jeśli zostanie zastosowany czar Odwrócenie zaklęć.
Some say the world will end in Cannon Fire,
Some say in Ice.
From what I’ve tasted of desire
I hold with those who favor Cannon Fire.
But if it had to perish twice,
I think I know enough of hate
To say that for destruction Ice
Is also great
And would suffice.
CPU
Castle
CPU
Castle
CPU
CPU
Cove
CPU
CPU
Human
Cove
CPU
Conflux
Dwie dopieszczone mapy w cenie jednej. Wizualnie moim zdaniem to najlepsza mapa tego konkursu. Poziom trudności jest bardzo wysoki, i nie da się go obniżyć. Mimo to warto zagrać- nawet jeśli nie przejdziesz jej całej, bo jest dobrze zbalansowana i daje sporo frajdy.
Na początku zaznaczę że nie udało mi się jej przejść. Grałem 3 miesiące, i mój rozwój był zbyt wolny bo dojechał mnie bohater wypuszczony przez bramę czasową.
Fabuła jest krótka i prosta- dwoje bohaterów chce sobie udowodnić kto jest górą. Czarodziejka władająca (tylko czasami) lodem i Jeremy albatros... władający armatą i resztą armii. Część Jeremiego szła powoli do przodu gdy z walkami czarodziejki miałem spore problemy- głównie z fangarmami i behemotem. Wyszło na to że problemy były w obu częściach mapy. Grając Jeremim trzeba mocno się skupić na swoich ruchach- nie ma czasu na zmarnowane tygodnie.
W mapie jest trochę obiektów z zamienionymi teksturami, ale autor zrobił to z umiarem, i wszystko jest czytelne.
Pochwalić muszę świetne wykorzystanie mechanik gry czy też ciekawe i nieoczywiste walki, dużo można się nauczyć przechodząc tę mapę, dialogi są dobre choć mogłyby być dłuższe. Estetyka mapki jest świetna i jednocześnie dobrze oddaje klimat tej mapy, co widać chociażby poprzez początek gry i dobrze dopasowane obiekty do terenów typu speluny w której znajduje się pijaczyna (jeden z bohaterów). Chociaż gra sprawia wrażenie liniowości to zakończyć ją można na dwa zupełnie różne sposoby. Problemem jest moim zdaniem zbyt mało rozbudowana fabuła a miała potencjał na ciekawsze relacje pomiędzy magiem a wojownikiem i jedynie tego mi tutaj brakowało.
Łooo panie, czegoś takiego to żem jeszcze nie widział, a widział ja sporo rzeczy...
Wizualnie to jest coś fantastycznego, niespotykanego i w konkursie piękności murowane top3. Gameplayowo jest hmm różnie. Niektóre walki Sashą zakrawają o masochizm, ale są do przebrnięcia. Więcej tu myślenia nad tym, jak ugryźć daną walkę, niż rzeczywistej strategii. Druga część mapy - Jeremiego jest zupełnie inna, bardziej klasyczna, z dużym naciskiem na pędzenie na łeb na szyję do kolejnych stref i robienia progresu kosztem wojska (część wojsk tracimy, ale zyskujemy jeszcze więcej, więc wychodzi na + mimo wszystko xd). Z tym że jeśli nie będziemy się śpieszyć od początku do końca, to przegramy - i trzeba o tym wiedzieć przed grą, by wyrobić się na czas. Myślę, że limit czasowy jest nieco przesadzony (można było dać ten 1 miesiąc zapasu więcej), oraz że wędrówka Sashy jest niewspółmiernie krótka, w stosunku do tej Jeremiego, przez co musi ona długo czekać w bezruchu.
Jest jeszcze kwestia gracza fioletowego, któremu można zająć wszystkie zamki i wtedy po tygodniu umiera, a jego bohaterowie, którzy mieli nas atakować w określonym terminie, również giną, a wraz z nimi cenne artefakty. Niby nie są one konieczne do przejścia mapy, ale przez niewiedzę można sobie trochę napsuć krwi i korzystać z loadów więcej razy niż ustawa przewiduje. Chyba można to powiedzieć, że potrzeba niemal idealnego rozegrania, by tę mapę przejść, przy czym nie jest to jakoś niesamowicie trudne, ale jest czasochłonne, bo wymaga bardzo, bardzo wielu prób.
Wyszło krótko, ale nie wiem co tu jeszcze można napisać. Specyficzna mapa, która zapewne nie trafi do każdego. Ja nieśmiało daję okejkę i liczę, że w przyszłych MapMakerach autor ponownie nas czymś zaskoczy.
Nie dość że mapa po angielsku to jeszcze poziom trudności wywalony w kosmos. Jak w to w ogóle grać? Żeby nie było że hejtuję, graficznie wszystko wygląda dobrze, tylko radości z gry nie ma, bo to jakaś pozycja dla masochistów. Po X podejściach odpuszczam dalszą grę w tą mapę. Rozumiem, że ktoś zrobił ekstremalnie trudną mapę dla ludzi lubiących ekstremalnie trudne mapy, ale w mój gust to nie trafiło i mam prawo to tutaj oznajmić. Dziękuję za uwagę.
Na górze mapa wygląda dość intrygująco, chociaż przez przesycenie obiektami, trochę klaustrofobicznie. Ładne bajorko porośniete roślinnością (nowe wodne krzaczory?). Tylko Pustynia pomieszana z Waste'em i w tym piramidy/kolumny egipskie mnie nie przekonuje wcale. W podziemiach straszny misz-masz, jednak co za dużo to niezdrowo i jakiś umiar we wszystkim dobrze zachować... Tu nie zachowano żadnego.
Widać, że dużo pracy Autor włożył w stworzenie świata, jednak trochę niedociągnięć da się dostrzec. Przykład: Koloseum na dachu jednej z piramid (68,58,0) - stoi sobie jakby nigdy nic na szczycie wydm. Może i te wydmy niedorobione, bo zawsze wpadną "pod" obiekt, nawet jak je kładziemy ostatnie, ale skoro Autor taki zdolny, że umie narysować kratery, po których można jechać, to mógłby sobie trochę trudu zadać i położyć np. większą wydmę, która ładnie by obsypywała przyległy obiekt, a nie wpadała pod.
Mapa z pozoru przygodowa, a tak naprawdę jest to seria ustawianych walk typu "zgadnij, co autor miał na myśli" ubrana w pseudo-fabułę. Zaczyna sie niezbyt porywająco, bo podnosząc scrolla z hypnotizem bezpośrednio przed walką, kto by tam spodziewał się, że pokona przeciwnika hipnotyzując go?... Przed inną walką oddajemy scroll hypnotiza a dostajemy fire wall. Hm... żeby też gracz czasem nie wpadł na to, że ma łażące powolne jednoski prowokować dżinem, żeby przez tego firewalla lazły. Pasjonujące.
Może i ciekawa idea gry dwoma zawodnikami, z których żadnego nie możemy stracić, a każdy walczy w inny sposób (bazując na mocy lub magii), ale też może okazać się mocno upierdliwa podczas rozgrywki. Przykładowo kończymy ruch dwa pola przed questem, gramy drugim zawodnikiem parę walk, kończymy turę, i...dowiadujemy się, że w poprzedniej walce należało nie stracić jednostki, quest właśnie o nią woła, a innej drogi nie ma. Pal licho, że musimy się domyślać (ja np. się domyśliłem, że ten dżin przyłączył się po to żeby było co stracić, oszczędzając tego lepszego....), ale już se autosavea walki nie załadujemy, bo się nadpisał (niejednokrotnie) walkami drugiego bohatera. To co - save po każdym ruchu? Walce? Kroku?
Mapa z pewnością do łatwych nie należy, ale nie jest to trudność, jakiej spodziewałbym się po mapie trudnej, a określenie poziomu mapy jako "niemożliwy" to zdecydowane nadużycie. Raczej jest test na znajomość pojedynczych taktyk, tricków, sztuczek. Widać, że jacyś tam przeciwnicy nawet poruszają się po tej mapie, pozorując jakiś ruch, stwarzając wrażenie, że coś się tam jednak dzieje. A jednak wciąż to tylko ustawki - czekają na nas w jakimś ograniczonym terenie, mamy ich pokonać (obowiązkowo z kajdanami) i zabrać coś, co będzie niezbędne do wygrania kolejnej bitwy czy przejścia kolejnego questa... Raczej nie spodziewajmy się normalnych walk, gdzie dysponując normalną armią i normalną księgą zaklęć, będziemy się zastanawiać nad tym jak bohatera ubrać, jak ustawić mu armię i czego z tej księgi użyć, by korzystając z dostępnych środków jakiegoś trudnego przeciwnika pobić. Coś tam dostaniemy, co mamy jakośtam wykorzystać i koniec filozofii.
Trochę lepiej się gra zapowiada po stronie mocy, ale mnie osobiście nie chce się zastanawiać sto razy, czy jednak strata jednego seamana nie kładzie mi gry. Walcząc po tej stronie, jeszcze więcej się musimy domyślać, bo wiadmo np. że 3 Championów nie pokonamy bez strat gównoarmią, ale czy strata trzech, pięciu jednostek to jeszcze OK, czy może należy ich jakoś ogłupić, żeby tylko 1 nam padł, bo może po piętnastu walkach okaże się, że jednak za małą siłę mamy, żeby coś tam zrobić...
I choć dostajemy dla jednego bohatera Spirita, a dla drugiego Pierścień Odmoralniający Oddziały Przeciwnika, trudno oprzeć się wrażeniu, że niektóre z walk po stronie magii będą mogły być wygrane tylko bazując na wylosowaniu morala.
Jedną "Misję" w życiu przeszedłem, podobała mi się, może też nie wszystkie walki były fair (morale/luck/dmg....), ale przynajmniej wiadomo było, że jest jedna jednostka i ma nam wszystkie walki wygrać, bo jak się straci to... po grze. Misje, w których trzeba się domyślać imho to średni fun, jak ktoś ma za dużo czasu, to czemuby nie. Map takich, jak ta były miliony, i jedna gorsza od drugiej, a większość niegrywalna. Niewiele nowego ta mapa oferuje, poza wykorzystaniem niedostępnych niegdyś możliwości edytorskich czy zmutowanych mechanik (patrzcie, kładę frost ringiem 500 pikinierów, ale jestem prze-gigant!) .
Pomysł-porażka, to windowanie bohatera na start do poziomu 500, z frost ringiem (którego nie mamy, ale pewnie wkrótce dostaniemy/zdobędziemy) walącym tysiące obrażeń?
Porażka i kolejne absurdalne nadużycie zmutowanego edytora i rewelacyjnie wręcz zmodyfikowanych opcji specjalności magicznych (bo za słabe były.....
Dodatkowo Autor serwuje nam multum udziwnień z edytora unleashed. Można się spierać czy quest pod postacią mnicha (ulepszonego) to lepiej niż stojący słup, mnie się akurat podoba, i gdyby na tym poprzestać, to bardzo ok - dla rozgrywki, fabuły, funu, niech ten mnich pojawia się częściej, jest cool, i tak spotykając przeciwnika na drodze klikamy go, coby wybadać, kto zacz.
Jednak kładzenie obiektów interaktywnych nieznikających, łażenie po chaszczach bagiennych, kraterach czy jeziorach, po których "normalnie" się nie chodzi, chyba że się leci... Umiar należy zachować we wszystkim, zwłaszcza w udziwnieniach. Niby "jadę tam, gdzie widzę zielonego konika", a nie tam gdzie chciałbym czy mi się wydaje, ale... widząc coś takiego (a już zwłaszcza kłodę wyglądającą jak Pyre, czy kwiatki jak flaga (!)), mam przeczucie z pewnością graniczące, że zaraz będę musiał każdy jeden kamyczek badać kursorem, bo a nuż jakaś skałka okaże się być nie skałką, a strażnicą... Jestem na nie.
Mapa nie dla przeciętnego gracza z powodu pojedynków jakie trzeba stoczyć.
Przed grą zalecam test alkomatem plus coś zajarać.
Akcja toczy się dwukierunkowo - Sasha musi pokonywać szalenie trudnych przeciwników bez straty nawet jednej jednostki. Jeremy idzie tradycyjną drogą zdobywając kolejne miasta i tereny, też nie ma łatwo. Dodatkowo wszyscy bohaterowie mają zablokowane zdobywanie doświadczenia.
Droga Jeremiego jest ciekawsza, musi gromadzić jednostki, bronić się przed kontratakami, a na koniec wykupić sterowiec by połączyć się z Sashą. Niestety tutaj jest pewien zgrzyt Sasha musi czekać bezczynnie wiele czasu na Jeremiego. Jeremy powinien mieć dwóch bohaterów do pomocy, co przyspieszyło by jego drogę. Następna sprawa w warunkach porażki zamiast limitu czasowego powinno być utrata bohatera.
Pomijając edycję obiektów przypadła mi do gustu ciekawa grafika. Ocenę obniżam o jeden punkt za wydumany poziom trudności.
Oglądanie jak Pączek i Bulbet męczą się z tą mapą było o wiele przyjemniejsze niż granie w nią samemu. Jest to kolejna mapa po Loynisie nie pozwalająca graczowi na choćby najmniejszy błąd. Czyli save/load w akcji. Mapa nie jest lepsza od Loynisa, mógłbym powiedzieć że to ten sam poziom rozgrywki. Na plus tutaj daję fakt że komputer ma swoją turę. Minusem jest gra na czas co pewnie niejednemu graczowi się nie spodoba. Puszczanie tur i zbieranie woja tu nie przejdzie. Jest to typowy produkt dla hardkorów do których się nie zaliczam. Można by odnieść wrażenie że graficznie mapa jest bardzo ładna, jednak zastosowanie zaawansowanych opcji graficznych przyniosło tutaj dość dziwne efekty - zebrane skrzynie że skarbami nie znikają co jest trochę niehirołsowe i mylące, podobnie jak pozmieniane grafiki przejść i elementy których nie da się podnieść, a zazwyczaj dało. Rozgrywka jest dość nudna, niewiele się dzieje, fabuły jest dość mało, ale to może moje wrażenia po graniu Loynisa wcześniej. Podsumowałbym to słowami - nie tędy droga do dobrej mapy.